ZNP przekonuje, że w tym roku nauczyciele masowo odchodzili z pracy. W Wielkopolsce 339 osób przeszło na emeryturę (wobec 208 w ubiegłym roku), z urlopu dla poratowania zdrowia skorzystało 701 osób (425 przed rokiem). W Małopolsce zrezygnowało z pracy ok. 1 tys. nauczycieli, dwa razy więcej niż rok temu. To jednak nie przełożyło się na liczbę wakatów.

Sytuacja nie jest jednoznaczna. Z sondy DGP wynika, że samorządy otrzymują sygnały o odchodzących pedagogach, ale szkoły nie zgłaszają problemów. – Do tej pory żaden z dyrektorów nie sygnalizował problemów z brakiem kadry – mówi Monika Głazik z urzędu miasta Lublin. W Katowicach podobnie. – Nie mamy takich sygnałów z naszych placówek. Przejścia na emeryturę i ruchy kadrowe są czymś standardowym na koniec sierpnia, nie odnotowujemy anomalii – tłumaczy Krzysztof Kaczorowski z wydziału Komunikacji Społecznej Urząd Miasta Katowice. W Toruniu wyliczają, że na emeryturę w okresie wakacji odeszło 37 nauczycieli – z 3,3 tys. zatrudnionych. – Tak mała liczba nie wskazuje, by ich powodem była sytuacja epidemiczna – mówi Anna Kulbicka-Tondel, rzecznik prasowy prezydenta Miasta Torunia.

Podobnie jest w Łodzi. – W szkołach prowadzonych przez samorząd nie ma masowych zwolnień nauczycieli czy przejść na emeryturę z powodu COVID-19 – twierdzi Monika Pawlak, z Biura Rzecznika Prasowego Prezydenta Łodzi. I dodaje, że od 2–3 lat jest kłopot z nauczycielami w szkołach branżowych. Chodzi o fachowców uczących przedmiotów zawodowych. – Ci, którzy mogą pójść na emeryturę, pracują, bo nie ma ich kto zastąpić. Młodzi nawet chcieliby zatrudnić się w szkole, ale odstraszają ich niskie płace. A wysokość pensji i zasady wynagradzania określa MEN i rząd, nie samorząd – tłumaczy Pawlak.

Zapotrzebowanie na nauczycieli to problem, który pojawił się już kilka lat temu. Zaczęło się po wprowadzeniu reformy likwidującej gimnazja w 2017/2018 r. Wiele osób odeszło wtedy z zawodu, bo żeby zapewnić sobie etat musieli pracować w kilku placówkach. Od lat szkoły przyznają też, że problemem dla nich jest duża rotacja nauczycieli – przechodzą z placówki do placówki, często do prywatnych, zwłaszcza nauczyciele językowi.

Reklama

W tym roku koronawirus mógł jednak przyspieszyć odejścia nauczycieli. – Wielu nauczycieli odeszło na przysługujący im urlop, np. macierzyński, wychowawczy albo na emeryturę. Z moich rozmów z nimi wynika, że w wielu przypadku decyzja zapadła w związku z panującą w kraju sytuacją epidemiczną. Bali się powrotu do szkoły, nie chcieli ryzykować – tłumaczy dyrektor szkoły podstawowej w Krakowie, dodając, że deklaracje od niektórych nauczycieli w sprawie odejścia miał już w kwietniu i maju. – To pozwoliło mi zacząć szukać zastępstwa już pod koniec ubiegłego roku szkolnego. Nie udało się jednak skompletować całego zespołu przed wakacjami. Ciągle prowadzę rozmowy rekrutacyjne.

Są szkoły, które szybko znalazły zastępstwo. – Odeszli od nas nauczyciele, również w powodu strachu przed koronawirusem. Ale udało się nam jeszcze w sierpniu skompletować nowy skład, część wakatów zapełniła kadra, którą już mieliśmy – mówi dyrektor jednej ze stołecznych podstawówek.

Komplet zgłasza też Marcin Konrad Jaroszewski – dyrektor LO w Warszawie. – Prawda jest jednak taka, że wielu nauczycieli pracuje w tym roku ponad etat – dodaje.

Podobnie jest w innych placówkach oświatowych, nie tylko w tych największych, ale i mniejszych miastach. To też sprawia, że szkoły nie rozwiązują współpracy z nauczycielami, co do których same lub rodzice mają zastrzeżenia. – Mamy fizyka, który ciągle choruje i jest na zwolnieniu. W tym roku był tylko przez pierwsze trzy dni w szkole. Najchętniej bym go wymieniła na innego pedagoga. Niestety znalezienie nauczyciela przedmiotu ścisłego na zastępstwo graniczy z cudem. Albo ich oczekiwania przekraczają nasze możliwości, albo są to bardzo młode osoby, bez doświadczenia – wyjaśnia dyrektorka jednej ze szkół podstawowych w Warszawie.

Braki kadrowe dyrektorzy łatają, dokładając obowiązków zatrudnionym nauczycielom. Anna Kij, dyrektor wydziału jakości edukacji w kuratorium w Katowicach podkreśla, że zgodnie z art. 35 Karty nauczyciela, w szczególnych przypadkach, podyktowanych wyłącznie koniecznością realizacji programu nauczania, nauczyciel może być obowiązany do odpłatnej pracy w godzinach ponadwymiarowych zgodnie z posiadaną specjalnością. Ich liczba nie może jednak przekroczyć 1/4 tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć. Przydzielenie nauczycielowi większej liczby godzin ponadwymiarowych może nastąpić wyłącznie za jego zgodą, jednak w wymiarze nieprzekraczającym 1/2 tygodniowego obowiązkowego wymiaru godzin zajęć. Dodaje też, że w tym roku jest mniej ofert pracy niż w roku ubiegłym. Świadczy o tym choćby liczba ofert pracy na stronach kuratoriów oświaty, np. w mazowieckim 4 września tego roku, czyli już po rozpoczęciu roku, było ich 1007. Rok temu liczba ta wynosiła 1166. A w 2018 r. aż 1271.

Dyrektorzy przyznają, że mają obawy, iż takie łatanie deficytu sprawdzi się, ale na krótką metę. I im bliżej końca roku, tym problem nauczycieli będzie się pogłębiał. – Liczę się z tym, że wielu pedagogów pójdzie na zwolnienia lekarskie, gdy rozpocznie się sezon grypowy. Idealna sytuacja byłaby więc taka, gdybym miała kilku pedagogów na zastępstwo. Ale na to się nie zanosi – mówi dyrektorka warszawskiej podstawówki. ©℗