Jak słusznie zauważył Andrew Michta w artykule Wall Street Journal „Can China Turn Europe Against America ”wizyta Richarda Nixona w Chinach w 1972 r. okazała się jednym z najefektywniejszych gambitów w historii amerykańskiej dyplomacji.

W tamtym okresie Chiny były jedynie regionalnym graczem ze znacznymi ambicjami, lecz bez możliwości konkurowania z nuklearnymi kolosami, jakimi były Rosja i USA. Zainicjowane otwarcie Ameryki na Chiny skutkowało możliwością stałego szachowania sowieckiego kolosa, które w efekcie doprowadziło do upadku „muru berlińskiego”, pokonania komunistycznego imperium przez polskich robotników pod flagą Solidarności. To czego Michta nie dopowiada, to że gambit oznacza poświęcenie znaczącego aktywa w celu osiągnięcia przewagi strategicznej. Tą ceną było zaprzestanie izolowania Chin i otwarcie na wymianę gospodarczą i intelektualną, którą pracowici Chińczycy wykorzystali do budowy nowoczesnej gospodarki opartej na wiedzy. Przewaga demograficzna Pekinu sprawiła, że przy bardzo szybko następujących procesach konwergencji na otwartym rynku światowym i kontrolowanym wewnętrznym, w rekordowym czasie Państwo Środka stało się potęgą gospodarczą uczącą się produkcji coraz to bardziej zaawansowanych technologii.

HowMuch.net w oparciu o dane MFW graficznie zaprezentował wzrost znaczenia gospodarki chińskiej w okresie 1980-2021. Otóż jeżeli w 1980 r. chińskie PKB mierzone siłą nabywczą nie mieściło się w pierwszej dziesiątce krajów świata, sytuując się w tyle nie tylko za wysoko rozwiniętymi krajami Zachodu, ale również za Brazylią, Meksykiem a nawet Arabią Saudyjską, to w 1990 r. awansowały na pozycję piątą, znajdując się tuż przed Francją i Wielką Brytanią. W 2000 r. przesunęły się na drugą pozycję w rankingu światowym, aczkolwiek przy PKB trzykrotnie niższym od poziomu amerykańskiego. Po kryzysie finansowym 2008 r. niemalże zrównały się z USA, a wykorzystując pandemię koronawirusa aktualnie zdecydowanie, o ponad 7 bln dolarów dochodu narodowego, wyprzedziły Stany Zjednoczone. Okazało się to nie takie trudne, gdy wykorzystanie mocy produkcyjnych przemysłu jest w USA na rekordowo niskim poziomie 71,4 proc. Najbardziej spektakularnie objawiło się to w zmianie ilości produkowanych samochodów w okresie ostatnich pięciu lat 2014-19, kiedy to umiarkowanemu, bo zaledwie 7,2-proc. wzrostowi w Chinach towarzyszył 40,9-proc. spadek w USA oraz w tym, że produkcja amerykańska stanowi zaledwie 11,7 proc. produkcji chińskiej w sytuacji, gdy Chiny produkują jedną trzecią samochodów na świecie. Przyspieszenie chińskie należy uznać za kolosalne, jeśli się zauważy, że w kraju bądź co bądź rządzonym przez komunistów, kapitalizacja giełdy stanowi 42 proc. kapitalizacji wszystkich spółek notowanych na giełdach krajów wschodzących, podczas gdy dwadzieścia lat temu udział ten był bliski zeru. I nic dziwnego że zyski w ciągu ostatniego roku tych, którzy zainwestowali w spółki mające ekspozycję chińską były aż o 10 pkt. proc. wyższe od tych, które takowej ekspozycji nie mieli.

Oceny MFW są potwierdzane przez wyliczenia oparte o ceny rynkowe, które pokazują, że o ile przez dziesięciolecia gospodarka chińska stanowiła zaledwie jedną dziesiątą amerykańskiej, o tyle kosztowne wojny na Bliskim Wschodzie i kryzys finansowy pozwoliły Chinom na przekroczenie poziomu jednej trzeciej poziomu amerykańskiego PKB. Obecny kryzys staje się kolejnym milowym krokiem w wyścigu gospodarczym Chin i USA w walce o prymat światowy. Jak zauważył Jim McCormick w artykule Financial Timesa “Covid accelerates some big trends in China’s favour” nieudane zarządzanie pandemią jedynie przyspieszyło istniejący trend.

