Jak pokazują Siergiej Guriew (Sciences Po) i Daniel Treisman (Uniwersytet Kalifornijski w Los Angeles), współczesne reżimy autorytarne cechują się o wiele mniejszą brutalnością niż te wcześniejsze. Świadczy o tym np. znaczący spadek liczby zabójstw na tle politycznym. O ile w latach 80. XX w. 62 proc. dyktatorów było odpowiedzialnych za przynajmniej 10 takich morderstw rocznie, o tyle w pierwszej dekadzie XXI w. odsetek przywódców mających na koncie tyle zbrodni zmalał do 28 proc. Guriew i Treisman zauważają podobny trend w odniesieniu do liczby więźniów politycznych. O ile w latach 70. XX w. 59 proc. dyktatorów przetrzymywało w szczytowym okresie minimum tysiąc przeciwników politycznych, o tyle w pierwszej dekadzie XXI w. ich odsetek spadł do 16 proc.

Autorytarni przywódcy przyjęli też nową strategię utrzymania władzy, która sprowadza się przede wszystkim do manipulowania informacją. W tym celu stawiają na pośrednie metody jej cenzurowania – np. poprzez wywieranie ekonomicznego nacisku na prasę – oraz wykorzystują media do szerzenia propagandy. Z analizy Guriewa i Treismana wynika również, że współcześni dyktatorzy stosują inną retorykę niż ich poprzednicy: zamiast siania strachu i gróźb skupiają się w swoich wystąpieniach na kondycji gospodarki i dobrach publicznych, aby przekonać obywateli, że są kompetentnymi i skutecznymi władcami. Według badaczy tylko 0,5 proc. używanych przez nich słów odnosi się do przemocy – czterokrotnie mniej niż tych związanych z kondycją gospodarki. W przypadku wcześniejszych dyktatorów prawie 1,5 proc. używanych przez nich sformułowań odnosiło się do przemocy i tylko 1 proc. do sytuacji gospodarczej.

Jako jeden z pierwszych przykładów współczesnego systemu autorytarnego John McMillan i Pablo Zoido (Inter-American Bank) podają Peru za rządów prezydenta Alberto Fujimori w latach 1990‒2000. Na pierwszy rzut oka kraj ten był wówczas demokracją: posiadał konstytucję, działały partie opozycyjne, odbywały się regularnie wybory, funkcjonowały mechanizmy zabezpieczające niezawisłość sędziowską, istniała wolność prasy. Ale jak pokazują McMillan i Zoido, Fujimori zaprowadził system autorytarny poprzez zniesienie mechanizmów kontroli wbudowanych w system demokratyczny. Osiągnął to w prosty sposób – poprzez korumpowanie polityków, sędziów i mediów. Największą wagę przykładał do telewizji: wysokość łapówek wypłacanych właścicielom stacji TV była ok. 100 razy wyższa niż zawartość kopert wręczanych politykom. McMillan i Zoido wnioskują z tego, że Fujimori dobrze orientował się co do znaczenia mediów w demokratycznym systemie kontroli.

Arturas Rozenas (Uniwersytet w Nowym Jorku) i Denis Stukal (Uniwersytet w Sydney) na przykładzie współczesnej Rosji zauważyli z kolei, że w przypadku negatywnych informacji dotyczących gospodarki możliwości zastosowania przez rządzących cenzury są ograniczone. Obywatele mogą bowiem porównywać oficjalne dane z dostępnymi dla nich zmiennymi ekonomicznymi, takimi jak własne dochody czy ceny. Dlatego dziś rządzący nie cenzurują negatywnych informacji o gospodarce, lecz zrzucają winę za nie na czynniki zewnętrzne. Te pozytywne przypisują natomiast sobie. Rozenas i Stukal wskazują np., że w przypadku ok. 20 proc. pozytywnych informacji o rosyjskiej gospodarce podkreśla się, że to zasługa Władimira Putina. Statystycznie prawie nigdy nie wiąże się go ze złymi wiadomościami. Z kolei prawdopodobieństwo przypisania negatywnych informacji gospodarczych „czynnikom zagranicznym” jest ok. 10 razy większe niż w przypadku tych pozytywnych.

Jak widać, współczesne dyktatury przeszyły ewolucję od przemocy i represji ku manipulowaniu informacji. Warto ten proces dokładnie przeanalizować i zastanowić się nad działaniami, które mogłyby go ograniczać.