Od stycznia do maja import żywności do Polski zwiększył się o ok. 28 proc. do 12,5 mld euro (ponad 57 mld zł). Dla porównania przed rokiem dynamika wzrostu, podobnie zresztą jak w poprzednich latach, była jednocyfrowa i wyniosła 2,1 proc. Eksport zwiększył się w tym czasie o 21,9 proc. do kwoty 17,9 mld euro (82 mld zł) – wynika z danych Głównego Urzędu Statystycznego i Krajowego Ośrodka Wsparcia Rolnictwa.

Efekt cenowy

Reklama

Eksperci nie są zaskoczeni większą wartością importu, bo jest to w pewnym stopniu związane ze wzrostem cen surowców rolnych na rynkach światowych. Przeciętna wartość indeksu FAO obrazującego stawki za podstawowe produkty żywnościowe na świecie, w pierwszych pięciu miesiącach 2022 r. była o 26 proc. wyższa niż w analogicznym okresie 2021 r. i wyniosła 150,6 pkt. Najbardziej dynamiczne wzrosty miały miejsce w przypadku zbóż oraz tłuszczów roślinnych.

Rośnie też wolumen importu w zakresie żywności. Od stycznia do maja wyniósł 11 490 tys. ton wobec 10 873 tys. ton rok wcześniej. To oznacza wzrost o 6,6 proc. Zdaniem ekspertów to efekt wojny na Wschodzie.

– Łączna wartość importu produktów rolno-spożywczych z Ukrainy do Polski w pierwszych pięciu miesiącach 2022 r. zwiększyła się o 157 proc. rok do roku – zaznacza Paweł Wyrzykowski, analityk sektora food and agri w Banku BNP Paribas.

Grzegorz Rykaczewski, analityk sektorowy w Santander Banku dodaje, że ma to związek z blokadą portów czarnomorskich, przez które Ukraina eksportowała zawsze większość surowców masowych. Po wybuchu wojny, podjęto próbę przekierowania części dostaw na drogę lądową, a Polska stała się największym odbiorcą zbóż.

– Teoretycznie transporty te miały tylko tranzytem przechodzić przez nasz kraj, ale z wielu powodów w dużej części jest to po prostu import do Polski. Od początku roku do końca maja wolumen sprowadzonej kukurydzy był o prawie 500 proc. większy niż przed rokiem, a oleju słonecznikowego o prawie 200 proc. rok do roku. Porozumienie Ukraina-Turcja-Rosja daje nadzieję na trwałe uruchomienie wywozu z ukraińskich portów czarnomorskich, co istotnie zmniejszyłoby presję na wysyłkę do Polski – wyjaśnia Grzegorz Rykaczewski.

Wielkie kupowanie

Ogólny spadek importu odnotowano natomiast w kategorii gotowych artykułów spożywczych (o 3,6 proc.), chociaż jednocześnie zwiększył się ich import z Ukrainy. Dotyczy to zwłaszcza słodyczy i gotowych przetworów owocowych i warzywnych. Dzieje się tak, mimo, że sklepy stawiają przede wszystkim na produkty z Polski i dążą do tego, by 90 proc. oferty pochodziło od lokalnych wytwórców.

– Na korzyść towarów z Ukrainy przemawia cena. Żywność wytwarzana tam jest o 20-30 proc. tańsza w porównaniu do polskiej. Wpływ na to mają oczywiście niższe koszty produkcji – tłumaczy Andrzej Gantner, dyrektor generalny Polskiej Federacji Producentów Żywności. A w sytuacji wysokiej inflacji to duża zaleta. Dlatego łatwiej jest przebić się do handlu, czy do gastronomii.

Na korzyść towarów z Ukrainy przemawia cena. Żywność wytwarzana tam jest o 20-30 proc. tańsza w porównaniu do polskiej. Wpływ na to mają oczywiście niższe koszty produkcji.

Eksperci wskazują też, że w warunkach wzrostu cen surowców, niepewności co do ciągłości funkcjonowania łańcuchów dostaw i zwiększenia popytu na żywność w związku z napływem do Polski uciekinierów z Ukrainy, firmy spożywcze w naszym kraju zdecydowały się na zakupy większej ilości surowców, aby zabezpieczyć sobie bazę do produkcji.

Z danych GUS dotyczących produkcji ważniejszych wyrobów wynika, że od stycznia do maja na ponad 40 monitorowanych kategorii artykułów spożywczych ponad 30 zanotowało wzrost rzędu od kilku do nawet kilkudziesięciu procent.

– Robienie zapasów przyczyniło się również do zwiększenia importu. W kolejnych miesiącach nie zacznie on słabnąć – mówi Andrzej Gantner i przypomina, że wzrosty te były realizowane w czasie, gdy obowiązywały kontyngenty bezcłowe. W maju jednak Parlament Europejski poparł propozycję Komisji Europejskiej dotyczącą zawieszenia ceł na ukraiński eksport do UE. Efektem może być dalsze zwiększenie importu.

Jest to naturalne w sytuacji gdy rośnie produkcja, bo mamy do czynienia jednocześnie z istotnie wyższą konsumpcją wewnętrzną.

– Jest to wpływ wojny na terytorium Ukrainy, czyli pojawienia się w Polsce ogromnej liczby uchodźców – zauważa Grzegorz Rykaczewski i dodaje, że wzrost popytu widać w danych dotyczących sprzedaży detalicznej żywności.