Okazało się, że odmienna strategia walki z koronawirusem sprawiła, że świat Zachodu przegrywa zdecydowanie w konkurencji gospodarczej. Polityka gospodarcza oparta na merytokracji w pozbawionych demokratycznych procesów Chinach świeci triumfy nad opartą na grupach interesów sterowaną przez media demokracją Zachodu, który w społecznej tkance odszedł od wartości. O ile silne państwo w Chinach było w stanie narzucić zwycięską walkę wirusowi, o tyle demokracje zachodnie wolały współżyć z wirusem i przerzucić odium kryzysu na organizacje gospodarcze bezsilne w fundamentalnych zmianach zachowań konsumentów. Okazuje się, że strategia zdławienia wirusa okazała się zdecydowanie skuteczniejsza, gdyż pozwoliła konsumentom do powrotu do przedwirusowych zachowań, w przeciwieństwie do państw Zachodu, gdzie chaotyczna samoochrona obywateli przed zarazą skutkuje wieloma asymetrycznymi zmianami konsumpcyjnymi, odbijając się na poziomie zapotrzebowania na produkty a zwłaszcza usługi. Nic nadzwyczajnego, biorąc pod uwagę doświadczenia z hiszpanką w USA po pierwszej wojnie światowej i kryzysie w tych metropoliach amerykańskich, które się przed zarazą nie zamknęły – przykład który wielokrotnie przywoływałem w dyskusjach na temat możliwych konsekwencji przedwczesnego otwarcia gospodarki w Polsce.

Reklama

Nic dziwnego, że w tej sytuacji Jonathan Cheng w Wall Street Journal opisuje, że w efekcie restauracje, hotele, salony fitness, komunikacja miejska a nawet lotniska są w Chinach zatłoczone jak zwykle. Po tym, jak dochody taksówkarzy spadły o dwie trzecie w lutym i marcu, obecnie wróciły do poprzedniego poziomu. Plażowicze wrócili do miejscowości turystycznych i wprawdzie straty w sezonie wystąpiły, to jednak krótkotrwałość załamania, jak i oczekiwania pełnego powrotu turystów sprawiają, że zatrudnienie utrzymuje się na przedkoronawirusowym poziomie. Sieć hoteli Marriott zanotowała spadek obłożenia w drugim kwartale o 10 pkt. proc., ale nadal jest to na wysokim poziomie 60 proc., związanym z odbudowaniem przedkryzysowego popytu. Wprawdzie przedsiębiorcy, których produkcja wróciła do poprzedniego poziomu narzekają na bezpowrotnie utracone zyski, niemniej jednak liczą na to, że wcześniejsze odbicie pozwoli im uzyskać wyższy udział w handlu światowym. Potwierdzają to dwukrotnie wyższe niż rok temu wskazania nakierowanych na eksport indeksów przewozowych, takich jak SCF Index (Shanghai Containerized Freight Index), które kształtują się na najwyższym od lat poziomie 1355 pkt., jak i rekordowy ponad 13-proc. udział w eksporcie światowym w drugim kwartale 2020 r. Nawet sale fitness wróciły po kryzysie, gdyż okazało się, że pandemia sprawiła, że Chińczycy przekonali się do wagi kondycji fizycznej i dbania o zdrowie. Skuteczność w zwalczeniu wirusa – wszystkich chorych w Chinach jest obecnie 165 – sprawiła, że obawa o zarażenie nawet podczas masowych imprez wśród Chińczyków minęła. Szokujące dla mediów światowych były obrazy masowej imprezy w mega basenie w Wuhan, w którym to mieście od czterech miesięcy nie było lokalnych zarażeń. W efekcie ta impreza nie została przez chińskie MSZ skrytykowana, tylko uznana za „strategiczne zwycięstwo osiągnięte przez Wuhan i chiński rząd w walce z wirusem.”

Oczekiwanie, że podobny powrót do przedwirusowych zachowań konsumentów zostanie przywrócone po wynalezieniu szczepionki, może okazać się złudne, gdyż szybkie jej wdrożenie może się wiązać z jej nieskutecznością lub nawet potęgować zarażenia, a w najgorszym przypadku – dać czas na wystąpienie jeszcze groźniejszego mutanta, a i podejrzliwa opinia społeczna może również w najlepszym wypadku traktować szczepionkę jako jedynie działanie psychologiczne. W Japonii zaledwie ok. 25 proc. obywateli wierzy, że szczepionka może być efektywna i ok. 20 proc., że może być bezpieczna, w przeciwieństwie do Ugandyjczyków i Hindusów, u których zastrzeżenia ma tylko jedna piąta respondentów. A i pod tym względem bank inwestycyjny ANZ podniósł projekcję wzrostu PKB Chin w 2020 r. z 1,8 proc. do 2,1 proc. (JP Morgan do 2,5 proc.), cytując „wzrastające oczekiwania, że Chiny będą miały efektywną szczepionkę na koronowirusa w tym roku”. Niezależnie od przyszłego rozwoju sytuacji i obiektywnych trudności, w Chinach utrwaliło się powszechne przekonanie, że świat Zachodu nie radzi sobie z pandemią. Przekonanie, że USA nie poradziły sobie z koronawirusem jest tak powszechne, że według Pew Research Center każde z trzynastu ankietowanych społeczeństw Zachodu bezdyskusyjnie uznało, że Chiny lepiej zarządzały wirusokryzysem niż Stany Zjednoczone. Nic dziwnego, że w tej samej ankiecie we wszystkich ankietowanych krajach europejskich panuje przekonanie, że główną gospodarką światową są obecnie Chiny i to z przygniatającą proporcją dwóch do jednego.

Zwycięstwo nad wirusem w Chinach sprawia, że tamtejsza gospodarka odbiła w kryzysie w kształcie litery V – już sierpniowa sprzedaż detaliczna była o 0,5 proc. wyższa niż ta sprzed roku, a produkcja przemysłowa w tym okresie wzrosła o 5,6 proc. Nawet inwestycje w środki trwałe odbiły, będąc zaledwie na 0,3-proc. niższym poziomie, na równi ze skalą bezrobocia miejskiego, które spadło do poziomu 5,6-proc., najniższego od styczniowego poziomu 5,3 proc. Chiny są jedynym krajem, z 48 krajów, które przekazały dane, gdzie wyniki PKB drugiego kwartału są lepsze od poziomu z końca 2019 r. W przeciwieństwie do oczekiwanego kolejnego przyspieszenia wzrostu PKB w trzecim kwartale do 6 proc. (Standard Chartered Bank), gdy Chiny okażą się jedyną znaczącą gospodarką, która zanotuje wzrost w tym roku, cały świat nadal tkwi w kryzysie, mimo otwarcia gospodarki. Przewidywania The Economist Inteligence Unit zakładają spadek w USA o 5,3 proc., Japonii o 6,4 proc., Niemiec o 5,9 proc., Wlk. Brytanii o 9,5 proc., Francji o 10,2 proc., Polski o 4 proc., całej strefy euro o 8,6 proc., a Indii o 8,5 proc. I to mimo znaczącego powiększenia deficytu budżetowego w tych krajach zakładanego dla 2020 r. przez EIU na poziomie -15,3 proc. PKB w USA, w Japonii -11,3 proc., Niemczech –7,2 proc., Wlk. Brytanii -18,2 proc., Francji -11,3 proc., Polski -9,4 proc., Indii –7,9 proc., w całej strefie euro -9,5 proc., podczas gdy w Chinach -5,6 proc. PKB. Nawet poziom dodatkowych antykryzysowych pakietów liczonych przez MFW jest w Chinach w relacji do PKB minimalny, bo zaledwie 4-proc., podczas gdy Niemiec wynosi 41 proc., Japonii 35 proc., USA 15 proc., Korei Pd 13 proc., a nawet w biednych Indiach 6 proc. PKB. Nic dziwnego, jeśli w Nowym Jorku wskaźnik odrodzenia aktywności (NYC Recovery Index) jest na poziomie 50,9 proc. i od trzech tygodni nie wzrasta, a nawet nieznacznie, bo nieznacznie, ale się obniża, ukazując wyjątkowe uzależnienie koniunktury od kolejnych pakietów stymulujących.

