Z Rafałem Olejniczakiem rozmawia Mira Suchodolska

Pandemia wpłynęła tak na psychikę ludzi, jak i na sposób działania firm.

Tak, fundamentalnie zmieniły się zasady, w jakich przyszło nam funkcjonować. Wszystko działa w stanie ciągłej niepewności i zagrożenia, które nie wiadomo, kiedy się skończą. To fatalnie wpływa na psychikę. Najdotkliwsze jest zaburzenie naszej naturalnej potrzeby kontaktu z innymi ludźmi. To nie tylko rozmowa, to dotyk, bycie w grupie, blisko innych. Teraz w normalne relacje wkradł się lęk.

Ale mamy co jeść, ochrona zdrowia nie idealnie, ale działa, wiele osób pracuje zdalnie, więc nie muszą tracić czasu na dojazdy, słońce świeci i można iść do lasu. To na co narzekać?

Reklama

Na osamotnienie, izolację, odcięcie od wielu możliwości. Pandemia sprawiła, że liczba kontaktów międzyludzkich uległa znacznemu ograniczeniu. Kanadyjska psycholożka Susan Pinker badała kiedyś siłę małych więzi społecznych – nie rodzin i najbliższych, tylko szerokiej sieci znajomych. Z jej badań wynikało, że takie kontakty mają decydujący wpływ nie tylko na zadowolenie z życia, ale również na zdrowie. Osoby mające dużą sieć kontaktów rzadziej chorują, a jeśli już, to szybciej zdrowieją. Upraszczając: na największe ryzyko nieszczęść, chorób i zgonów są narażeni nie ci, którzy niezdrowo żyją albo są nieszczęśliwi, lecz ci, którzy nie mają z kim pogadać. Izolacja nas zabija, dosłownie. Brak spontanicznych kontaktów międzyludzkich wpływa na umysł, duszę i ciało. Dlatego zaburzenia w kontaktach międzyludzkich są tak groźne. Co zresztą – nie mam na ten temat badań, opieram się na rozmowach z koleżeństwem – widać już w gabinetach terapeutów i psychiatrów.

Człowiek to zwierzę, które przyzwyczai się do każdych warunków.

Ale nie jest to proces szybki ani łatwy, za to zabójczo kosztowny. W izolacji, w stresie, osłabieniu ulega nasza rezyliencja, czyli elastyczność, adaptacyjność, zdolność do regeneracji – upadłeś, podnosisz się i idziesz dalej. Człowiek jest stworzony do relacji z innymi. Dzieci, których nikt nie dotyka czy nie przytula, gorzej się rozwijają, mogą nawet umrzeć. Dorośli także potrzebują dotyku. To pierwotna potrzeba. A teraz trzymamy dystans, przestaliśmy sobie podawać ręce, już się nie poklepujemy po plecach, nie całujemy, nie padamy w ramiona na powitanie. Do tego dochodzi jeszcze jeden czynnik psychiczny – pomieszanie życiowych ról. Wcześniej wiedzieliśmy, kim w danym momencie jesteśmy: w pracy – pracownikiem, w domu – ojcem, w sypialni – kochankiem, a na boisku – sportowcem. Pełniliśmy te role w różnych miejscach, w różnych strojach, w odmiennej atmosferze. A teraz wielu z nas pracuje w domach, z dziećmi na głowie i małżonkiem obok. Zauważyłem, że sporo klientów w czasie spotkań online siedzi z laptopem w pokoju dziecięcym, bo – pod warunkiem, że akurat nie ma w nim dziecka – to jest jedyne spokojne miejsce w domu, w którym można się odciąć. Siedzi ważny menedżer, a za nim świnka Peppa. Nasze role i tożsamości zaczęły się

Cały wywiad z Rafałem Olejniczakiem przeczytasz w Magazynie Dziennika Gazety Prawnej i na e-DGP