Po rozpoczęciu tureckiej inwazji na tereny kontrolowane przez Kurdów w północnej Syrii, prezydent USA Donald Trump w swoim słynnym już wpisie na Twitterze z 7 października grozi Turcji, że całkowicie "zniszczy i unicestwi gospodarkę Turcji (jak już wcześniej zrobił)" jeśli Ankara posunie się za daleko. Może to być trudniejsze niż się wydaje z dwóch powodów. Po pierwsze, amerykański przywódca trochę przecenia swoją rolę w kryzysie walutowym, z którym w zeszłym roku zmagał się kraj nad Bosforem. Po drugie, rząd w Ankarze odrobił pracę domową i dziś Turcja jest już wyraźnie mniej wrażliwym krajem.

Turcja sama sobie winna

W połowie 2018 r. stosunki pomiędzy USA i Turcją by bardzo napięte. Główne osie konfliktu to sprawy takie, jak proces Rezy Zerraba, handlarza złotem, który miał pomagać Ankarze omijać sankcje nałożone na Iran oraz zakup przez Turcję rosyjskich systemów przeciwlotniczych. Kośćmi niezgody były także niechęć Waszyngtonu do ekstradycji Fethullaha Gülena, oskarżanego przez Erdoğana o zorganizowanie zamachu stanu w 2015 r., czy wsparcie udzielane przez Pentagon Kurdom w północnej Syrii.

>>> Czytaj też: Putin: Wycofanie się USA z układu ABM zapoczątkowało wyścig zbrojeń

Apogeum konfliktu nastąpiło na początku sierpnia, kiedy Amerykanie podjęli decyzję o wstrzymaniu sprzedaży Turcji myśliwców F-35 i zamrożeniu aktywów ministra sprawiedliwości Abdulhamita Güla oraz Suleymana Soylu, ministra spraw wewnętrznych. Te działania spowodowały panikę na rynkach i masowe wycofywanie kapitału z Turcji, czego skutkiem było gwałtowne osłabienie liry, które dziś nazywamy kryzysem walutowym.

Jeżeli jednak spojrzymy na kurs USD/TRY w szerszym kontekście, można zauważyć, że turecka waluta jest w trendzie spadkowym od ponad 6 lat. Działania Trumpa faktycznie sprawiły Turcji wiele kłopotów, ale w dłuższej perspektywie to tylko krótkotrwałe przyspieszenie tendencji, które i tak w tureckiej gospodarce widać od dawna. W rzeczywistości, gdyby nie problemy strukturalne, sankcje nie byłyby tak bolesne.

Co poszło nie tak

W 2018 r. Turcji ciążyły przede wszystkim wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących, spowodowany głównie ogromną nadwyżką importu nad eksportem, a także wysokie zadłużenie tureckich przedsiębiorstw w walutach obcych i ogólne "udolarowienie" gospodarki. Naturalnie wszystkie te czynniki są ze sobą powiązane. Deficyt na rachunku obrotów bieżących sprawia, że eksport nie zapewnia dość dewiz, by pokryć potrzeby importu, więc gospodarka potrzebuje napływu walut w postaci inwestycji zagranicznych. To sprawia, że przedsiębiorstwa potrzebują coraz więcej dewiz na spłatę odsetek od kredytu. Rośnie uzależnienie od kursu walutowego, co budzi obawy inwestorów sprawiające, że lira się osłabia coraz bardziej.

Tę sytuację dobrze obrazuje poniższy wykres. Niebieska linia to deficyt na rachunku obrotów bieżących. By go pokryć, potrzebne są inwestycje zobrazowane przez pionowe słupki. Jeśli inwestycji jest za mało, to znaczy, że podaż liry zaczyna przewyższać popyt i pojawia się presja na osłabienie waluty. Im większa luka, tym większa presja. Im większa presja, tym większe obawy inwestorów, że firmy nie będą w stanie spłacać swoich walutowych zobowiązań, bo w lirach mają coraz więcej do spłaty (problem analogiczny do naszych "frankowiczów") i koło się zamyka.

Z wykresu wynika, że luka między inwestycjami zagranicznymi i rachunkiem obrotów bieżących zaczęła rosnąć już w kwietniu 2018 r., czyli 5 miesięcy przed amerykańskimi sankcjami. Trump tylko przyspieszył i zintensyfikował to, co dawna wisiało nad Ankarą w powietrzu.

>>> Czytaj też: Rząd Syrii wyśle regularne wojska na północ, by przeciwstawić się ofensywie Turcji

Dlaczego jest lepiej

Kryzys walutowy, choć był dla Turcji bolesny, paradoksalnie uczynił ją dziś silniejszą. Spadek wartości liry sprowadził na Turcję silną inflację. Coraz więcej trzeba było płacić za waluty obce, więc coraz wyższe stawały się ceny importowanych dóbr wyrażone w lirach. Skutkiem tego był fakt, że coraz mniej Turków było w stanie sobie na nie pozwolić, co dość mocno ograniczyło chęć do zakupów obywateli tego kraju. Z jednej strony niższa konsumpcja spowodowała recesję, ale z drugiej rozwiązała główny problem tamtejszej gospodarki - wysoki deficyt na rachunku obrotów bieżących. Od czerwca 2019 r., także dzięki dochodom z turystyki, Turcy nawet notują na nim nadwyżkę.

To dość niespodziewane przywrócenie równowagi w gospodarce sprawiło, że ustabilizował się kurs walutowy, a to zatrzymało dynamiczny wzrost cen. Inflacja spadła z poziomu niemal 25 proc. w październiku 2018 r. do nieco ponad 9 proc. obecnie

To wszystko sprawia, że dziś sytuacja gospodarcza w Turcji nie tylko się stabilizuje, ale też stawia ten kraj w dużo lepszej sytuacji niż rok temu. Jest on znacznie bardziej odporny na zewnętrzne zawirowania i nie wystarczy już tylko kilka w zasadzie niewiele znaczących gestów, by go całkowicie zdestabilizować. Oczywiście nie oznacza to, że Trump nie ma żadnej możliwości realizacji swoich gróźb, ale dzisiaj brzmią one mniej groźnie niż przed rokiem.

Na koniec warto dodać, że według danych ONZ, USA w ubiegłym roku odpowiadały za 5 proc. wartości tureckiego eksportu i 5,9 proc. importu. Tymczasem dla krajów Unii Europejskiej było to łącznie 38,5 proc. importu i aż 50 proc. eksportu. Jeśli czyjeś sankcje miałyby rzeczywiście ściągnąć problemy na Turcję, to przede wszystkim Unii Europejskiej i to ona ma w tym momencie największe pole do manewru w kontekście wywierania na Turcję gospodarczej presji w związku z inwazją na Syrię.

>>> Czytaj też: Szef Pentagonu: "Nie ma szans", aby oddziały USA powstrzymały Turcję. Kurdowie chcą porozumienia z Rosją