Stany Zjednoczone stały się narodem osób rezygnujących z pracy. Od wyczerpanych pracowników służby zdrowia po dyrektorów generalnych, którzy postanowili spędzać więcej czasu z rodziną, amerykańscy pracownicy rezygnują z pracy w rekordowym tempie. Szacuje się, że w 2021 roku 47 milionów z nich odejdzie z pracy – wielu, aby zmienić zawód; inni, aby po prostu odpocząć – pisze o Wielkiej Rezygnacji Annalisa Merelli na łamach portalu Quartz.

Ani świadczenia pracownicze, ani możliwość utraty ubezpieczenia zdrowotnego nie powstrzymały odpływu pracowników. Odchodzący podają różne powody swojej decyzji, takie jak niskie wynagrodzenie, brak szacunku w miejscu pracy, problemy z opieką nad dziećmi i przeciążenie pracą.

Reklama

Eksperci ds. rynku pracy nazwali to zjawisko Wielką Rezygnacją [choć inni specjaliści podkreślają, że nie ma czegoś takiego jak Wielka Rezygnacja – tylko fluktuacja na rynku pracy – przyp. red.] i szukają sposobów na rozwiązanie tego problemu, upatrując w tym kryzys związany z zatrzymywaniem talentów. Ale co, jeśli masowe odchodzenie z pracy jest symptomem i ostrzeżeniem, które należy wziąć pod uwagę – nie tyle w odniesieniu do miejsca pracy, co do stanu zdrowia psychicznego? Miliony ludzi miały okazję rzucić pracę, ale wielu z nich tego nie zrobiło, a są tak samo wyczerpani. Pandemia spotęgowała i uwidoczniła kryzys dobrostanu, który może trwać jeszcze przez wiele lat i mieć potencjalnie dramatyczne konsekwencje.

Wielki kryzys zdrowia psychicznego w 1920 roku

Przyjrzyjmy się wzorcom ludzkich zachowań w obliczu traumy. Aby zrozumieć wpływ wirusa Covid-19 na zdrowie psychiczne, warto zastanowić się, kiedy po raz ostatni ludzkość znalazła się w podobnej sytuacji: pandemii grypy tzw. hiszpanki w latach 1918-1920.

Do 1920 roku Stany Zjednoczone nie posiadały standardowej taksonomii chorób dla celów monitorowania, ani nie gromadziły danych dotyczących zdrowia psychicznego. Rejestrowano jednak zgony samobójcze, które można uznać za wskaźnik dobrostanu psychicznego – lub jego braku. Z danych Centrum Kontroli i Prewencji Chorób (CDC) wynika, że tuż po pandemii nastąpił wzrost liczby samobójstw: w latach 1918-1920 liczba samobójstw spadła z 14,7 na 100 tys. zgonów w 1917 roku do 11,3 w 1920 roku, by ponownie wzrosnąć do 13,9 w 1921 roku.

Najgorsze skutki są odczuwalne rok po katastrofie

Dotychczasowe dane dotyczące pandemii wirusa Covid-19 są podobne. Liczba samobójstw spadła w ciągu pierwszego roku, z 13,9 (47 511 zgonów) w 2019 roku do 13,5 (45 855 zgonów) w 2020 roku. Szacuje się, że w 2021 roku wskaźnik samobójstw w USA wyniesie 15,1. Odpowiada to danym dotyczącym skutków dla zdrowia psychicznego po kryzysach na dużą skalę – takich jak katastrofa w Fukushimie czy 11 września 2001 roku. Jak twierdzi Aki Nikolaidis, naukowiec z Child Mind Institute, który badał wpływ stresorów z grupy Covid-19 na zdrowie psychiczne, najgorsze skutki są zwykle odczuwalne około roku po katastrofie.

Oczywiście istnieją różnice między tymi dwiema pandemiami. Hiszpanka, na przykład, zaraziła pół miliarda ludzi i zabiła 50 milionów – o wiele więcej niż Covid-19 do tej pory. Ponadto ludzie przeżywali epidemię grypy jako osobistą tragedię, nie zdając sobie sprawy z globalnej narracji, podobnej do tej, która towarzyszyła chorobie Covid-19 od początku jej istnienia. W tamtych czasach większy odsetek ludności zamieszkiwał tereny wiejskie i do większości ludzi nie docierały wiadomości o epidemiach, które nie dotyczyły ich bezpośrednio.

