Forsal logo

Ekspert: w listopadzie są małe szanse na dużą sprzedaż obligacji

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
12 listopada 2020, 15:50
złoty, pieniądze 4
<p>Ekspert: w listopadzie są małe szanse na dużą sprzedaż obligacji</p>/ShutterStock
Za październikowe wyniki sprzedaży obligacji odpowiada m.in. operacja zamiany; inwestorzy nie spieniężyli papierów i kupili te z nowych emisji - wskazał Bartosz Turek z HRE Investments. Większość nabywców nie zachowa jednak siły nabywczej kapitału - dodał.

Ministerstwo Finansów podało w czwartek, że w październiku sprzedano obligacje oszczędnościowe o wartości 2 mld 727 mln zł. Największą popularnością cieszyły się obligacje 3-miesięczne - stanowiły one 49 proc. udziału i wydano na nie ponad 1,3 mld zł. Zainteresowaniem cieszyły się również obligacje 4-letnie (32 proc.) i 2-letnie (14 proc.). W dalszej kolejności oszczędzający wybierali papiery 10-letnie (5 proc.) i 3-letnie (0,5 proc.).

Główny analityk HRE Investments Bartosz Turek wyjaśnił, że za dobre październikowe wyniki odpowiada w dużej mierze operacja zamiany. "Chodzi o to, że wiele osób, których obligacje zapadały, a więc kończył im się okres inwestycji i dostałyby pieniądze z powrotem na konto, postanowiły inwestować dalej i kupiły obligacje nowych emisji. Bez tego październikowy wynik sprzedaży byłby tylko trochę lepszy niż we wrześniu" - wskazał.

Jak wyliczył, dzięki tej operacji udało się sprzedać papiery warte ponad 711 mln zł, co odpowiada za 1/4 całej sprzedaży.

Według analityka w listopadzie nie należy spodziewać się takich ruchów jak w październiku i dlatego jest mała szansa "na pozytywne zaskoczenie jeśli chodzi o sprzedaż obligacji".

"Nie zmienia to jednak faktu, że i tak w bieżącym miesiącu Polacy kupią pewnie obligacje o wartości co najmniej 1-2 miliardów. Już od miesięcy pieniądze płyną szerokim strumieniem na rządowe konta z bardzo prozaicznego powodu – choć oprocentowanie papierów skarbowych nie jest oszałamiające, to i tak często znacznie wyższe niż to, co banki oferują na statystycznej lokacie" - podkreślił.

Przypomniał, że z danych NBP wynika, iż przeciętna roczna lokata otwierana we wrześniu była oprocentowana na poziomie 0,16 proc. w skali roku. "I choć z cyklicznego monitoringu HRE najlepszych lokat i rachunków bankowych wynika, że można wciąż znaleźć takie depozyty, które kuszą 2-3 proc. odsetek w skali roku, to niestety są to produkty wybitnie limitowane (na krótki okres, dla nowych klientów, dla ich nowych środków i to najczęściej tylko do kwoty 10-30 tysięcy)" - zwrócił uwagę.

Dla porównania - jak wskazał - nawet najsłabiej oprocentowana obligacja trzymiesięczna daje zarobić 0,5-proc., a najlepsza 12-letnia w pierwszym roku 2 proc., a potem 1,5 pkt. proc. ponad inflację.

Turek uważa, że mimo dużego zainteresowania obligacjami oszczędnościowymi, większość nabywców nie zachowa siły nabywczej swojego kapitału, a naliczone odsetki nie pozwolą pokonać spodziewanej inflacji.

"Dotyczy to przede wszystkim obligacji 3-miesięcznych, 2-letnich i 3-letnich. Szansę na pokonanie inflacji dają papiery czteroletnie – o ile oczywiście sprawdzą się aktualne prognozy odnośnie ścieżki inflacji, a po okresie prognozy zapanuje w Polsce inflacja na poziomie 2,5 proc. (cel inflacyjny RPP)" - poinformował. Zwrócił uwagę, że jeżeli wzrost cen będzie wyższy, to zyski z obligacji długoterminowych mogą zostać przekute w realne straty.

Jak wskazał, co prawda oprocentowanie tych papierów rośnie wraz ze wzrostem inflacji, ale w pewnym momencie dodatkowa marża zysku (np. 1 pkt. proc. w przypadku obligacji dziesięcioletnich) zostanie "zjedzona" przez opodatkowanie.

"Załóżmy, że mamy obligacje dziesięcioletnią, w przypadku której właśnie mija pierwszy okres odsetkowy. W drugim wiemy, że oprocentowanie będzie wyższe o 1 pkt. proc. od inflacji. Jeśli ta wyniesie 2 proc., to nasze oprocentowanie w drugim roku wyniesie 3 proc. Nawet po odjęciu podatku jest to ponad 2,4 proc., a więc więcej niż inflacja w poprzednim roku" - wyliczył analityk. Jeśli jednak inflacja wyniesie 5 proc., to oprocentowanie będzie wysokie (6 proc.), ale po skorygowaniu go o podatek zostanie nam 4,86 proc., czyli mniej niż inflacja z ostatnich 12 miesięcy - dodał.

"To właśnie opodatkowanie powoduje, że mechanizm indeksacji oprocentowania obligacji ma swoje ograniczenia i nie jest rozwiązaniem idealnym" - wykazał Turek.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapisz się na newsletter Forsal.pl „Finanse osobiste” i otrzymuj najważniejsze informacje finansowe, które mogą wpłynąć na Twoje finanse osobiste.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj