Przez dwie dekady swoich rządów prezydent Rosji Władimir Putin rzadko kiedy ukrywał swoją pogardę dla demokracji w stylu zachodnim oraz rządów prawa. Otrucie rosyjskiego politycznego aktywisty Aleksieja Nawalnego oraz coraz szersze wsparcie Rosji dla represji Mińska wobec białoruskiej opozycji pokazują, jak daleko jest w stanie posunąć się Putin i jego współpracownicy, aby uciszyć swoich wrogów i utrzymać władzę.

Otwarte naginanie przez Rosję norm międzynarodowych wymaga silnej odpowiedzi Zachodu. Ta jednak nie przyjdzie ze strony administracji Donalda Trumpa, której łagodne upomnienia są nieustannie podważane przez wyraźny szacunek prezydenta Trumpa wobec Putina. W czasie amerykańskiej nieobecności europejscy liderzy powinni stworzyć skoordynowaną strategię zwalczania rosyjskiego zagrożenia dla stabilności Europy oraz obarczyć Rosję większymi kosztami za niewłaściwie działania.

Kryzys na Białorusi będzie najbliższym testem. Po pięciu tygodniach od czasu sfałszowanych wyborów, które wywołały masowe protesty przeciw prezydentowi Aleksandrowi Łukaszence, białoruski rząd rozpoczął aresztowania i deportacje liderów opozycji oraz wszczął przeciw nim postępowania karne.

Putin podobno wysłał rosyjskich agentów, aby przejęli kontrolę na białoruskimi mediami państwowymi oraz zalecił bardziej zdecydowaną interwencję, jeśli protesty antyrządowe przybiorą na sile. Putin i Łukaszenka, którzy w poniedziałek spotkali się twarzą w twarz, zdają się badać możliwości działań w kierunku integracji politycznej, czyli formy „miękkiej aneksji” od dawna promowanej przez Putina, która pozwoliłaby Rosji rozszerzyć swoje wpływy głębiej w kierunku serca Europy.

Co prawda Zachód ma ograniczony wpływ na wydarzenia na Białorusi, ale europejscy liderzy powinni robić co tylko mogą, aby wzmacniać demokrację. Unia Europejska powinna nałożyć zakaz podróżowania i zakaz posiadania zasobów na przedstawicieli reżimu Łukaszenki, którzy byli zaangażowani w uprowadzenie i więzienie liderów opozycji. Unia powinna także zawiesić gospodarczą i polityczną współpracę do czasu, aż wszyscy więźniowie polityczni zostaną uwolnieni, a władze rozpiszą nowe wybory pod nadzorem międzynarodowym. Wspólnie oraz osobno, rządy europejskich państw powinny wspierać finansowo grupy prodemokratyczne na Białorusi oraz oferować im zawodowe i edukacyjne wsparcie, wymiany, a także pomoc techniczną w mediach społecznościowych, aby Białorusini mogli zwalczać wspieraną przez Rosję dezinformację.

Reklama

Konfrontacja z Rosją wymaga także od Europy odzwyczajenia się od najpotężniejszej broni geopolitycznej Moskwy – czyli od gazu. Oczywistym celem jest tu gazociąg Nord Stream 2, który powstaje na dnie Bałtyku i ma bezpośrednio połączyć Rosję i Niemcy. Atak na Nawalnego, który przebywa obecnie w szpitalu w Berlinie, wzmógł presję na kanclerz Angelę Merkel, aby zatrzymać Nord Stream 2. Niemiecka kanclerz wcześniej nalegała, aby dokończyć budowę gazociągu, więć jej pozycja uległa zmianie. Dziś bowiem mówi, że „niewłaściwie byłoby cokolwiek wykluczać” do czasu, aż Putin przedstawi wyjaśnienie sprawy otrucia Nawalnego.

Niemcy powinny jak najszybciej porzucić Nord Stream 2. Zależność Berlina od importu gazu z Rosji już teraz jest zbyt duża, a przy okazji spadających cen surowca ze względu na zmniejszenie się globalnego popytu, nastał idealny czas dywersyfikację. Niemcy mogłyby importować gaz z USA oraz z państw Zatoki Perskiej, a także z rezerw we wschodniej części Morza Śródziemnego, jeśli napięcia pomiędzy Grecją a Turcją zmniejszą się. Zakończenie niemieckiej zależności od rosyjskich surowców energetycznych zmniejszyłoby również lewar Putina wobec Europy oraz osłabiło rosyjską gospodarkę, podważając poparcie dla Putina wewnątrz Rosji.

Twarda siła również się liczy. Rządy państw europejskich muszą współpracować, aby zwiększyć swoje możliwości wojskowe, wyposażając się w nowoczesne uzbrojenie, podejmując wspólne ćwiczenia wojskowe i wzmacniając obronę w cyberprzestrzeni. Z odrobiną szczęścia, nowa administracja w USA może w tym pomóc, przywracając zaangażowanie USA w sojusz transatlantycki. Ale bez względu na to, kto w listopadzie wygra wyścig o fotel prezydenta w Białym Domu, to powstrzymywanie Rosji Putina jest wyzwaniem, któremu Europa powinna stawić czoła w bardziej otwarty sposób.