Efekt wirusa spowolnił niewątpliwie gospodarkę chińską w ujęciu absolutnym, niemniej w porównaniu z jej konkurentami nastąpił proces przyspieszenia. Deutsche Bank przewidywał, że chińska gospodarka wzrośnie między rokiem 2019 a 2023 o 26 proc., podczas gdy amerykańska o 8,5 proc. Obecnie dla tego samego okresu przewiduje spowolnienie wzrostu chińskiego do 24 proc., podczas gdy amerykańskie tempo ma być zredukowane o ponad połowę do 3,9 proc. Podobnie, o ile w 2020 r. przewaga wzrostu gospodarki chińskiej nad gospodarką eurostrefy miała wynosić 5,1 pkt procentowego, to obecnie okazuje się, że będzie to dystans dwucyfrowy. Wszystko to sprawi, że zarówno kraje Europy Zachodniej jak i Japonii, trzeciej gospodarki świata, która w tym roku ma się skurczyć o 5,8 proc., będą zostawały zdecydowanie w tyle. Również inne kolosy świata wschodzącego, takie jak Rosja, Brazylia, Indie, czy Indonezja, której giełda od początku roku skurczyła się o jedną czwartą, będą traciły swój konkurencyjny ciężar. Mające konflikt z Chinami i sprzymierzonym z nimi Pakistanem Indie, mimo tego samego potencjału demograficznego, skurczą się w tym roku do poziomu jednej piątej Chin.

Niemniej najistotniejsze zmiany nastąpią na mapie rywalizacji amerykańsko-chińskiej. Tegoroczne PKB liczone w cenach bieżących osiągnie 15 bln dolarów, podczas gdy amerykańskie spadnie do 20 bln dolarów. Wg innej metodologii niwelującej efekt inflacyjny – wg Instytutu Petersona – w 2020 r. PKB Chin będzie w skali 11,9 bln USD, a więc około 70 proc. gospodarki amerykańskiej i będzie to skok siedmiopunktowy, najwyższe roczne przyspieszenie w historii doganiania USA przez Chiny. Dlatego nic dziwnego, że wg Instytutu Brookings nawet w cenach bieżących dogonienie USA przez Chiny nastąpi w 2028 roku, a nieudana walka z koronawirusem sprawiła, że Chiny nadgoniły w tym roku dwa lata w porównaniu z poprzednimi szacunkami. Okazuje się, co dla niektórych może okazać się szokujące, że w okresie prezydentury Donalda Trumpa, której najbardziej eksponowanymi działaniami była wojna handlowa z Chinami, deficyt handlowy USA z tym krajem wzrósł o jedną czwartą.

Nic dziwnego, że następująca na naszych oczach zamiana miejsc w światowym prymacie gospodarczym budzi geopolityczne obawy, że geopolityczna konkurencja przejawi się wpadnięciem w pułapkę Tukidydesa, w której nie tylko starożytna Grecja była ofiarą. Zwłaszcza, że pozytywna opinia społeczeństw kluczowych sojuszników o USA nigdzie nie kształtuje się na poziomie wyższym niż 50 proc. i wynosi 41 proc. w Wlk. Brytanii i Japonii, 35 proc. i 33 proc. w Kanadzie i Australii, oraz zaledwie 31 proc. we Francji i 26 proc. w Niemczech. Podczas gdy w 2000 roku średnia tych państw była ponad dwa razy wyższa i wynosiła 72 proc., nigdzie nie spadając poniżej 59 proc.

Autor jest doradcą Prezesa NBP, w tekście wyraża własne poglądy.

Cezary Mech, ekonomista, doradca Prezesa Narodowego Banku Polskiego.

Źródło nieznane