Co najważniejsze, pandemia hiszpanki wybuchła pod koniec I wojny światowej, w której zginęło już 20 milionów ludzi na całym świecie, a drugie tyle zostało rannych. W przeciwieństwie do pandemii, wojna była przeżywana jako zbiorowa tragedia. Mimo że wcześniejsze badania wykazały związek między pandemią grypy a wzrostem liczby samobójstw w USA, wpływ wojny nadal utrudnia nieco porównanie sytuacji USA po koronawirusie z sytuacją USA po pandemii hiszpanki.

Chyba że spojrzymy na Norwegię. Ten skandynawski kraj, który już na początku XX wieku doskonale radził sobie z gromadzeniem danych, dostarcza ważne spostrzeżenia dotyczące wpływu pandemii na zdrowie psychiczne, ponieważ nie walczył w I wojnie światowej.

Wnioski z norweskich danych: liczba samobójstw wzrasta po kryzysie

Dane dotyczące samobójstw w Norwegii są podobne do danych amerykańskich. Jest jednak mało prawdopodobne, aby wojna miała tak istotny wpływ na zdrowie psychiczne Norwegów w latach 20. ubiegłego wieku. Kraj pozostał tak zwanym „neutralnym sojusznikiem”. Chociaż około 400 statków zostało zatopionych przez niemieckie łodzie podwodne, a około 1000 osób straciło życie, bezpośredni wpływ wojny na ludność był minimalny w porównaniu z resztą Europy.

Kraj poniósł znacznie większe straty z powodu pandemii hiszpanki, która zabiła od 13 tys. do 15 tys. osób z 2,65 miliona mieszkańców, głównie w pierwszej fali w 1918 roku. W jej następstwie w Norwegii również nastąpił wzrost liczby samobójstw. Carla Hughes, badaczka z Centrum Badań nad Pandemiami i Społeczeństwem OsloMet twierdzi, że skala kryzysu zdrowia psychicznego w Norwegii, na którą wskazują liczby samobójstw, może być jeszcze większa niż podawano. Wiele danych dotyczących zgonów w tamtym okresie pochodziło z parafii i kościołów, które mogły nie prowadzić dokładnych rejestrów samobójstw, które były napiętnowane i uważane za grzechy.

Samobójstwa nie są jedynym wskaźnikiem. Svenn-Erik Mamelund, profesor demografii i przewodniczący Norweskiego Towarzystwa Demograficznego, zebrał dane dotyczące hospitalizacji osób ubiegających się o azyl w latach następujących po pandemii i stwierdził, że liczba hospitalizacji osób ubiegających się o azyl po raz pierwszy wzrosła średnio 7,2 razy w ciągu sześciu lat po pandemii. „Osoby, które przeżyły hiszpankę, zgłaszały problemy ze snem, depresje, rozkojarzenie umysłowe, niskie ciśnienie krwi, zawroty głowy oraz problemy z radzeniem sobie w pracy i życiu codziennym przez tygodnie, miesiące, a nawet lata po 1918-19 roku” – pisze Mamelund. Również te liczby są prawdopodobnie niższe od rzeczywistych, ponieważ, jak pisze Mamelund, „jest prawdopodobne, że osoby dotknięte łagodniejszą lub przejściową depresją pogrypową nie zgłosiły się do psychiatry”.

Zdrowotne ryzyko dla tych, którzy nie mogą rzucić pracy

Objawy zdrowia psychicznego zgłaszane przez osoby, które przeżyły grypę, wydają się podobne do problemów, które skłaniają wyczerpanych pracowników do rezygnacji z pracy. W rzeczywistości rezygnacja z pracy w kontekście pandemii może być postrzegana jako mechanizm radzenia sobie z utratą kontroli – mówi George Kohlrieser, psycholog organizacyjny i profesor w Międzynarodowym Instytucie Rozwoju Zarządzania w Lozannie (Szwajcaria). Jego zdaniem wprowadzanie zmian w naszym życiu pomaga w radzeniu sobie z żałobą, a w tym świetle decyzja o odejściu z pracy może być skutecznym sposobem na wyleczenie się z traumatycznych doświadczeń związanych z wirusem Covid-19.

Jednak na każdego wypalonego pracownika umysłowego, który decyduje się na przerwę od wyścigu szczurów, przypada o wiele więcej pracowników zatrudnionych na godziny, pracowników o niskich zarobkach i samotnych rodziców, którzy nie mogą sobie pozwolić na utratę dochodów lub ubezpieczenia zdrowotnego.

Badania nad wpływem pandemii na niezbędnych pracowników Latinx [osób o tożsamości kulturowej lub etnicznej Ameryki Łacińskiej w Stanach Zjednoczonych – przyp.red.] spoza służby zdrowia w pierwszych miesiącach epidemii wykazały, że ich zdrowie psychiczne było gorsze nawet od zdrowia pracowników służby zdrowia, którzy byli bardziej narażeni na kontakt z wirusem – mówi Dana Garfin, profesor zdrowia publicznego na Uniwersytecie Kalifornijskim w Irvin's School of Nursing. Przyczyny były często społeczno-ekonomiczne i finansowe – np. utrata dochodów lub brak możliwości opieki nad dziećmi.

Pracownicy fizyczni również byli bardziej narażeni na kontakt z wypadkami. Jak wynika z badań przeprowadzonych przez Uniwersytet Kalifornijski w San Francisco, wyższe wskaźniki zgonów odnotowano wśród pracowników transportu i logistyki, a także wśród pracowników rolnictwa i produkcji w porównaniu z pracownikami innych, zazwyczaj lepiej opłacanych sektorów. W tym samym badaniu stwierdzono, że pracownicy latynoscy i czarnoskórzy zatrudnieni w tych sektorach doświadczyli największej nadumieralności na osobę, co sprawia, że są oni bardziej narażeni na traumatyczne przeżycia związane z pandemią.

Kto mógł sobie pozwolić na odejście z pracy?

Dane Bureau of Labor Statistics dotyczące osób, które odeszły z pracy, pokazują, że osoby pracujące w transporcie i produkcji odchodziły z pracy rzadziej niż osoby pracujące w usługach profesjonalnych i biznesowych, a także poniżej ogólnej średniej dla przemysłu prywatnego. Wśród branż o niższych płacach, w hotelarstwie odnotowano wysoki poziom rezygnacji i zmian pracy, chociaż branża ta zazwyczaj charakteryzuje się bardzo wysoką rotacją pracowników (od 70 do 80 proc. rocznie).

Pracownicy najemni lub nisko opłacani nie mogą sobie pozwolić na odejście z pracy bez planu awaryjnego. Wiele osób pracuje mimo wyczerpania, nie mając możliwości regeneracji, a cierpienie psychiczne z czasem się pogłębia.

Mroczne konsekwencje izolacji i traumy

Istnieją sposoby, aby rozwiązać ten problem jako społeczeństwo. Telemedycyna ułatwia dostęp do pomocy psychiatrycznej, a ubezpieczenie zazwyczaj pokrywa koszty pomocy [po zmianie regulacji w USA – przyp. red.]. Administracja amerykańska zdaje się być świadoma nadchodzącego kryzysu i zaproponowała strategię zdrowia psychicznego z ogólnym budżetem około 1 miliarda dolarów na rok 2023, przeznaczoną na świadczenie usług w zakresie zdrowia psychicznego, rekrutację pracowników zajmujących się zdrowiem psychicznym, zapewnienie wsparcia pracownikom pierwszego kontaktu oraz wzmocnienie roli lokalnych klinik zdrowia.

Niektóre z bardziej dramatycznych konsekwencji ostatnich dwóch lat izolacji i traumy, takie jak rekordowa liczba zgonów z powodu przedawkowania, już mają miejsce. Liczba osób dorosłych, które zgłaszają, że cierpią z powodu problemów ze zdrowiem psychicznym, wynosi obecnie blisko 60 milionów, a przewidywany wskaźnik samobójstw jest na najlepszej drodze do ustanowienia rekordu w tym stuleciu. Historia wskazuje, że może to być dopiero początek.