Działania koncernu Volkswagen, polegające na montowaniu odpowiedniego oprogramowania, nie mogą być usprawiedliwione tym, że miały się one przyczyniać do zapobiegania starzeniu się silnika lub chronić przed jego zapychaniem – uzasadnił TSUE.

Takie oprogramowanie „musi pozwalać na ochronę silnika przed nagłymi i wyjątkowymi uszkodzeniami” i „tylko te nagłe ryzyka uszkodzeń, które stwarzają niebezpieczeństwo w czasie prowadzenia pojazdu”, mogłyby uzasadnić użycie takiego oprogramowania. W przypadku działań Volkswagena taka okoliczność nie zachodziła.

Decyzje Trybunału są prawnie wiążące.

Fala pozwów

Reklama

Niemiecki koncern stoi w obliczu fali pozwów ze strony inwestorów. Oprócz tego tysiące kierowców i właścicieli pojazdów Volkswagena domaga się zwrotu pieniędzy z tytułu utraty wartości swoich aut z silnikiem diesla na skutek ujawnienia przez amerykańskiego regulatora we wrześniu 2015 roku manipulacji wynikami pomiarów spalin. Skandal związany z instalacją oprogramowania pozwalającego na taką manipulację kosztował niemiecki koncern jak dotąd 30 mld euro.

Brytyjski sąd w toku jednego z największych pozwów zbiorowych orzekł w kwietniu tego roku, że koncern Volkswagen wykorzystywał wadliwe urządzenie. Decyzja ta pozwala 91 tys. klientów firmy na wniesienie kolejnego pozwu zbiorowego przeciw Volkswagenowi.

Wcześniej sędziowie TSUE w ramach innego postępowania orzekli w lipcu 2020 roku, że posiadacze aut Volkswagena, których dotyczy skandal, mogą pozywać niemieckiego producenta o manipulację w każdym kraju 27 państw Unii Europejskiej.