Współpraca gospodarcza między Polską a Chinami to przede wszystkim wymiana handlowa, która wypada na niekorzyść polskiej strony. W całym 2020 roku polski eksport wyniósł 13,2 mld zł, a import 145,5 mld zł. W pierwszym kwartale 2021 roku deficyt w handlu z Chinami pogłębił się do 38,7 mld zł, tj. o 9,1 mld zł rok do roku.

Klimat polityczny w relacjach polsko-chińskich ostatnio się poprawił. „Sporo w tym zasługi ministra spraw zagranicznych Zbigniewa Raua, który często rozmawiał telefonicznie z szefem dyplomacji Chin, Wang Yi, a wiosną jako jeden z pierwszych ministrów spraw zagranicznych państw europejskich odwiedził Chiny. Znaczącym symbolem dobrych stosunków między naszymi krajami, jest przyjazd do Warszawy nowego ambasadora Chin, po dłuższej nieobecności chińskiego ambasadora w Polsce w ogóle" – zauważa Radosław Pyffel, autor książki "Biznes w Chinach- jak odnieść sukces w chińskim świecie", członek Rady Azjatyckiej Nowej Konfederacji. „Wprawdzie nie słyszymy o jakichś nowych projektach czy o jakiejś wizji gospodarczej i może to dobrze, bo tego typu rozmowy rządzą się swoimi prawami. Natomiast trzeba sobie cenić to, że choć raczej trudno obecnie mówić o jakimś przełomie, to relacje te są dosyć poprawne. Tylko tyle i aż tyle.”- dodał.

Reklama

Tajni udziałowcy

Tylko w 2020 roku wartość bezpośrednich chińskich inwestycji w Polsce wyniosła blisko 1,1 mld zł. Pozornie wydaje się to niezbyt imponującą kwotą, gdyż Chińczycy zdecydowanie wolą inwestować poprzez „pośredników”, czyli przez swoje spółki-córki rozsiane po całym świecie, między innymi w Stanach Zjednoczonych.

Pod uwagę należy wziąć też fakt, że od 2012 roku najbogatsze chińskie spółki osiągały w naszym kraju przychody rzędu 17-19 mld zł, płacąc w tym czasie z tytułu CIT około 600 mln zł. Daje to pewne pojęcie o skali ich działań.

Polski wątek na Jedwabnym Szlaku

Chiny od wielu lat chronią swój wewnętrzny rynek, kierując się raczej swoim interesem, bo te chińskie kryteria są dość przewidywalne i raczej sprowadzają się do faworyzowania własnych podmiotów. Stąd zapewne apel ministra Zbigniewa Raua o "wzajemność i równy dostęp do rynków". Ale sam dostęp do rynku nie będzie remedium na największą słabość polskiej gospodarki, która nie ma zbyt wiele do zaoferowania kontrahentom z Chin. Co więcej, możliwości produkcyjne chińskiej gospodarki są tak duże, że spółki z Państwa Środka zamiast stawiać w Europie fabryki, wolą przewozić na Stary Kontynent gotowe towary. W biznesie ważna jest równowaga, by rozładowane w Polsce pociągi wracały na wschód wypełnione wyprodukowanymi w Polsce i Europie towarami. Dopiero wówczas rozbudowywanie infrastruktury logistycznej będzie opłacalne. „Polska jest na początku tej drogi. Powinna stworzyć podmioty, wypracować pomysły biznesowe, które ewentualnie spowodowałyby, że polskie firmy mogłyby stać się beneficjentami otwarcia chińskiego rynku. Inaczej zabiegi dyplomatyczne zostaną sprowadzone do roli interesującej, inspirującej dyskusji bez praktycznych konsekwencji” - uważa Radosław Pyffel.

W czasie pandemii transport kolejowy między Azją a Europą podwoił się. Chcą z tego skorzystać zarówno polscy przedsiębiorcy, jak i samorządy. Pod koniec września Urząd Wojewódzki w Lublinie wydał zgodę na rozbudowę leżącego przy magistrali kolejowej E-20 z Europy Zachodniej do Azji Wschodniej i Centralnej portu granicznego w Małaszewiczach. Pozwoli to na dalsze powiększenie Parku Logistycznego Małaszewicze już teraz będącego jednym z ważniejszych przeładunkowych na Nowym Jedwabnym Szlaku.

Lądem szybciej

Ale położenie geograficzne jest nie jedynym atutem Polski w relacjach z Chinami: bezprecedensowe ograniczenie transportu morskiego spowodowało, że przewożenie towarów taborem samochodowym powróciło do łask i wciąż się rozwija. Skorzystać z tego może będąca liderem w Europie polska branża transportowa. Dostawy door-to-door z Chin do Polski przez Kazachstan, Rosję i Białoruś mogą trwać od 10 do 16 dni. Dla porównania przesłanie towaru drogą morską jest wprawdzie tańsze, ale zajmuje nawet od półtora do dwóch miesięcy.

Decydenci w Pekinie dostrzegają spory potencjał rezerwy wzrostu gospodarczego Polski. Jednocześnie nadzieje na powrót produkcji przemysłowej do Europy okazały się płonne. Naszą szansą na sukces w relacjach z Państwem Środka jest szukanie nieoczywistych nisz gospodarczych, na co największe szanse mają małe i średnie przedsiębiorstwa.

Możliwości, jaki niesie ze sobą uczestnictwo w Nowym Jedwabnym Szlaku, są ogromne. By je dobrze wykorzystać warto realnie spojrzeć na własne predyspozycje i kierować się długofalową kalkulacją. Współczesny świat można porównać do zespołu naczyń połączonych, w którym równowaga zależna jest od właściwego funkcjonowania wszystkich jego elementów. Szansa na stworzenie w Polsce chińskiej bramy do Unii Europejskiej należy już do przeszłości. „Najlepszy czas na to, by zaistnieć w tej sferze, minął kilka lat temu. Oczywiście warto się tym nadal interesować, ale trzeba stwierdzić, że w tej chwili największymi rozgrywającymi na światowych rynkach są wielkie mocarstwa. I choć nie jest to kwestia całkowicie poza naszym zasięgiem, to nasz wpływ zmalał i od tego, jak ułoży się przyszłość Polski na lądowym Jedwabnym Szlaku i w ogóle przyszłość samej koncepcji, zależy przede wszystkim od relacji między nimi.” – konkluduje Radosław Pyffel, członek Rady Azjatyckiej Nowej Konfederacji. Ale dopóki pociągi jeżdżą z Chin przez Polskę do Niemiec, jest jeszcze wiele do ugrania. Najważniejszą kwestią jest pytanie, jak ten biznes ułożyć, żeby na nim zarobiły i wielkie, i małe firmy, zwraca uwagę Radosław Pyffel.