Z punktu widzenia inwestora długoterminowego bessa, jaką obserwujemy teraz na rynku, to często okazja do powiększania inwestycyjnego portfolio i dokupowania aktywów po bardzo dobrych cenach. Zdaniem Charlesa Rotbluta, wiceprezydenta Amerykańskiego Stowarzyszenia Indywidualnych Inwestorów, trwające spadki są czymś normalnym dla rynku, a osoby które nie zdecydują się na wyprzedaż posiadanych aktywów zostaną za to „wynagrodzone”.

Reklama

Główny strateg inwestycyjny CFRA Sam Stovall przeanalizował historyczne rynki niedźwiedzia i podzielił je na dwie kategorie: łagodne, w których spadki wynoszą od 20 do 40 proc. i poważne krachy, gdy maksymalne obsunięcie w stosunku do ostatniego szczytu przekraczało 40 proc.

Obecnie mamy do czynienia z łagodną odmianą bessy, po której znacznie łatwiej jest się podnieść inwestorom. Tego typu łagodne rynki niedźwiedzia trwały w przeszłości średnio 13 miesięcy, a czas potrzebny na to, by giełda wróciła do poprzedniego maksimum to średnio 27 miesięcy. W przypadku krachów to około 5 lat.

Kup i trzymaj

Obecnie znajdujemy na etapie wyprzedaży, co sugeruje, że wyceny spółek są atrakcyjne. Nie wiemy, na jakim poziomie znajduje się dołek tej bessy, a jego wyznaczenie to często niewykonalne zadanie. Według wielu ekspertów najlepszym rozwiązaniem jest stosowanie pasywnej strategii „kup i trzymaj”. Wejście w niewłaściwym momencie może nas wiele kosztować. Gdybyśmy zainwestowali w 2006 roku 10 tys. dol. w ETF naśladujący indeks S&P 500, to w 2021 roku nasz portfel miałby wartość 46 tys. dol. Wystarczy jednak, że „wyjmiemy” z tego okresu 15 najlepszych pod względem wzrostów dni, a kwota ta spadnie do 21 tys. dol.

W przeszłości inwestorzy, którzy decydowali się na zakupy po tak głębokich spadkach, jakie obserwujemy w tym roku, byli za to wynagradzani.