Dyskusja dotyczyła projektu sprawozdania autorstwa słowackiego europosła grupy Odnowić Europę Michala Szimeczki, w którym niezależnie od innych propozycji w tej sprawie, postuluje on ustanowienie unijnego mechanizmu na rzecz demokracji, praworządności i praw podstawowych.

"Musimy bronić podstawowych wspólnych wartości, musimy mieć europejską sprawiedliwość, jeśli chcemy mieć jakąś sensowną przyszłość" - podkreślał europoseł Europejskiej Partii Ludowej Vladimir Bilczik. Jak zaznaczył, postulowany przez europarlament mechanizm miałby odnosić się do wszystkich państw członkowskich.

Europosłanka grupy Odnowić Europę Sophia in ’t Veld przekonywała, że demokracja "jest zagrożona od wewnątrz", dlatego tak ważne jest, by bronić wartości zapisanych w traktacie unijnym.

Przypomniała szefowej Komisji Europejskiej Ursuli von der Leyen jej obietnice, że będzie traktowała wnioski Parlamentu Europejskiego, jakby miał on pełne uprawienia inicjatywy legislacyjnej. Raport Szimeczki, który ma być głosowany w środę, jest wnioskiem politycznym, który nie wiąże żadnej instytucji w sensie prawnym.

Propozycję skrytykowała europosłanka Europejskich Konserwatystów i Reformatorów (EKR) Beata Kempa. "Nie ma i nie będzie zgody na pozatraktatowe działanie. Nie ma podstawy prawnej tego raportu. +Creme de la creme+ to powoływanie się w preambule na Radę Europy, w której zasiada Rosja. Tej samej Rady, która dotąd nie potępiła Moskwy za atak na Aleksieja Nawalnego" - mówiła polityk Solidarnej Polski.

Reklama

Jej zdaniem, proponowane w raporcie działanie to "sprytna strategia, która za zasłoną walki o praworządność ukrywa kolejny etap federalizacji UE", tak by państwami członkowskimi zarządzać z KE.

"Urzędnicy z Brukseli chcą mieć wpływ na każdą reformę w krajach członkowskich, chcą pod płaszczykiem troski o demokrację wprowadzać aborcję, ideologię gender oraz specjalne prawa dla mniejszości seksualnych. Nie ma na to zgody chrześcijańskiej części Europy" - powiedziała Kempa.

Propozycję mechanizmu na rzecz demokracji, praworządności i praw podstawowych krytykował też europoseł Alternatywy dla Niemiec (AfD) Nicolaus Fest. "Apele o praworządność traktowane są instrumentalnie od kilku lat. W Niemczech sędziowie TK nominowani są z nadania politycznego. To jest w porządku, a w Polsce traktowane to jest jako skandal. Milczy się o brutalnych interwencjach policji we Francji" - mówił polityk grupy Tożsamość i Demokracja.

Z kolei europoseł francuskiego Zjednoczenia Narodowego Gilles Lebreton ocenił, że UE chce "ideologicznie nadzorować państwa członkowskie", a proponowany instrument ma służyć "nowej ofensywie federalistycznej". "Ja jestem przeciw. Nie chcę, żeby mój kraj był nadzorowany jak dziecko, nie chcę, żeby był oceniany przez pseudoekspertów" - oświadczył.

Europoseł Patryk Jaki (Solidarna Polska) odwoływał się do historii, podkreślając, że gdy Polska była atakowana przez Niemcy i Sowietów, to państwa Zachodu jedynie przyglądały się jak nasz kraj broni wartości. "Za to, że Polska broniła wartości, oddaliście Polskę Sowietom, patrzyliście jak przez dekady nie mogła się rozwijać. Dlatego macie dzisiaj przewagę ekonomiczną. Oddajcie nam te lata, które Polska straciła, to wtedy nikt z was nie pozwoli sobie na tę arogancję" - powiedział polityk EKR.

Eurodeputowani reprezentujący większość grup politycznych popierali jednak ideę powołania mechanizmu na rzecz demokracji, praworządności i praw podstawowych.

Hiszpański europoseł Socjalistów i Demokratów Domenec Ruiz Devesa przekonywał, że UE powinna być wyposażona w możliwość nakładania sankcji na państwa członkowskie, które podważają zasady rządów prawa. "Gdy w ramach mechanizmu stwierdzone zostałoby naruszanie wartości z art. 2 (traktatu - PAP), powinny być odpowiednie kroki, w tym sankcje budżetowe" - mówił.