Amerykanie zmienili poglądy na temat aborcji. Czy zdecyduje to o wyniku wyborów?

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
1 lipca 2023, 13:14
aborcja
Amerykanie zmienili poglądy na temat aborcji. Czy zdecyduje to o wyniku wyborów?/Shutterstock
Rok po obaleniu wyroku Roe vs. Wade coraz więcej Amerykanów deklaruje, że zagłosuje tylko na takiego kandydata na prezydenta, który podziela ich opinie w sprawie aborcji. A te się zmieniły

Guam, odizolowana wysepka na Pacyfiku, znana głównie jako siedziba ważnych baz wojskowych USA, uważana jest dziś za laboratorium polityki pro-life w wersji radykalnej. Ostatni ginekolog, który wykonywał tam aborcje, w 2018 r. przeszedł na emeryturę i wyjechał. A kiedy jeszcze praktykował, na porządku dziennym były telefony z groźbami śmierci czy wysadzenia jego gabinetu w powietrze.

Ogromna większość 165-tysięcznej populacji wyspy to katolicy (spuścizna hiszpańskiego kolonializmu), którzy opowiadają się za ochroną życia od momentu poczęcia, a terminację ciąży prawie w każdym przypadku uznają za moralnie niedopuszczalną. Pod naciskiem hierarchii kościelnej i lokalnych aktywistów pro-life w 1990 r. tutejsza legislatura uchwaliła całkowity zakaz aborcji za wyjątkiem sytuacji zagrożenia życia matki. Przewidziano również kary dla kobiet, które przeszły zabieg, oraz wszystkich, którzy przyłożyli do niego rękę – z lekarzami na czele. Ustawę zablokował wprawdzie sąd federalny, któremu podlega Guam jako terytorium zależne USA, ale w grudniu 2022 r. wróciła ona w nieco zmienionej odsłonie (już bez sankcji dla kobiet, za to z możliwością wnoszenia pozwów przeciwko każdemu, kto pomoże jej przerwać ciążę). Wokół niej też toczy się teraz spór sądowy.

Oficjalnie od pięciu lat na wyspie nie przeprowadzono żadnego zabiegu aborcji. Dwóch lekarzy praktykujących na Hawajach ma uprawnienia do przepisywania tabletek poronnych (kombinacji mifepristonu i mizoprostolu) w ramach teleporady, lecz stosuje się je tylko do 10. tygodnia ciąży. Do najbliższej kliniki aborcyjnej znajdującej się w Honolulu jest 6,1 tys. km, co oznacza ośmiogodzinny lot, za który trzeba zapłacić minimum 1 tys. dol. Do tego trzeba doliczyć przynajmniej kilkaset za sam zabieg.

 

Treść całego tekstu można przeczytać w piątkowym weekendowym wydaniu Dziennika Gazety Prawnej oraz w eDGP.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: MAGAZYN DGP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj