Według portalu TVN24.pl międzynarodowy zespół biegłych działających na zlecenie Prokuratury Krajowej stwierdził, że stan ciał ofiar katastrofy smoleńskiej nie wskazuje na wybuch w samolocie. Tezę o wybuchu zawarła w swoim raporcie podkomisja kierowana przez Antoniego Macierewicza.

Pytany w poniedziałek na konferencji prasowej o wnioski ekspertów zaprzeczające, by doszło do eksplozji, rzecznik rządu odesłał do prokuratury. "Trzeba pytać prokuraturę, nie mam takiej informacji. To są działania prokuratury" – podkreślił. "Natomiast jeżeli chodzi o raport, to on został przez podkomisję przygotowany i on jest stanowiskiem rządu w tej sprawie" - stwierdził. "Został przygotowany przez gremium powołane w procedurze przewidzianej prawem" – dodał.

Reklama

Jak podał TVN24.pl, śledczy z międzynarodowego zespołu biegłych powołanego przez Prokuraturę Krajową, którzy w 2020 r. badali ciała ofiar katastrofy, stwierdzili, że nie znaleźli w ciałach dowodów na wybuch.

Macierewicz, komentując w poniedziałek informację TVN24, powiedział, że prokuratura zakwestionowała wniosek, na który powołał się portal, i wskazała na wątpliwości, z których "zasadnicza dotyczy zbadania przez zespół międzynarodowych biegłych ciał w salonce nr 3 (…), gdzie podkomisja zidentyfikowała miejsce eksplozji".

Posłowie KO Marcin Kierwiński i Maciej Lasek zwrócili się do prokuratora generalnego, ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobry, o odtajnienie opinii ekspertów.

10 kwietnia 2010 r. w katastrofie rządowego Tu-154, wiozącego delegację na uroczystości 70. rocznicy zbrodni katyńskiej, zginęło 96 osób, w tym prezydent Lech Kaczyński i jego żona Maria, najwyżsi dowódcy wojska i ostatni prezydent RP na uchodźstwie Ryszard Kaczorowski.

W latach 2010-2011 katastrofę smoleńską badała Komisja Badania Wypadków Lotniczych, której przewodniczącym był ówczesny szef MSWiA Jerzy Miller. W opublikowanym w lipcu 2011 r. raporcie komisja jako przyczynę katastrofy wskazała zejście poniżej minimalnej wysokości zniżania, a w konsekwencji zderzenie samolotu z drzewami, prowadzące do stopniowego niszczenia konstrukcji maszyny. Komisja podkreślała, że ani rejestratory dźwięku, ani parametrów lotu nie potwierdzają tezy o wybuchu na pokładzie samolotu. Ponadto w raporcie wskazano także na błędy rosyjskich kontrolerów z lotniska w Smoleńsku.

Tezę o serii wybuchów - m.in. na lewym skrzydle, w kadłubie i prezydenckiej salonce - jako prawdopodobnej przyczynie katastrofy zawierał opublikowany w kwietniu 2015 r. raport parlamentarnego zespołu kierowanego przez Macierewicza.

W marcu 2016 r. zaczęła działać powołana przez MON – szefem resortu był wtedy Macierewicz - Podkomisja ds. Ponownego Zbadania Wypadku Lotniczego.

Wynik prac podkomisji, która kwestionowała ustalenia komisji Millera, przedstawił Macierewicz w kwietniu br. "Przyczyną katastrofy 10 kwietnia nad Smoleńskiem był akt bezprawnej ingerencji strony rosyjskiej na statek powietrzny Tu-154M z delegacją prezydenta RP; głównym i bezspornym dowodem tej ingerencji był wybuch w lewym skrzydle na 100 m przed minięciem przez samolot brzozy na działce dr. Bodina nad terenem, gdzie nie było ani wysokich drzew, ani innych przeszkód mogących zagrozić samolotowi" – powiedział przewodniczący podkomisji w kwietniu br.

brw/ gb/ godl/