Wycofując swoją skargę, kampania stwierdziła, że osiągnęła swój cel, jakim jest opóźnienie certyfikacji rezultatów w hrabstwie Wayne z Detroit, które jest bastionem Demokratów. We wtorek początkowo proces ten zablokowała dwójka Republikanów z lokalnej komisji wyborczej. Po kilku godzinach Monica Palmer i William Hartman zmienili jednak decyzje i zgodzili się na certyfikację wyników.

Dzień później Republikanie wyjaśniali, że w tym czasie byli zastraszani, oskarżani o rasizm oraz zapewniano ich, że podnoszone przez nich wątpliwości co do procesu wyborczego zostaną ostatecznie zweryfikowane. Od środy chcą wycofać swoją zgodę ws. certyfikacji, ale według lokalnych władz jest to już niemożliwe.

W Michigan, które w Kolegium Elektorskim ma 16 reprezentantów, Demokrata Joe Biden zwyciężył z przewagą ok. 144 tys. głosów. W znacznej mierze dzięki wygranej w hrabstwie Wayne o ponad 330 tys. głosów. Wyniki w Michigan powinny być certyfikowane w poniedziałek.

Równocześnie kampania Trumpa złożyła w środę do sądu w Pensylwanii wniosek o ogłoszenie Republikanina zwycięzcą w tym zapewniającym 20 głosów elektorskich stanie. Prawnicy prezydenta utrzymują w nim, iż 1,5 miliona głosów w Pensylwanii "nie powinno zostać zliczonych", a elektorów powinien wybrać stanowy parlament, w którym przewagę ma GOP.

Z danych komisji wynika, że Biden wygrał amerykańskie wybory prezydenckie z 3 listopada, pokonując urzędującego szefa państwa. Przy utrzymującym się na korzyść Demokraty podziale głosów elektorskich 306-232 prezydent, by uzyskać reelekcję, musiałby odwrócić wyniki w co najmniej trzech kluczowych stanach.

Reklama

Biden ogłosił swoją wygraną, ale Trump nie uznał zwycięstwa rywala. Utrzymuje, że w procesie wyborczym dochodziło do nieprawidłowości, a jego obóz składa skargi sądowe. Jak ocenia agencja AP, w większości kwestionują one niewielkie liczby głosów i nie kończą się sukcesami. Prawnicy Trumpa nie mają wiele czasu - proces certyfikacji wyników na poziomie stanowym powinien zakończyć się w USA w drugiej połowie grudnia.