Forsal logo

Kolejna sześciolatka prezesa Glapińskiego. Czego można się spodziewać? [OPINIA]

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
13 maja 2022, 22:16
Horyzont nowej kadencji prezesa NBP to 2028 rok. Według zapowiedzi rządzących powinni się wtedy zbliżać do poziomu zamożności Zachodu. W takich warunkach nawet politycy PiS dopuszczali możliwość przyjęcia wspólnej waluty.

Losy wniosku prezydenta Andrzeja Dudy o powołanie Adama Glapińskiego na drugą kadencję w fotelu prezesa Narodowego Banku Polskiego miały się rozstrzygnąć już po zamknięciu tego wydania Magazynu DGP. Czy znalazła się większość, która uznała, że Glapiński zasłużył na kolejne sześć lat kierowania NBP? Z punktu widzenia wyzwań, jakie stoją przed szefem banku centralnego, to bez znaczenia. Te – ktokolwiek byłby prezesem – pozostaną takie same. Najważniejsze będą: euro, kredyty hipoteczne, no i oczywiście inflacja.

Zacznijmy od tej ostatniej, bo to najbardziej palący problem. Przekroczyliśmy już 12 proc., a odliczanie trwa nadal. Czekają nas jeszcze dwa, trzy miesiące nagłówków o nowych rekordach, zanim inflacja zacznie spadać. Tylko dla porządku – to nie znaczy, że w drugiej połowie roku ceny zaczną się obniżać. Spadek inflacji znaczy tylko tyle, że poziom cen w gospodarce rośnie, ale wolniej.

Niemała część ekonomistów zwraca uwagę, że zjawisko, z którym mamy dziś do czynienia, to „putinflacja”. Podskoczyły głównie ceny paliw i surowców oraz żywności. Wszystko to ma mniej lub bardziej bezpośredni związek z działaniami lokatora Kremla, ze szczególnym uwzględnieniem najazdu na Ukrainę. Problem w tym, że paliwa i żywność to dwie kategorie, na które banki centralne – nie tylko nasz – nie mają właściwie żadnego wpływu. O tym, jakie są ceny benzyny, chleba lub kiełbasy, nie decyduje mniejsza czy większa presja popytowa, lecz to, co się dzieje z podażą. Mniej ropy trafia na rynek, to cena natychmiast idzie w górę. A banki centralne poprzez politykę pieniężną, czyli ruchy stopami procentowymi, mają wpływ na popyt. Droższy pieniądz to mniejsza chęć i możliwości wydawania pieniędzy. Ale nie na artykuły pierwszej potrzeby jak jedzenie.

CAŁY TEKST NA GAZETAPRAWNA.PL

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Łukasz Wilkowicz
Łukasz Wilkowicz

Redaktor w DGP. Pisze głównie o finansach, chętniej o fuzjach i wynikach banków niż o oprocentowaniu depozytów i kredytów. Drugi ulubiony temat: makroekonomia. Zaczynał w czasie, gdy o stopach procentowych decydował w pojedynkę prezes NBP, czyli w poprzednim tysiącleciu. Pracując w „Dzienniku Gazecie Prawnej” od 2012 r., był twórcą rankingów banków i ubezpieczycieli "Gwiazdy Bankowości" i "Gwiazdy Ubezpieczeń". W tygodniku "Gazeta Bankowa" wymyślił ranking trafności prognoz makroeokonomicznych, który później przeniósł do Gazety Giełdy "Parkiet", gdzie konkurs wciąż ma się dobrze. W 2021 r. nagrodzony Grand Press Economy, w latach 2014 i 2021 laureat Nagrody Dziennikarskiej im. M. Krzaka przyznawanej przez Związek Banków Polskich.

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraDeficyt budżetowy Polski w 2025 roku spuchnie. Dług sięgnie 60 proc. PKB »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj