Dudek: Czas rozliczeń mija, kiedy umierają najważniejsi sprawcy [WYWIAD]

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
10 grudnia 2021, 22:43
Antoni Dudek, fot. Maksymilian Rigamonti
<p>Antoni Dudek</p>/Dziennik Gazeta Prawna
Czas rozliczeń mija, kiedy umierają najważniejsi sprawcy, w tym wypadku Jaruzelski, Kiszczak i jeszcze kilku innych - z Antonim Dudkiem rozmawia Magdalena Rigamonti.

Nie ma winnych.

ANTONI DUDEK, historyk i politolog, profesor nauk humanistycznych, w latach 2011–2016 członek Rady IPN: Stanowi wojennemu?

Tak.

Są.

Nie zostali skazani.

Za różne pojedyncze zbrodnie tak.

W Polsce politycy nie rozliczają polityków.

Upadek dyktatury nie odbywał się w Polsce w sposób rewolucyjny, tłum się nie wdzierał do pałaców władzy, nie dokonywał linczu na rządzących.

Tylko było dogadywanie się.

Elementem dogadywania jest zawsze mniejsza czy większa amnestia dla sprawców. Tyle tylko, że ta amnestia czy abolicja ma swoje granice. Granice czasowe, bo nikt - a już na pewno nie ten, kto przejmuje władzę - nie może zagwarantować, co będzie za pięć, dziesięć czy piętnaście lat. Moim zdaniem, gdyby Jarosław Kaczyński przejął władzę w połowie lat 90., to gen. Jaruzelski miałby już wtedy proces za stan wojenny. To byłoby Kaczyńskiemu potrzebne ze względów politycznych.

Mówi pan o tym Jarosławie Kaczyńskim, którego znamy teraz, czy o tym, kim był w połowie lat 90.?

Rzadko mówię coś w obronie Kaczyńskiego, ale teraz powiem. Pamiętam dokładnie wywiady z nim z pierwszej połowy lat 90. i to, że on cały czas powtarzał, że rząd premiera Mazowieckiego popełnił błędy, bo nie wykonał wielu radykalnych działań, które przyczyniłyby się do dekomunizacji. Wszystkim ekipom, które rządziły Polską do roku 2015, wyłączając rządy PiS w połowie lat 2000., nie było tak naprawdę potrzebne rozliczenie twórców stanu wojennego. Ludzie z kolejnych ekip rządowych uważali, że są ważniejsze sprawy. Gdyby wygranie wyborów przez którekolwiek ugrupowanie w roku 1993, 1997, 2001 czy 2005 zależało od tego, czy Jaruzelski zostanie ukarany, to zapewniam panią, że miałby on wzorowy proces i wyrok. Ale ponieważ było to istotne dla mniejszości, to nie było wystarczającej presji, żeby to robić. Należy przy tym pamiętać, że wymiar sprawiedliwości był taki, jaki był, czyli przeniesiony z PRL do III RP, dokładnie w tej formie, w jakiej się ukształtował w latach 80. Czyli wyjątkowo patologiczny - większość przyzwoitych ludzi została z niego wyrzucona. Kilkudziesięciu sędziów i prokuratorów, którzy w czasie rewolucji solidarnościowej ujawnili swój krytycyzm wobec władzy, po wprowadzeniu stanu wojennego zostało usuniętych. Reszta, która została, z nielicznymi wyjątkami tworzyła wymiar sprawiedliwości w wolnej Polsce. Oczywiście usunięto Wiesławę Bardonową (od lat 60. oskarżającą w procesach politycznych - red.) jako przykład złego, komunistycznego prokuratora, no ale to było raczej symboliczne. Po latach ukarano też sędziego Krzysztofa Zieniuka, tego, który skazał Michnika i Frasyniuka, no ale to też był akt symboliczny. Cała reszta została i świetnie się urządziła w nowym wymiarze sprawiedliwości.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj