Pewnego razu coś uderzyło, ale nie wybuchło. Dziuba weszła na strych i znalazła mały pocisk moździerzowy („wyglądał trochę jak pompka rowerowa” - skomentowała), który włożyła do fartucha i wyniosła na zewnątrz. Innym razem jej 41-letnia córka, Halina Newyna, wyciągnęła z własnego brzucha kawałek odłamka po tym, jak pocisk trafił w jej dom – opisuje Marc Champion w serwisie Bloomberg.

Wgniecenie przedpokoju pokazuje, gdzie pocisk wpadł przez okno i trafił w lodówkę. Rodzina zamurowała to okno i inne, które wychodziło na ogród. Za nim leżą opuszczone szyby kopalniane i hałdy żużlu, które od 2014 roku wchodzą w skład wspieranego przez Rosję terytorium separatystów z samozwańczej Donieckiej Republiki Ludowej (DNR). Ich dom jest ostatnim zamieszkałym domem przed linią frontu z separatystami, na skraju ukraińskiego miasta Marjinka.

Reklama

Mimo ostrzału i strzelaniny, która często zaczyna się jeszcze o zmierzchu, obie kobiety są przekonane, że nie dojdzie do inwazji wojsk rosyjskich, które mogłyby wkroczyć na Ukrainę, a następnie przejść przez sporne tereny w pobliżu ich miejsca zamieszkania – pisze Champion. Nie mogą uwierzyć, że ktokolwiek chciałby rozpocząć wojnę, biorąc pod uwagę rozlew krwi, który by nastąpił.

Około 14 tys. osób zginęło po obu stronach konfliktu w Ukrainie od czasu jego rozpoczęcia w 2014 roku. Donieck, ogłoszony przez separatystów stolicą DNR, jest oddalony o 30 kilometrów od Marjinki.

„Nie zrobią tego, bo żołnierze okopani w okopach po obu stronach nie chcą umierać” – twierdzi Newyna, która pierwsze dwa lata wojny spędziła pracując w Rosji. Wróciła po tym, jak sąsiedzi powiedzieli jej, że Dziuba upadła i zachorowała. Na dodatek „on” – jak Newyna mówi o prezydencie Rosji Władimirze Putinie – „wie, że mieszka tu dużo Rosjan. Żyjemy w Ukrainie, ale przedtem był to Związek Radziecki” – dodaje.

W całej Ukrainie panuje niezwykły spokój, biorąc pod uwagę ostrzeżenia amerykańskiego i własnego wywiadu, że Rosja nadal gromadzi siły na granicy i już umieściła aktywa na miejscu, by przeprowadzić prowokację, który usprawiedliwiłby inwazję. Putin zaprzeczył, że obecnie planuje atak wojskowy. W kraju ten brak paniki wydaje się tym większy, im bliżej frontu. A mało kto mieszka tak blisko jak Newyna i jej matka.

„Kiedy budzę się rano i widzę, że dach i okna są nienaruszone, mówię: Chwała Bogu” – komentuje Dziuba, która nie chce opuszczać swojego domu. Nie mając nic poza emeryturą w wysokości 3000 hrywien (106 dolarów) miesięcznie, kwituje: „co to jest za życie?”.

Trudno zrozumieć, co Dziuba i jej córka naprawdę czują w kwestii swojego miejsca w Ukrainie, w porównaniu z Rosją. Nie są politykami – podkreśla Champion. Ale strach Dziuby przed tym, że coś, co powie, może ściągnąć odwet z którejś ze stron, jest namacalny. Mówi, że rozmawia z ukraińskimi żołnierzami, którzy pozbyli się dla niej tego niezdetonowanego pocisku moździerzowego. Jednak, jak mówi, pijany pluton omyłkowo postrzelił sąsiada w nogę. A co jeśli pewnego dnia przyjdą oddziały DNR?

Biorąc pod uwagę cierpienie, jakie podziały i konflikt spowodowały na linii frontu, nic dziwnego, że badania opinii publicznej sugerują, że poparcie dla przystąpienia do Unii Europejskiej lub Organizacji Traktatu Północnoatlantyckiego jest najsłabsze na wschodnich krańcach Ukrainy, nawet jeśli nie przekłada się to na poparcie dla rosyjskiej inwazji. „Powinni zrobić coś, aby odnowić stosunki między Rosją a Ukrainą i zakończyć ten konflikt” – mówi Newyna.

Dziuba, która cierpi na różne choroby, wątpi, że dożyje tego dnia albo czy dożyje tego jej siostrzeniec, który mieszka po drugiej stronie linii frontu. „Żyjemy na beczce prochu” – podsumowuje.