W tym roku realne płace minimalne wzrosły w całej Europie. Jedynym wyjątkiem jest Łotwa, gdzie zawarte w 2017 r. trzyletnie porozumienie między pracodawcami, pracownikami i rządem nie przewidywało podwyżki płacy minimalnej w tym roku, dlatego najniższe wynagrodzenie w tym kraju spadło w ujęciu skorygowanym o inflację. Najwyższe wzrosty odnotowały kraje Europy Południowej i Wschodniej, w których płace minimalne są najniższe.

Trend podwyżek będzie kontynuowany w 2020 r. i później. Polska planuje wzrost nominalnej płacy minimalnej o 15,6 proc. w 2020 r. i kolejną podwyżkę o 15,3 proc. w następnym roku. Słowacja podniesie ustawową płacę minimalną o 11,5 proc. w przyszłym roku, Litwa o 9,4 proc., Węgry i Rumunia o 8 proc. To tak, jakby Europa Wschodnia obudziła się z koszmaru, w którym absolutnie musiała utrzymać swoje płace na niskim poziomie w obawie przed utratą niemieckich i francuskich fabryk i teraz próbuje zrekompensować swój strach.

Niektórzy mogą nawet powiedzieć, że podwyżki te są nadmiernie rekompensujące. W większej części świata wzrost płac odłączył się od wzrostu wydajności w ostatnich latach, ale na wschodzie Europy brak powiązania wynagrodzeń z wydajnością był większy niż na zachodzie kontynentu. Niedobory siły roboczej spowodowane emigracją i znaczne inwestycje zagraniczne w przemyśle sprawiły, że płace rosły znacznie szybciej niż wydajność. 

>>> Czytaj też: Eksperyment z pensją minimalną w Korei Południowej się nie udał. W Polsce skutki mogą być znacznie gorsze

Ta tendencja widoczna jest już od dekady - a mimo to gospodarki Europy Wschodniej nadal pozostają konkurencyjne. I pomimo ogólnego spowolnienia, nadal rozwijają się najszybciej w Unii Europejskiej, a inwestycje zagraniczne są solidne.

W 2009 r. Andreas Noelke i Arjan Vliegenthart napisali przełomowy artykuł opisujący postkomunistyczne gospodarki Europy Środkowo-Wschodniej jako „zależne”,  zablokowane przez zapewnianie taniej siły roboczej głównie zagranicznym przedsiębiorstwom. Od tego czasu wiele powiedziano i napisano o ograniczeniach tego modelu. Rzeczywiście, w jego granicach wzrost gospodarczy jest możliwy tylko wtedy, gdy pracownicy są biedniejsi niż w krajach sąsiednich. To naturalnie prowadzi do wysokiej nierówności -  duża jej część jest ukryta w oficjalnych statystykach, ponieważ nieproporcjonalny udział w dochodach i bogactwie przypada nie najbogatszemu 1 proc. mieszkańców kraju, ale obcokrajowcom.

Poczucie ekonomicznego dreptania w miejscu doprowadziło do powstania w regionie rządów nacjonalistycznych i populistycznych. Rządzący obiecali rozwiązać problem poprzez wyższe podatki dla zagranicznych właścicieli firm, które zostaną rozdystrybuowane w społeczeństwie poprzez wyższe transfery socjalne. Słynny w Polsce program 500+, w ramach którego pieniądze płyną do rodzin z dziećmi, jest tego doskonałym przykładem. Także na Węgrzech i w Rumunii populistyczne rządy skusiły wyborców hojnymi transferami socjalnymi tego rodzaju.

Takie działania socjalne, niezależnie od ocen ich efektywności, wyciągnęły ludzi ze skrajnego ubóstwa, zmniejszyły nierówności i zwiększyły wydatki konsumpcyjne, które obecnie są głównym czynnikiem wzrostu gospodarczego we wschodniej Europie.

