Jak zapobiec cywilizacyjnej degradacji i utknięciu Polski w szarej strefie bezpieczeństwa

Europa
<p>Europa</p>/ShutterStock
Skuteczna walka o zwiększanie polskiej suwerenności – nie poza, lecz wewnątrz zachodnich struktur integracyjnych i sojuszniczych – jest w rzeczywistości jedyną szansą na zapobieżenie scenariuszom najgorszym: cywilizacyjnej degradacji naszego kraju i pozostawienia go w szarej strefie bezpieczeństwa pomiędzy Wschodem a Zachodem

Nieco ponad sto lat temu mieliśmy – my, Polacy – sporo szczęścia z naszą niepodległością. Wojenny i polityczny splot okoliczności zadziałał na naszą korzyść, choć wcale tak być nie musiało. Czy teraz też możemy liczyć na równie udatne konstelacje gwiazd i przychylność strategicznych megatrendów, czy raczej przyszedł czas, by coraz mocniej „pomagać szczęściu” za pomocą mądrej polityki? Bo jeśli historia czegoś faktycznie uczy, to tego, że nic i nikomu nie jest dane raz na zawsze.

Mogło być inaczej

Zawodowi historycy za tym nie przepadają, ale czasami warto poćwiczyć wyobraźnię... Gdyby tak np. w roku 1914 Niemcy zamiast ostrożnego i kunktatorskiego planu feldmarszałka von Moltke zrealizowali pierwotny zamysł jego poprzednika w roli szefa sztabu generalnego von Schlieffena? Gdyby odważyli się powstrzymywać Rosję tylko minimalnymi siłami, do czasu zakończenia jej powolnej mobilizacji, a uderzyli całą potęgą na zachodzie, w dodatku aż siedem ósmych sił rzucając w oskrzydlającym manewrze przez neutralną Belgię? Ryzyko było ogromne, ale w razie powodzenia klęska Francuzów byłaby błyskawiczna i spektakularna, Wielka Brytania pewnie szybko wyszłaby z już ewidentnie przegranej wojny, Stany Zjednoczone zaś nigdy by do niej nie przystąpiły. Osamotniona Rosja nie zapobiegłaby wówczas realizacji wilhelmińskich marzeń o niemieckiej Mitteleuropie sięgającej bardzo daleko na wschód.

Równie dobrze można sobie wyobrazić scenariusz przeciwny, na który zresztą bardzo długo stawiali liczni polscy politycy związani z obozem endeckim. Gdyby Rosja lepiej odrobiła lekcję z przegranej wojny z Japonią, to cesarskie Niemcy mogłyby przegrać jednocześnie na obu frontach, ich habsburski sojusznik zaś – rozpaść się jeszcze wcześniej. Notabene działania wojenne pewnie potrwałyby wtedy krócej i mniej zrujnowały Stary Kontynent.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Witold Sokała
Witold Sokała
wykładowca Uniwersytetu Jana Kochanowskiego w Kielcach, ekspert fundacji Po.Int oraz Nowej Konfederacji
Zobacz wszystkie artykuły tego autoraJak zapobiec cywilizacyjnej degradacji i utknięciu Polski w szarej strefie bezpieczeństwa »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj