Według danych Agencji Rozwoju Przemysłu krajowe kopalnie wydobyły w styczniu 2018 r. 5,2 mln ton węgla kamiennego – o 0,44 mln ton mniej niż rok wcześniej. Jeśli taka dynamika utrzymałaby się w kolejnych miesiącach, tegoroczne wydobycie mogłoby być niższe od tego z 2017 r. aż o 5,3 mln ton.

Polska jest największym w UE producentem węgla kamiennego. W zeszłym roku przy wydobyciu niespełna 65,5 mln ton paliwa import sięgnął 13,4 mln ton (w tym ponad 9 mln ton energetycznego, reszta to węgiel koksowy – baza do produkcji stali), co było trzecim pod względem wielkości wynikiem w historii. Niemal dwie trzecie surowca przyjechało do nas z Rosji.

– Nie powinniśmy się uzależniać od węgla jednego dostawcy, ale różnica między importem węgla a gazu z Rosji polega na tym, że w przypadku konfliktu z Federacją Rosyjską węgiel moglibyśmy całkowicie zastąpić dostawami z innego kierunku, a w przypadku gazu jest to możliwe tylko częściowo do czasu uruchomienia gazociągu Baltic Pipe. Dlatego import gazu z Rosji ma inny wpływ na bezpieczeństwo energetyczne Polski niż import węgla – mówi DGP Wojciech Jakóbik, redaktor naczelny BiznesAlert.pl.

Rekord 15 mln ton importu z 2011 r. może zostać pobity, jeśli tegoroczna zima będzie podobna do minionej. Tylko w styczniu import wyniósł ok. 1,5 mln ton.

– Ciepłownictwo systemowe obawia się o płynne dostawy krajowego węgla o jakości wyznaczonej przez obowiązujące parametry emisyjne. Głównie dotyczy to zawartości siarki, jej wymagany poziom to maksymalnie 0,6 proc. – mówi DGP Jacek Szymczak, prezes Izby Gospodarczej Ciepłownictwo Polskie. – Brak węgla o takich parametrach jest groźny. Przedsiębiorstwa, które nie dotrzymają wymogów emisji, będą musiały wyłączyć instalacje, bo tak skonstruowane jest prawo unijne – dodaje.

Małe i średnie instalacje mają słabszą pozycję negocjacyjną w porównaniu z dużymi elektrowniami, a te pierwsze potrzebują ok. 5 mln ton węgla rocznie. – Trzeba założyć, iż w przypadku braku węgla krajowego odbiorcy będą szukali alternatywnych możliwości zakupu. Nie ma przeciwwskazań, by wykorzystywać węgiel z importu – mówi Szymczak.

Energetyka jest uzależniona od Polskiej Grupy Górniczej – największego krajowego producenta węgla energetycznego. PGG zapowiedziała na spotkaniach ze stroną społeczną, że w tym roku wyprodukuje 30,5 mln ton węgla. Na poprzedni zapowiadała 32 mln ton, ale udało się wydobyć ok. 30 mln. I to po doliczeniu urobku kopalń Katowickiego Holdingu Węglowego z I kw. minionego roku, czyli jeszcze przed ich przejęciem. PGG zamknęła w tym roku już dwie kopalnie: Śląsk (rudzka część kopalni Wujek) oraz Wieczorek w Katowicach, co może utrudnić jej realizację tegorocznych planów wydobycia.

Największa na rynku Polska Grupa Energetyczna nie wyklucza, że w sytuacji braku paliwa skorzysta z węgla z importu. Przejęła razem z aktywami francuskiego EDF spółkę EDF Paliwa, która ma kontrakt w Porcie Północnym na sprowadzenie 1,5 mln ton surowca (tyle zużywa należący do PGE Zespół Elektrowni Dolna Odra na północy kraju). Nie będzie to węgiel rosyjski. PGE w październiku testowała w swojej elektrowni paliwo kolumbijskie.

– Nie jest tajemnicą, że rynek obserwuje okresowe ograniczenia w podaży węgla, dlatego nasze działania odciążają największych dostawców tego surowca w Polsce – mówi Maciej Szczepaniuk, rzecznik PGE. – Wspieramy ich, chociaż wykorzystanie różnych mieszanek węgla w naszych elektrowniach jest dla nas wymagającym zadaniem eksploatacyjnym – przyznaje. Zapewnia, że wszelkie działania zmierzające do zwiększenia dostaw węgla oraz utrzymanie zapasów na wymaganym poziomie konsultowane są na bieżąco z Ministerstwem Energii.

Tauron i Enea uspokajają, że przede wszystkim będą bazować na węglu produkowanym w swojej grupie (Tauron ma trzy własne kopalnie: Sobieski, Janina i Brzeszcze, a Enea jest głównym udziałowcem lubelskiej Bogdanki).

Z danych Urzędu Regulacji Energetyki z 3 kwietnia wynikało, że zapasy paliwa wymagane ustawą (30 dni) są niższe w Grupie Azoty i Megatemie Lublin. Obie firmy zapewniły DGP, że właśnie je uzupełniły, a informację przekazały URE. W 2017 r. aż 30 instalacji należących do 20 firm zgłaszało w URE, że ma niższe zapasy, niż wymaga ustawa.

– Rosnący import czarnego złota pokazuje, że mamy z górnictwem problem, bo mając ogromne złoża, nie potrafimy ich efektywnie eksploatować i bez głębokiej restrukturyzacji branży sytuacja tylko będzie się pogarszać – ocenia Jakóbik.

>>> Czytaj też: 200 tys. zł to za mało, by przeżyć. Polskie elity są oderwane od rzeczywistości