Podnoszenie płacy minimalnej jest kolejnym narzędziem, z którego korzystają rządy, by osiągnąć te same cele. Zasadniczo rządy te przejęły funkcję związków zawodowych, które w znacznej części Europy Wschodniej są słabe. Naciskają na zrównywanie płac z Europą Zachodnią, wykorzystując swoją zdolność do ustalania dolnej granicy wynagrodzeń.

W rezultacie płaca minimalna w relacji do mediany płac wzrosła w Europie Wschodniej znacznie szybciej niż w bogatszych krajach na zachodzie. Na przykład w Polsce płaca minimalna zwiększyła się do poziomu 53 proc. mediany w 2018 r. z 40 proc. w 2000 r., co oznacza, że poziom życia za płacę minimalną zbliżył się do średniej krajowej. Tymczasem we Francji w tym samym okresie minimalna płaca utrzymała się na stałym poziomie 62 proc. krajowej mediany.

>>> Czytaj też: Wpływ płacy minimalnej na rynek pracy i gospodarkę

Ale w Europie Wschodniej wciąż jest dużo miejsca na większą sprawiedliwość płac minimalnych. Nisko opłacani pracownicy w regionie zarabiają znacznie mniej pieniędzy, niż wskazują poziomy produktywności tych krajów.

Jednak polityka płac minimalnych w Europie Wschodniej ma kilka bezpośrednich wad. W niedawnej analizie dotyczącej wzrostu płac w Polsce zespół ekonomistów z ING Groep NV napisał, że posunięcie to stworzyło podwójne ryzyko: przyspieszenia inflacji i obniżenia poziomu inwestycji. Dodali jednak że „w krótkim okresie zostanie to zrekompensowane wyższym wzrostem konsumpcji”. Po informacji o podwyżce ING zrewidował swoją prognozę wzrostu gospodarczego na 2020 r. dla Polski o 0,1 punktu procentowego do 3,4 proc..

Problem z taką polityką, podobnie jak hojnymi i rozległymi programami socjalnymi takimi jak 500+, polega na tym, że są one tylko tępymi narzędziami. Zwiększają dobrobyt najbiedniejszych pracowników (oczywiście, jeśli firmy faktycznie przestrzegają minimalnych wymagań płacowych, co nie jest gwarantowane w Europie Wschodniej). Ale nie naprawiają problemów strukturalnych z regionalnymi praktykami kompensacyjnymi, które rozwinęły się w erze postkomunistycznej.

W opublikowanym niedawno artykule Jan Drahokoupil i Agnieszka Piasna z Europejskiego Instytutu Związków Zawodowych w Brukseli napisali, że płace w Europie Wschodniej, zgodnie z koncepcją „gospodarek zależnych”, są stosunkowo niskie nie tylko w przemyśle. Zwroty z wyższych kwalifikacji i wykształcenia są również ogólnie niższe niż na Zachodzie. Dotyczy to na przykład usług publicznych i edukacji - dwóch obszarów, które nie są „kolonizowane” przez zagraniczne firmy. W rzeczywistości luki są tam jeszcze większe. Według Drahokoupila i Piasny przeciętny pracownik oświaty w Polsce, na Węgrzech, na Słowacji i w Czechach zarabia miesięcznie około 1017 euro mniej niż jego odpowiednik z Niemiec, podczas gdy w produkcji różnica jest mniejsza i wynosi 833 euro.

Naprawa takich dysproporcji wymaga bardziej złożonych działań niż zasiłki socjalne i podwyżki płacy minimalnej. Rządy muszą szukać sposobów, aby podnieść kształcenie do poziomu bogatszych narodów. Wówczas polityki mające na celu zmniejszenie ubóstwa nie będą już stanowić zagrożenia dla międzynarodowej konkurencyjności krajów Europy Wschodniej. Teoretycznie rządy, które wygrywają kolejne wybory ze względu na swoją hojność społeczną, powinny być zdolne do wykonywania trudniejszych zadań w miarę zdobywania doświadczenia. W przeciwnym razie obecna polityka straci moc, a populistyczni przywódcy nie zrobią nic lepszego niż ich liberalni poprzednicy.

>>> Czytaj też: Oto najlepsze i najgorsze systemy emerytalne świata. Jak wypada Polska?