Ceny robią swoje

GUS podaje, że w czerwcu wartość sprzedaży żywności, napojów i wyrobów tytoniowych, wyrażona w cenach stałych, była o 7,9 proc. wyższa niż przed rokiem. W maju wzrost liczony rok do roku wyniósł 10,5 proc.

– Odnotowano silny wzrost cen żywności. W rezultacie sprzedaż detaliczna w czerwcu oraz maju, wyrażona w cenach bieżących, była wyższa o 21-25 proc. rok do roku – mówi Grzegorz Rykaczewski. I jak zaznacza, przy wysokim popycie wewnętrznym występują ograniczenia w podaży niektórych krajowych produktów zwierzęcych. Z powodu niskiej opłacalności produkcji trzody chlewnej w latach 2020-21 tysiące gospodarstw rolnych wycofało się z produkcji świń. W efekcie w 2022 r. produkcja wieprzowiny jest niższa. Po maju spadek wyniósł 9 proc. r/r. A przecież wieprzowina to mięso, które najchętniej konsumują Polacy.

– Niedobory rynku krajowego są pokrywane zwiększonym importem mięsa, który w okresie styczeń-maj 2022 r. był wyższy niż przed rokiem w ujęciu wolumenowym o 14 proc. Z kolei w przypadku produkcji mleka surowego widać tylko niewielki wzrost, pomimo wysokich cen skupu. Podobnie, jak w przypadku innych surowców rolnych, ważną barierą rozwoju produkcji są wysokie koszty w rolnictwie – tłumaczy Grzegorz Rykaczewski.

Pewną nadzieję na obniżki cen daje spadający ostatnio wskaźnik FAO. W czerwcu wyniósł 154,2 pkt., co oznacza zjazd o 3,7 pkt. (2,3 proc.) od maja; był to trzeci z rzędu miesięczny spadek. Nadal poziom indeksu światowych cen żywności jest o 23,1 proc. powyżej jego wartości rok temu. Producenci zauważają jednak, że zmiany są kosmetyczne. Poza tym nawet jeśli się utrzymają i pogłębią to wciąż nie wiadomo, jakie będą koszty produkcji na jesieni.

– Ceny energii, gazu, paliwa to nadal wielka niewiadoma. Może się więc okazać, że niższe koszty zakupu surowców zostaną „zjedzone” przez pozostałe wydatki ponoszone na produkcję – zaznacza Andrzej Gantner.

Jakie zmiany na krajowym rynku?

Jakie konsekwencje może mieć wzmożony import dla polskiego rynku? Czy może prowadzić do nadpodaży, a w efekcie do spadku cen, który uderzy w producentów, ale będzie korzystny dla konsumentów?

– Import jest odzwierciedleniem konkretnych potrzeb. Dlatego o nadwyżce nie może być mowy. A to oznacza, że większy import nie jest drogą do nadpodaży żywności i w rezultacie spadku jej cen – tłumaczy Paweł Wyrzykowski.

– Jesteśmy przede wszystkim hubem dla surowców z Ukrainy. A to oznacza, że idą one dalej na Zachód, a nie zostają w naszym kraju– zauważa Jakub Olipra, starszy ekonomista w Credit Agricole Bank Polska oraz asystent w Katedrze Ekonomii Stosowanej w Szkole Głównej Handlowej.

Poza tym o niższych cenach może być tylko mowa w przypadku produktów i surowców z Ukrainy. Choć w ostatnich miesiącach, jak zauważają eksperci, już też nie jest to zasadą.

– Ostateczny koszt surowców i produktów z Ukrainy jest podbijany przez koszty transportu – mówi Andrzej Gantner. Podkreśla, że chodzi zarówno o wysokie ceny paliw, ale też trudności przewoźników. Brakuje im kierowców, a nie wszyscy chcą, albo mogą ze względu na przepisy zarówno krajowe, jak i ukraińskie, jeździć na Wschód.

Moim zdaniem wpływ importowanych surowców z Ukrainy na polskie ceny żywności będzie marginalny – mówi Jakub Olipra.

Nasi rozmówcy podkreślają także, że jesteśmy częścią globalnego rynku i ceny u nas są w dużym stopniu zależne od sytuacji na giełdach międzynarodowych.

– Moim zdaniem wpływ importowanych surowców z Ukrainy na polskie ceny żywności będzie marginalny – mówi Jakub Olipra. – Jeśli chodzi natomiast o towary i surowce sprowadzane z innych krajów, to są one droższe, bo inflacja i rosnące koszty są problemem nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie – dodaje.

Dodatni bilans

Mimo większej dynamiki wzrostu importu niż eksportu, saldo wymiany handlowej produktami rolno-spożywczymi uległo w tym roku poprawie z 4,9 mld euro do 5,3 mld euro. – Wzrosła zarówno produkcja wyrobów spożywczych w Polsce, jak i sprzedaż detaliczna żywności. Można zatem przypuszczać, że importowane produkty i surowce w dużej części znalazły swoich finalnych odbiorców – wyjaśnia Paweł Wyrzykowski.

Fabryki artykułów spożywczych pracują pełną parą, bo jest większe zapotrzebowanie na polską żywność również za granicą. Ze względu na dobry stosunek ceny do jakości, jest ona chętnie kupowana przez odbiorców na Zachodzie, a teraz dodatkowym czynnikiem zwiększającym popyt jest słaby złoty, który sprawił, że towary z Polski stały się bardziej konkurencyjne.

Patrycja Otto-Duszczyk