Forsal logo

Opowieść, która zabija. Współczesna ochrona zdrowia to system patologiczny

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
27 listopada 2021, 17:12
COVID-19 koronawirus przychodnia służba zdrowia
<p>Wnętrze przychodni podczas pandemii COVID-19</p>/dziennik.pl
Pandemia koronawirusa pochłonęła już 5 mln ofiar. Coraz trudniej bronić przekonania, że rządy zadbają o nasze zdrowie lepiej, niż zrobiłby to rynek.

Jak działa ochrona zdrowia w XXI w.? Dwie historie. Pierwsza dotyczy 20-letniej dziewczyny, u której na początku pandemii zdiagnozowano nowotwór ślinianki. Lekarze sugerują jak najszybszą operację, jednak polska ochrona zdrowia może jej zaoferować termin na 2023 r. Dziewczyna zadłuża się i decyduje na operację w prywatnym ośrodku. Szczęśliwie – udaną. Druga to historia siedmioletniej Liliany, u której wykryto guza mózgu. Szanse na przeżycie: zero procent. W Polsce, bo opieka zdrowotna w naszym kraju nie jest w stanie precyzyjnie zdiagnozować guza i dobrać odpowiedniego leczenia. W Szwajcarii to możliwe, ale kosztuje setki tysięcy złotych.

To tylko dwie historie z Polski, ale dorzucę jeszcze statystykę, kryjącą miliony jednostkowych tragedii. Statystykę ofiar COVID-19. Licznik zgonów przekroczył 5 mln i bije nadal. Rządom nie udało się temu zapobiec, choć miały ku temu potrzebne środki.

Współczesna ochrona zdrowia to system patologiczny, a głównym źródłem tej degeneracji nie jest – jak się powtarza – jej niedofinansowanie, a nieracjonalna wiara w zbawienną siłę rządu.

Wzorem Prus

Większość z nas wierzy, że o zdrowie zadbać może należycie tylko państwo w ramach powszechnie dostępnej, opłacanej ze składek (model pruski) bądź z podatków (model brytyjski) ochrony zdrowia. Rynek jest dobry w dostarczaniu bułek, lecz nie ochroni zdrowia publicznego, prawda? To właśnie jest tytułowa mordercza opowieść. Opowieść o rządzie dbającym o zdrowie tak naprawdę zabija – zwłaszcza w XXI w., gdy z jednej strony niewydolność publicznej opieki zdrowotnej pogłębia się przez problemy demograficzne, a z drugiej krępowane są postęp technologiczny i konkurencja, które mogłyby łagodzić trapiące nas problemy zdrowotne.

Opowieść ta – historycznie rzecz biorąc – ma podstawy. Państwowe programy zdrowotne mają za sobą już niemal 130-letnią historię. Pionierem był kanclerz Otto von Bismarck, który w 1883 r. wprowadził w Królestwie Prus powszechne ubezpieczenie chorobowe. W 1911 r. w ślady Berlina poszła Wielka Brytania, a w 1912 r. Rosja. Z czasem systemy z początku obejmujące robotników nabywały cech powszechności, rozrastały się państwowe ośrodki zdrowotne, regulacje oraz wydatki w tej dziedzinie. Dzisiaj większość państw organizuje ochronę zdrowia, może za wyjątkiem krajów upadłych, jak Somalia. Nawet najbardziej wolnorynkowe państwa świata – Singapur czy Hongkong – ingerują w usługi zdrowotne.

Od początku istnienia publicznej opieki medycznej średnia oczekiwana długość życia przeciętnego mieszkańca krajów rozwiniętych wzrosła z ok. 50 do nawet 85 lat, gdy przez pierwsze 100 lat funkcjonowania systemów kapitalistycznych, czyli w okresie bez rządowej ingerencji w zdrowie, wzrosła o ok. 10 lat. Do tego wyniku przyczyniły się m.in. powszechne programy szczepień.

Jednak trzeba zadać pytanie, co by się stało, gdyby nigdy nas publiczną ochroną zdrowia nie objęto? Czy faktycznie mielibyśmy wówczas do czynienia z próżnią w usługach medycznych? Nie. Usługi medyczne dotyczą tego, co najważniejsze, a więc generuje szansę wyjątkowo dużego zarobku.

Źródło: MAGAZYN DGP
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Sebastian Stodolak
Sebastian Stodolak

Publicysta ekonomiczny Dziennika Gazety Prawnej, wiceprezes Warsaw Enterprise Institute, absolwent filozofii na Uniwersytecie Warszawskim oraz Podyplomowego Studium Systemu Finansowego i Polityki Monetarnej PAN. W przeszłości jego artykuły ukazywały się na łamach tygodników „Wprost” oraz „Newsweek”. Zdobywca wyróżnienia w XV edycji konkursu im. Władysława Grabskiego za pracę z dziedziny polityki pieniężnej. W 2017 r. został laureatem  Nagrody Centrum im. Adama Smitha im. Krzysztofa Dzierżawskiego za „promowanie wolności i zdrowego rozsądku.” Poza pracą dziennikarską, jest także wokalistą heavymetalowego zespołu Scream Maker, z którym wydał 5 płyt i zagrał ponad 400 koncertów, w tym 6 tras w Chinach.  

Zobacz wszystkie artykuły tego autoraAtom mógłby zatrzymać zmiany klimatyczne. Dlaczego jest sabotowany od lat 70. XX wieku? »
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj