O tym, że na grach z rozmachem, takich jak „Wiedźmin 3: Dziki Gon”, można sporo zarobić, wiedzą już wszyscy. Do dziś tytuł ten sprzedał się w 40 mln egzemplarzy, a akcje odpowiedzialnej za niego spółki CD Projekt (CDP) w ciągu czterech lat od premiery hitu zyskały ponad 800 proc. na wartości (obecnie firma wyceniana jest na ponad 24 mld zł). Inwestorzy liczą na to, że długo wyczekiwana gra studia „Cyberpunk 2077”, która będzie miała premierę 16 kwietnia 2020 r., okaże się kolejnym spektakularnym sukcesem. Fenomen warszawskiego producenta przyczynił się do tego, że inwestowanie w spółki gamingowe na giełdzie stało się bardzo modne. Po kilku latach zarówno na głównym parkiecie, jak i na NewConnect, wręcz zaroiło się od firm działających w segmencie elektronicznej rozrywki.

>>> Czytaj też: Fiat 500 w USA to nieudany eksperyment. Model będzie wycofany ze Stanów

Nowością jest jednak to, że wysokie przychody notują już nie tylko spółki tworzące duże gry, jak wspomniany „Wiedźmin 3”, którego wypuszczenie na rynek zajęło ponad trzy lata. Rosnącym powodzeniem cieszą się również małe produkcje powstające za relatywnie nieduże pieniądze, raptem w kilka miesięcy. Ich sukcesy czasem zaskakują samych twórców. – Wchodząc do branży, wiedziałem, że czeka mnie dobry biznes. Ale bez fałszywej skromności mogę stwierdzić, że nie miałem pojęcia, iż gra „House Flipper”, której produkcja kosztowała 300 tys. zł, może przynieść 20 mln zł zaledwie pół roku od premiery – przyznaje nam Krzysztof Kostowski, prezes grupy PlayWay, finansującej wiele zespołów produkujących gry.

Na rynku coraz lepiej radzą sobie też spółki tworzące gry oparte na formule F2P (z ang. free to play), czyli tytułów darmowych– choć tylko pozornie. Produkcje te stanowią rodzaj usługi (z ang. GaaS – game as a service) – ich autorzy stale je rozwijają, a tym samym oferują graczom coraz to nowe wyzwania. Zarabiają tym więcej, im dłużej gra będzie skupiać uwagę użytkowników. Rodzimym królem F2P jest spółka Ten Square Games, producent ponad 200 tytułów, w tym najpopularniejszej obecnie na świecie gry wędkarskiej „Fishing Clash”. W lipcu 2019 r. przychody wygenerowane przez tę produkcję osiągnęły rekordowy w historii spółki miesięczny poziom 16,7 mln zł, przy wydatkach marketingowych na poziomie 6,1 mln zł. Spółka wprowadza właśnie swój hitowy tytuł na rynek chiński.

Co ciekawe, także CDP ma na swoim koncie udaną grę F2P – „Gwint: Wiedźmińską Grę Karcianą”. Choć nie wiadomo dokładnie, jak wielkim okazała się ona sukcesem, bo spółka księguje z niej przychody wraz z przychodami prowadzonej przez siebie platformy sprzedającej gry – GOG.com. Firma chwali się jednak, że to głównie dzięki Gwintowi w II kwartale 2019 r. platforma GOG zarobiła 2,2 mln zł, czyli o 22 proc. więcej niż rok wcześniej.

To świetne wyniki, chociaż bardzo daleko im jeszcze do najlepszych tytułów zagranicznych spółek. Mobilna gra „Candy Crush” przynosi dziennie aż 4,2 mln dol. z tytułu wykupionych do gry dodatków (tzw. mikrotransakcji), a rocznie ponad miliard dolarów. Inny hit – „Clash of Clans” – generuje ponad 1,6 mld dol. rocznie. Strzelanka „Fortnite” dała zaś w ubiegłym roku blisko 2,4 mld dol. przychodu. Czy wejście na giełdę to rzeczywiście złoty interes dla każdej firmy gamingowej? I czy inwestorzy dobrze rozumieją nowe modele sprzedaży?

Kasa z diamencików

Twórcy gier tłumaczą, że z ich produkcją jest trochę jak z filmami. Najpierw trzeba sporo zainwestować, a dopiero po premierze wiadomo, czy wyszedł im hit. – Czas produkcji gry jest często nawet o wiele dłuższy niż w przypadku filmu. Potrzeby kapitałowe są więc bardzo duże. Finansowanie wyłącznie długiem nie wchodzi w grę ze względu na zbyt wysokie ryzyko niepowodzenia. A banki rzadko są zainteresowane dawaniem kredytów, zwłaszcza małym firmom – mówi Michał Stępień, szef studia Jujubee, wydawca m.in. gier „Kursk” i „Realpolitiks”. I dodaje, że właśnie dlatego giełda jest świetną opcją dla mniejszych firm, mimo że oczywiście wiąże się z dodatkowymi obowiązkami i prowadzeniem odpowiedniej polityki informacyjnej.

>>> Treść całego artykułu można znaleźć w weekendowym wydaniu Magazynu DGP i na EDGP