Co wojna Rosji z Gruzją mówi o grach na Ukrainie [OPINIA]

Kraje Kaukazu. Azerbejdżan, Armenia, Gruzja
<p>Kraje Kaukazu. Azerbejdżan, Armenia, Gruzja</p>/ShutterStock
Zanim w sierpniu 2008 r. Rosjanie uderzyli na Gruzję, przez wiele tygodni organizowali serię niewinnych i niegroźnie wyglądających incydentów zbrojnych przy granicy Południowej Osetii, Abchazji i na wybrzeżu Morza Czarnego.

Amerykanie, wspierający i doradzający wówczas Micheilowi Saakaszwilemu, doskonale zdawali sobie sprawę, że chodzi o wymuszenie na emocjonalnym i często niepanującym nad sobą prezydencie Gruzji, konkretnej reakcji. Najlepiej jakiejś spektakularnej zbrodni na ludności cywilnej, by w ten sposób uzasadnić konieczność „zaniesienia pokoju” w zalany krwią region. Rosjanie doskonale przedstawili tę narrację w filmie „Ósmego sierpnia” w reżyserii Dżanika Fajzijewa.

Holowany przez ciężarówkę, uszkodzony autobus z cywilami porusza się eksponowaną drogą na półce skalnej. Nieoczekiwanie w auto uderza pocisk. Giną ludzie. Maszyna zawisa nad przepaścią.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj