Według brytyjskiej gazety słowa te przyciągnęły uwagę społeczności międzynarodowej, ale w rzeczywistości ich adresatami byli Niemcy. Najpewniej nie oczekiwano, że wywołają one konsternację na Wyspach i po drugiej stronie Atlantyku.

Te komentarze powinny być jednak traktowane jako ostrzeżenie dla reszty UE. "Jeśli Europa ma przejąć rolę USA zarówno jako hegemona ds. bezpieczeństwa, jak i gospodarki, to musi przyspieszyć zbiorowe działania" - czytamy.

Według "FT" pod pewnym względem komentarze Merkel są stwierdzeniem tego, co oczywiste. Dziennik przypomina, że Donald Trump, jeszcze zanim został prezydentem USA, skarżył się, iż kraje europejskie nie wywiązują się z celu NATO, jakim jest przeznaczanie 2 proc. PKB na obronność.

Dziennik ocenia, że narzekanie amerykańskiego prezydenta na nierównowagę handlową zagraża wiodącej roli USA w stabilizowaniu światowej gospodarki.

Słowa Merkel należy umieścić w kontekście nadchodzących wyborów parlamentarnych w Niemczech. Główny przeciwnik Merkel, Martin Schulz, krytykował ją za ryzykowanie wyścigu zbrojeń przez popieranie 2-procentowego celu NATO. Jednak według "FT" taka postawa obecnej kanclerz ma odzwierciedlać "europejską solidarność, a nie niemiecką wojowniczość".

"FT" dodaje, że Merkel musi mieć jednocześnie nadzieję, iż w Londynie i Waszyngtonie jej komentarze nie są traktowane na tyle poważnie, by stać się samospełniającą się prognozą.

Gazeta tłumaczy, że przedstawianie Wielkiej Brytanii jako sojusznika, na którym nie można polegać, nie ułatwi negocjacji w sprawie Brexitu, podczas gdy tolerowanie przez USA takich oświadczeń ma swoje granice i może skutkować odwetem ze strony Trumpa na froncie handlowym. "FT" przypomina, że prezydent ostro krytykował Niemcy za nadwyżkę handlową z USA.

Tymczasem w pozostałych krajach UE słowa te powinny być brane na poważnie, gdyż przejęcie przez Europę roli USA polegającej na zapewnianiu bezpieczeństwa, w tym obrony wschodniej granicy, wymaga większych wydatków wojskowych, koordynacji i bardziej zjednoczonej polityki zagranicznej - podkreśla "FT". Gazeta zauważa, że chaotyczna odpowiedź UE na kryzys uchodźczy pokazuje, że kraje UE są często dalekie od jedności, gdy muszą reagować na problemy dotyczące bezpieczeństwa.

"Większa spójność jest też wymagana w sferze gospodarczej. Europejscy decydenci od dawna skarżą się na amerykańską hegemonię gospodarczą, głównie dominację dolara. Jednocześnie nie robią wiele, by ułatwić większe wykorzystanie euro za granicą" - czytamy.

"Jeśli Merkel na poważnie traktuje to, aby Europa stała się większą siłą finansową, musi zignorować niemieckich polityków, w tym swoich własnych ministrów, którzy sprzeciwiają się większej integracji strefy euro" - uważa gazeta.

"Przewrażliwiona reakcja na słowa, które padły w dusznym namiocie piwnym, jest nieuzasadniona. Jednak Merkel musi wziąć pod uwagę to, jak jej słowa mogą być interpretowane za granicą. Powinna też nadal przygotowywać Niemcy i szerszą europejską opinię publiczną na trudne zadanie zwiększania europejskiego bezpieczeństwa i integracji gospodarczej, by przekuć swe aspiracje w rzeczywistość" - konkluduje "FT".

>>> Czytaj też: świat się nie zawalił, to skonstruowany przez Stany Zjednoczone po II wojnie światowej system globalnego zarządzania chwieje się posadach.