Przyszły szef litewskiego MSZ: Chcemy, by Polska była liderem w regionie, ale spór z Brukselą nie wzmacnia jej pozycji

Ten tekst przeczytasz w 3 minuty
8 grudnia 2020, 13:57
Wilno, Litwa
<p>Wilno, Litwa</p>/ShutterStock
Chcemy, by Polska była liderem w regionie, ale spór z Brukselą nie wzmacnia jej pozycji – oświadczył przyszły minister sprawa zagranicznych Litwy Gabrielius Landsbergis, przywódca konserwatywnego ugrupowania Związek Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (TS-LKD).

"Chcemy, by Polska była liderem w regionie, silnym państwem, które przyczynia się do wzmocnienia bezpieczeństwa gospodarczego, obronnego (w regionie), ale różnica zdań z Brukselą nie wzmacnia jej pozycji" - ocenił Landsbergis w poniedziałek wieczorem w wywiadzie dla telewizji publicznej LRT. Zaznaczył, że Litwie zależy na tym, by "Polska pozostała krajem wpływowym".

Landsbergis zapewnił, że polityka zagraniczna Litwy po zmianie rządu będzie kontynuowana w oparcie o zasadę dobrego sąsiedztwa z Polską i krajami bałtyckimi, ścisłej integracji z Unią Europejską i dążenia do zachowania ścisłych więzi transatlantyckich, bo - jak zaznaczył - "od tego zależy bezpieczeństwo Litwy".

"Tu nic się nie zmieni. Taką obietnicę dałem prezydentowi" - oznajmił przyszły szef litewskiej dyplomacji.

Zgodnie z konstytucją Litwy, to prezydent podejmuje decyzje w sprawie najważniejszych kwestii polityki zagranicznej i wspólnie z rządem realizuje tę politykę. Dziennikarka LRT w rozmowie z Landsbergisem przypomniała, że podczas niedawnej wizyty w Wilnie prezydenta Polski Andrzeja Dudy Landsbergis stwierdził publicznie, że "Litwa nie jest ślepa na to, co się dzieje w Polsce". Tymczasem - jak zauważyła dziennikarka - prezydent Gitanas Nauseda w czasie półtora roku swego urzędowania ani razu nie skrytykował Polski, ani nie wyraził wątpliwości co do realizowanej przez Polskę polityki.

"Powracając do Polski, chciałbym zwrócić uwagę nie na krytykę wobec Polski, ale na to, że niektóre wybory Polski mogą wpłynąć na jej pozycję w regionie" - oświadczył Landsbergis. Podkreślił, że Litwie zależy na tym, "by Polska była liderem w regionie".

Na pytanie, czy przyszły szef dyplomacji zamierza uzgadniać swą retorykę i działania z prezydentem, Landsbergis zaznaczył, że w ciągu ostatnich 30 lat niepodległości Litwy, nie było rozbieżności, jeżeli chodzi o kierunki polityki zagranicznej kraju.

38-letni Gabrielius Landsbergis - prywatnie wnuk b. przywódcy Litwy (w latach 1990–92) Vytautasa Landsbergisa - od 2015 roku jest przewodniczącym ugrupowania Związek Ojczyzny – Litewscy Chrześcijańscy Demokraci (TS-LKD). Po ukończeniu studiów na Uniwersytecie Wileńskim z zakresu historii i prawa międzynarodowego karierę rozpoczął w MSZ, pracował na placówce w Belgii, w 2014 r. zdobył mandat eurodeputowanego. W 2016 r. złożył mandat europosła w związku z kampanią przed wyborami parlamentarnymi na Litwie, w których uzyskał mandat. W tegorocznych wyborach ponownie został wybrany na posła.

Ugrupowanie TS-LKD wygrało październikowe wybory parlamentarne, uzyskując 50 mandatów w 141-osobowym parlamencie. TS-LKD oraz dwie partie liberalne - Litewski Ruch Liberałów (LRLS - 13 mandatów) i Partia Wolności (LP – 11 mandatów) - utworzyły koalicję rządzącą.

W poniedziałek prezydent zatwierdził skład rządu, zaproponowany przez premier Ingridę Szimonyte. We wtorek Sejm rozpoczął omawianie programu rządowego. Po zatwierdzeniu programu i zaprzysiężeniu nowych ministrów, nowy gabinet przystąpi do pracy.

Z Wilna Aleksandra Akińczo (PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj