W tym tygodniu na nowojorskiej giełdzie powinno dojść do największego w historii debiutu technologicznej spółki. W obrocie znajdą się akcje chińskiego portalu aukcyjnego Alibaba. Skoro firma jest wyceniana nawet na ćwierć biliona dolarów, to i oferta publiczna jej akcji nie mogła być mała: Alibaba pozyskał kilkanaście miliardów dolarów. Dla siebie i dla dotychczasowych akcjonariuszy. Wśród nich jest Jack Ma z pakietem akcji wartym – bagatela – 10 mld dol.

Jack Ma to były nauczyciel języka angielskiego. Na pomysł założenia internetowej firmy wpadł w połowie lat 90. Dzięki wiedzy o komputerach? Niekoniecznie. – Nie wiem nic o technologii. Korzystam z komputera, żeby przeglądać internet i odbierać e-maile. To wszystko – powiedział w jednym z wywiadów.

Alibaba rozpoczął działalność w 1999 r. – w sposób typowy dla start-upów, czyli w mieszkaniu Ma. Na początku chodziło o stworzenie platformy handlowej umożliwiającej nawet małym firmom w Chinach znajdowanie odbiorców za granicą. Dziś do grupy należy kilka serwisów e-commerce, serwis umożliwiający rozliczenia internetowe, a także firma zajmująca się cloud-computingiem (chmurą obliczeniową). To podstawowa działalność. Są jeszcze muzyczny serwis streamingowy, produkcja telewizyjna i filmowa czy udziały w Weibo – chińskim konkurencie amerykańskiego Twittera.

Alibabę tworzył nie tylko Jack Ma – w grupie założycieli było kilkanaście osób – ale do dziś to on jest twarzą firmy. Zachował pozycję, mimo że twórcy już od dawna mają tylko mniejszościowe udziały. Już w pierwszym roku działania Alibaby znaczące pakiety akcji kupiły takie firmy, jak japoński gigant technologiczny Softbank, jeden z największych banków inwestycyjnych Goldman Sachs czy fundusz inwestycyjny Fidelity. W 2005 r. doszedł jeszcze jeden poważny akcjonariusz – amerykański portal Yahoo!.

W przeciwieństwie do nieudanych inwestycji w wiele innych firm, jakie powstawały na przełomie wieków na fali bańki internetowej, na Alibabie akcjonariusze nie stracili. Wręcz przeciwnie. Tylko w IV kw. 2013 r. firma miała ponad 3 mld dol. przychodów i niemal 1,4 mld dol. zysku.

Pod względem wypracowywanych zysków jest kilka razy lepsza od dużo bardziej znanego w krajach zachodnich (również w Polsce) Amazonu. Byłaby dużo lepsza, nawet gdyby wziąć poprawkę na to, że przed sprzedażą akcji inwestorom giełdowym zwykle pokazuje się nieco podrasowane wyniki. Stąd i korzystniejsza wycena. Wśród firm technologicznych większą wartość mają jedynie Apple (465 mld dol.), Google (prawie 370 mld dol.) i Microsoft (330 mld dol.). Za plecami Alibaby zostają natomiast Amazon (150 mld dol.) czy portal aukcyjny Ebay (nieco ponad 70 mld dol.).

Jest jeszcze jedna miara sukcesu Alibaby – Amazonowi jak dotąd, mimo szczerych chęci, nie udało się zaistnieć na chińskim rynku.

Jack Ma i jego partnerzy odnieśli sukces nie tylko dlatego, że Chiny to ponad 600 mln internautów (tylko tyle, bo połowa Chińczyków nie ma jeszcze dostępu do sieci). Twórcy firmy potrafią zadbać o swoje interesy. Chociaż są mniejszościowymi udziałowcami, to nadal do nich należy zarządzanie spółką. I chcą zachować tę kontrolę – właśnie dlatego akcje Alibaby nie debiutują na giełdzie w Hongkongu, gdzie nadzór nie zgadza się na uprzywilejowanie akcjonariuszy, tylko w Stanach Zjednoczonych.

Jack Ma znany jest z barwnych wypowiedzi. Szczególnie tych dotyczących zarządzania. Co poradziłby ludziom szukającym pomysłu na biznes? – Jeśli chcesz urosnąć, znajdź dobrą sposobność. Dziś jeśli chce się mieć wielką firmę, trzeba myśleć o tym, jaki problem społeczny można rozwiązać. Przesada? Nie w ustach człowieka, który rocznie umożliwia przeprowadzenie w internecie transakcji handlowych o wartości grubo ponad 200 mld dol.