Czy nastał koniec jednorodnych projektów, a przyszedł czas na multifunkcyjne rozwiązania? Z czego to wynika?

Konrad Płochocki, dyrektor generalny Polskiego Związku Firm Deweloperskich / Materiały prasowe

W ostatnich latach pojawił się trend do budowania lokalnych centrów dzielnicowych łączących wiele funkcji dotychczas dostępnych tylko w centrach miast, które z natury są wielofunkcyjne. Tego typu rozwiązania zyskują na popularności ze względu na wygodę i łatwy dostęp do niezbędnych dóbr i usług. Dodatkowo przyczyniają się do zmniejszenia potrzeb transportowych ludzi w miastach i w konsekwencji ograniczają korki. Nie chcemy też tracić czasu na dojazdy do pracy czy zakupy. Obecnie do tej listy doszedł jeszcze jeden argument – brak konieczności korzystania z komunikacji miejskiej i mniejsze ryzyko zarażenia koronawirusem. Z pewnością przyszłością są inwestycje o charakterze wielofunkcyjnym, które całkowicie eliminują transport w celu zaspokojenia potrzeb usługowych i kulturalnych.

Multifunkcyjny, czyli jaki? Czym będą się charakteryzowały nowe projekty i czy budowa takich inwestycji już ma miejsce, czy to dopiero przyszłość?

W takich projektach chodzi o połączenie w jednym miejscu funkcji mieszkalnych, hotelowych, usługowych i kulturalnych. Dopełniając funkcji samowystarczalności, kompleksy te wyposażane są w systemy proekologiczne i projektowane w taki sposób, aby wentylacja i klimatyzacja były wykorzystywana w jak najmniejszym stopniu, a budynki były chłodzone naturalnie. Jednym z takich lokalnych centrów miast ma stać się Port Praski, w którym będzie można zarówno mieszkać, pracować, jak i spędzać czas wolny.

A co z dostępem do gruntów pod nowe inwestycje? Czy problem udało się rozwiązać na mocy nowych przepisów ustawy, czy nadal to najpoważniejsze wyzwanie, przed jakim stoi branża?

Kurczący się bank ziemi to jeden z głównych hamulców budownictwa mieszkaniowego w Polsce. Dziś deweloperzy kupują produkty, których kilka lat temu nikt nie chciał wziąć z rynku, jak np. zakłady poprzemysłowe. Do tego małe działki są bardzo drogie, przez co cena mieszkań na ich obszarze jest wysoka. Podmioty kupują więc większe tereny, gdzie można racjonalniej planować cenę. Takie inwestycje wymagają jednak dużych nakładów, których małe podmioty nie posiadają. Ustawa „lokal za grunt” zakłada uwolnienie atrakcyjnych działek w miastach, które gminy posiadają. Te rozwiązania miałyby przede wszystkim pomóc sektorowi budownictwa odwrócić skutki spowolnienia gospodarczego spowodowanego pandemią, zapewniając jednocześnie odbudowę potencjału inwestycyjnego. Wszystko zależy od tego, jaką ofertę dla inwestorów przygotują gminy. Może się okazać, że inwestorowi pozyskanie gruntu w zamian za przekazanie puli mieszkań może się zwyczajnie nie opłacać.

Jaka w związku z tym czeka nas przyszłość na rynku nieruchomości mieszkaniowych?

Deweloperzy intensywnie szukają terenów zwłaszcza objętych planowaniem przestrzennym, ale takich brakuje. Jest to po części wynik wstrzymania sprzedaży gruntów przez Skarb Państwa. Na rynku nieruchomości wciąż jest luka podażowa i tutaj jest potrzebne działanie polskiego rządu, aby zwiększyć podaż gruntów na rynku, a przez to zwiększyć podaż mieszkań, która w najbliższym czasie będzie dalej pod presją.

A co z popytem?

Jeśli chodzi o popyt, to pandemia nie zniechęciła Polaków do kupowania mieszkań, ale wręcz przeciwnie. Sprawiła, że Polacy chcieli kupować mieszkania na własność. Niskie stopy procentowe powodowały, że ci, którzy mieli środki, wycofywali je z lokat bankowych i postanawiali powiększyć swoje mieszkanie. Co do cen mieszkań w 2021 r. PZFD spodziewa się dalszego kilkuprocentowego wzrostu wynikającego m.in. z: wyższych kosztów budowy, spowolnienia procedur administracyjnych oraz nowych norm efektywności energetycznej budynków, które weszły w życie w styczniu.