CPK nie ma ostatnio dobrej passy. Z jednej strony wiele słów ostrej krytyki znalazło się w raporcie NIK, z drugiej - mamy silny opór lokalnych samorządów, wyrażony w liście samorządowców do premiera, a do tego kłopoty z funduszami unijnymi, które powodują brak środków na inwestycje kolejowe. Czy to nie stanowi zagrożenia dla tego projektu?
Projekt w swojej istocie jest niezwykle trudny, przecina silosy, czyli obejmuje wiele obszarów podlegających różnym ministerstwom, ma inną logikę niż administracja publiczna, która - zamiast dążyć do uzyskania efektu - skupia się na stosowaniu procedur w zgodzie z przepisami prawa. A w tym przypadku na końcu musi być efekt. Raport NIK - jeżeli rzeczywiście go przeczytać, a nie notki medialne o nim - ocenia projekt bardzo dobrze. Nie ma dużych inwestycji bez protestów w fazie planowania, a z realnych funduszy unijnych, to w ostatnim rozdaniu funduszy CEF Reflow (mechanizm „Łącząc Europę” - red.) projekty CPK uzyskały maksymalną ocenę i wszystkie wnioskowane środki.
Reklama
Wciąż podtrzymujecie zatem, że lotnisko będzie skończone w 2027 r.? To już za nieco ponad pięć lat. NIK w swoim raporcie ocenił, że to mało realne.
Rok 2027 to nasz cel. Chociaż przed nami jeszcze dużo niewiadomych. Na przykład od różnego rodzaju przetargów czy decyzji administracyjnych strony mogą się odwoływać i od długości tych postępowań będzie też zależeć tempo procesu inwestycyjnego. To są czynniki poza kontrolą inwestora. Wszystko, co po naszej stronie, jest na ten moment zgodne z harmonogramem.
Kiedy więc CPK ruszy?
Zakończenie budowy, czyli fizyczna możliwość pierwszego lotu, rok 2027. Ale ze względu na sezonowość biznesu lotniczego pierwszy pełen, komercyjny, sezon to będzie pewnie lato 2028 r. Ten harmonogram jest realny i do tej pory dotrzymywany, choć są też ryzyka, o których mówiłem wcześniej.
W raporcie NIK są m.in. pytania o sensowność szybkiej budowy tego lotniska. Mamy już dwa lata pandemii i ruch lotniczy wciąż jest bardzo ograniczony. W zeszłym roku liczba pasażerów na Okęciu spadła do poziomu sprzed 15 lat.
Lotniska nie buduje się po to, żeby od razu osiągnęło maksymalną przepustowość infrastruktury. 24 mln podróżnych w pierwszym roku funkcjonowania, a tak to ocenia NIK, całkowicie by mnie zadowalało. Nie znam poważnej instytucji, która by twierdziła, że ruch lotniczy nie będzie wracał do dawnych poziomów. On wróci i potem dalej będzie się zwiększał.
Dlaczego jednak nie chcecie pokazać nowych prognoz dla Polski, które przygotowało Międzynarodowe Zrzeszenie Przewoźników Powietrznych (IATA)?
Niedługo je pokażemy. Przyznaję, że może pewnym błędem było przedstawienie w projekcie polityki lotniczej prognoz IATY sprzed pandemii. Nie mogliśmy jednak czekać na nowsze przewidywania i blokować przygotowanie tego rządowego dokumentu. W nowej wersji strategii pokażemy najnowsze prognozy. Sądzę, że stanie się to jeszcze zimą. Mogę tylko powiedzieć, że nowe przewidywania są nieco bardziej optymistyczne niż jeszcze rok temu.
Były prezes PPL Mariusz Szpikowski przyznawał, że Lotnisko Chopina dałoby się rozbudować do ok. 26 mln pasażerów.
Tak, trzeba by zainwestować kilka miliardów złotych, żeby moment uderzenia głową w sufit przesunąć o trzy-cztery lata. Dalsza rozbudowa byłaby fizycznie wręcz niemożliwa. Musielibyśmy na trwale oddać z Polski ważny segment rynku lotniczego. Pamiętajmy też, że LOT, jako średnia linia lotnicza, jest w sytuacji „maszeruj albo zgiń”. Nie może stać w miejscu, bo upadnie. Musi zaoferować dużą siatkę połączeń, w tym lotów międzykontynentalnych. Na Okęciu nie ma na to miejsca.
Inne lotniska w regionie też chcą się rozbudowywać, np. w Kijowie. Pytanie, czy nas nie wyprzedzą?
Rezygnując z budowy nowego lotniska i zostawiając stare, zbyt ciasne, moglibyśmy okazać się frajerami, którzy odpuszczą ten rynek. Może się okazać, że za 10 lat stwierdzimy: szkoda, że nie zbudowaliśmy CPK, bo wszyscy wokół przejęli ten ruch.
Nie przyjmuję też argumentów: poczekajmy, aż się skończy pandemia i zobaczymy, co się stanie z ruchem lotniczym i wtedy wrócimy do tych planów. Wtedy już na bank wszyscy dookoła nas wyprzedzą i przejmą lwią część rynku. Cały czas musimy pamiętać, że proces inwestycyjny dużego lotniska to w wariancie absolutnego minimum 10 lat od decyzji do końca realizacji, np. dla Berlina było to ponad 20 lat, a budujemy nie na przyszły rok, tylko na najbliższe kilkadziesiąt lat.