Resort cyfryzacji od swojego powstania w listopadzie 2011 r. (wtedy jeszcze jako MAiC, czyli Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji) miało problem z jasnym określeniem, co należy do jego zadań. Czy powinno odpowiadać za cyberbezpieczeństwo? Jaka jest pozycja rejestrów państwowych? Kto powinien się zająć tworzeniem nowych dowodów osobistych? Pięć lat później oraz rok od odłączenia z MAiC działki administracyjnej pytania powracają. W spór kompetencyjny – oprócz MSWiA – włączyło się również Ministerstwo Obrony.

– Generalnie mamy pozytywną opinię o pracy minister Streżyńskiej, ale widać, jak marginalizowana jest rola jej resortu. „Zjadanie kompetencji” wynika z działań MSWiA oraz MON – mówi nam Tomasz Siemoniak, były minister obrony w rządzie PO. – Nie ma co ukrywać, my też mieliśmy problem z odpowiednim umiejscowieniem cyfryzacji w procesach zarządzania państwem. Ale obecnie to jest polityczna walka o wpływy, w efekcie której MC traci kolejne zadania – dodaje polityk PO.

Do tego resort Streżyńskiej nie ma silnego politycznego oparcia na Nowogrodzkiej. – To jest dryfowanie. Właściwie MC zostały już tylko kwestie wydatkowania dotacji unijnych na budowę internetu, na programowanie w szkołach i e-administrację. Zapowiadane rok temu reformy pozostają nieukończone, bo odbijają się od silniejszych w politycznym rozdaniu – ocenia jeden z naszych rozmówców.

Jakie są fakty? Na początku listopada niespodziewanie do dymisji podał się generał Włodzimierz Nowak, czyli pełnomocnik ministra cyfryzacji ds. cyberbezpieczeństwa. Od początku roku był on doradcą Streżyńskiej i jej kandydatem na podsekretarza stanu odpowiedzialnego za cyberbezpieczeństwo. Na taki awans nie zgadzał się jednak minister obrony – Antoni Macierewicz miał blokować nominację miesiącami. A Streżyńska na Nowaku oparła tworzenie nowej strategii ochrony polskiej cyberprzestrzeni. Ta miała zostać przyjęta w połowie listopada, ale pozostaje nieukończona. Z opinii, które poznaliśmy, wyłania się obraz narzekań MON, który poczuł się przy jej pisaniu pominięty.

Jedna z instytucji napisała: „Biora?c pod uwage?, z˙e najwie?ksze zagroz˙enia dla cyberbezpieczen´stwa Polski maja? charakter działan´ militarnych, nalez˙y rozwaz˙yc´ wyodre?bnienie cyberbezpieczen´stwa w obszarze obronnos´ci jako samodzielnego obszaru podporza?dkowanego MON”. Cyberbezpieczeństwo stało się jednym z pięciu głównych celów programu modernizacji technicznej Wojska Polskiego.

MC traci również przyczółki w przygotowywaniu eDowodów. Na początku listopada ministerstwo przedstawiło koncepcję wdrożenia dokumentów z warstwą cyfrową. Niedługo później zaprezentowało pomysł na uruchomienie już w przyszłym roku projektu mDokumentów – czyli mobilnej możliwości potwierdzania tożsamości. Choć dokumenty wprowadzające oba te rozwiązania były już gotowe i zapowiadano rychłe rządowe prace nad nimi, wciąż nie zostały zaprezentowane Komitetowi Stałemu Rady Ministrów.

Za to niespodziewanie własną koncepcję związaną z elektroniczną warstwą dokumentów (także, ale nie tylko dla dowodów) przedstawiła Polska Wytwórnia Papierów Wartościowych. Jej prezesem jest bliski współpracownik Antoniego Macierewicza – Piotr Woyciechowski (PWPW przygotowała założenia do konsultowanej ustawy o dokumentach, oficjalnie opracowało je MSWiA).

Koncepcja PWPW to powołanie konsorcjum, które ma stworzyć tzw. polski chip. Opiekę nad nim przejął... MON. Dlaczego? Ani PWPW, ani resort obrony nie odpowiedziały na nasze pytania. Ministerstwu Obrony może zależeć na tym projekcie z prostego powodu: dokumenty są kluczowe z punktu widzenia pracy operacyjnej służb specjalnych, a MON podlegają Służba Wywiadu i Służba Kontrwywiadu Wojskowego.

Obrazu słabnących kompetencji MC dopełnia Exatel. Ta spółka Skarbu Państwa kontrolująca sieci przesyłowe ma się stać częścią kontrolowanej przez resort obrony Polskiej Grupy Zbrojeniowej, podległej MON. Co prawda, ten projekt ma pewne opóźnienie, ale można się spodziewać, że w przyszłym roku zostanie sfinalizowany. Na czele Exatela od pół roku stoi Nikodem Bończa-Tomaszewski, którego z funkcji dyrektora Centralnego Ośrodka Informatyki w atmosferze skandalu zdymisjonowała wcześniej właśnie Streżyńska.

Poprzednicy Streżyńskiej nie mieli szczęścia do długiego zarządzania resortem. Michał Boni był ministrem dwa lata, Rafał Trzaskowski – 10 miesięcy, a Andrzej Halicki – niecałe 14 miesięcy. Coraz wyraźniej rola resortu jest sprowadzana do tego samego, co obserwowano w poprzednich latach. Czyli ministerstwa jedynie od budowy sieci, a nie od kształtowania polityki cyfryzacyjnej.

>>> Polecamy: Kwalifikacje? Niekoniecznie. Obrona terytorialna bezrobotnych