Sędziowie uznali, że są sygnały świadczące o tym, iż lider Republikańskiej Lewicy Katalonii (ERC) dopuścił się buntu, nieposłuszeństwa wobec władz oraz malwersacji, co jest mu zarzucane. Według sędziów istnieje też ryzyko, że Junqueras, który w grudniu 2017 roku został wybrany na deputowanego regionalnego parlamentu, mógłby ponownie popełnić te przestępstwa.

Nie ma dowodów świadczących o tym, że były wicepremier zamierza porzucić "ścieżkę, którą podążał do tej pory", czyli zrezygnować z planów ogłoszenia niepodległości Katalonii - ocenili.

Według sędziów konieczne jest ograniczenie wolności polityka w celu uniknięcia ryzyka zniszczenia dowodów.

48-letni Junqueras w czwartek spotkał się na własną prośbę z sędziami Sądu Najwyższego oraz przedstawicielami prokuratury i zwrócił się do nich o zwolnienie z aresztu. Trafił do niego 2 listopada wraz z kilkorgiem byłych członków katalońskiego gabinetu w związku ze śledztwem w sprawie roli w jednostronnym ogłoszeniu niepodległości przez kataloński parlament 27 października 2017 roku.

Na te działania, które były niezgodne z hiszpańską konstytucją, władze centralne w Madrycie odpowiedziały przejmując kontrolę nad Katalonią, dymisjonując regionalnych ministrów i rozwiązując parlament. Rząd Mariano Rajoya ogłosił też wybory do regionalnego parlamentu w Barcelonie, które odbyły się 21 grudnia i w których bezwzględną większość mandatów zdobyły partie popierające secesję.

Podczas czwartkowego spotkania za zamkniętymi drzwiami Junqueras powiedział m.in. sędziom, że zależy mu na dwustronnych rozmowach z rządem centralnym.

Według agencji EFE oczekuje się, że teraz polityk złoży wniosek o przeniesienie do aresztu w Katalonii, by móc wziąć udział w pierwszej sesji tamtejszego parlamentu, a być może nawet objąć stanowisko szefa regionalnego rządu. Bardziej radykalny secesjonista, były premier katalońskiego rządu Carles Puigdemont pozostaje bowiem na uchodźstwie w Belgii. Grożą mu te same zarzuty co Junquerasowi; jeśli wróci do Hiszpanii, to zostanie aresztowany.

Zwolennicy niepodległości mają wprawdzie 70 mandatów w liczącym 135 deputowanych katalońskim parlamencie, ale ośmiu nie może na razie brać udziału w jego pracach, ponieważ uciekli do Belgii lub przebywają w areszcie tymczasowym. (PAP)