Nasi rozmówcy przyznają jednak, że pasażerowie, przynajmniej na razie, nie mają co liczyć na rewolucję, czyli szybkie i tanie pociągi. - Wysokie stawki dostępu do torów dyktowane przez PKP i prawdopodobna niechęć samorządów do wpuszczania na rynek regionalnych połączeń rywali dla własnej spółki PKP Przewozy Regionalne sprawi, że na poważne zmiany możemy poczekać nawet kilka lat - ocenia Adrian Furgalski, dyrektor z Zespołu Doradców Gospodarczych TOR.

Rzeczywiście, samorządy nie są zainteresowane konkurencją na torach. Powód: od grudnia 16 marszałków zostało właścicielami spółki PKP PR, która uruchamia dziennie blisko 2,7 tys. pociągów.

Jako pierwsza niechęci samorządów doświadczyła Arriva PCC startująca w przetargu na obsługę połączenia kolejowego Bydgoszcz-Chełmża. W pierwszym postępowaniu ogłoszonym przez Urząd Marszałkowski w Toruniu Arriva zaproponowała najlepsze warunki, ale umowy nie dostała. Urząd uznał, że oferty Arrivy i PKP są na tyle podobne, że należy przeprowadzić dogrywkę, którą wygrały już Przewozy Regionalne. Z decyzją nie zgodziła się Arriva, która uważała, że PKP oferuje warunki poniżej granicy opłacalności.

- Spółka przy użyciu kilku sztuczek zeszła z ceny. W kalkulacji nie uwzględniła np. opłat za dostęp do peronów. Takie praktyki mogą się skończyć tym, że pod koniec roku spółka wyciągnie rękę po większą dotację, za którą zapłacą podatnicy - mówi GP Damian Grabowski, wiceprezes Arriva PCC.

Takie przetargi to na kolei nic nowego. Podczas kontroli przeprowadzonej przez NIK w 2008 roku inspektorzy stwierdzili, że samorządy wyboru przewoźników dokonywały na ogół z pominięciem ustawy o zamówieniach publicznych lub z naruszeniem jej przepisów. Inne grzechy samorządów to nieprawidłowe ustalanie zapotrzebowania na przewozy oraz zła organizacja dotycząca zarówno opracowania, jak również wprowadzania rozkładów jazdy.

Na dokładkę dwaj najwięksi udziałowcy w PKP PR: Mazowsze i Dolny Śląsk mają już swoje spółki kolejowe, odpowiednio Koleje Mazowieckie oraz Koleje Dolnośląskie, którym także będą chciały zapewnić zlecenia. - Z tych powodów wejście na regionalny rynek przewozów pasażerskich nie jest tak atrakcyjne, jak by się mogło wydawać - uważa Adrian Furgalski.

Na początek europejscy gracze zaczną wozić pasażerów na dochodowych połączeniach międzynarodowych. Potwierdzeniem takich planów może być brak zainteresowania potentata na torach, niemieckiego DB, udziałami w konsorcjum Arrivy PCC (Niemcy w styczniu przejęli PCC Rail - największego prywatnego przewoźnika towarowego mającego udziały w konsorcjum). Jak dowiaduje się GP, wczoraj w Londynie rozpoczęły się rozmowy na temat przyszłości firmy.

Z naszych ustaleń wynika, że Niemcy nie są na razie zainteresowani realizowaniem przewozów pasażerskich w regionach i prawdopodobnie sprzedadzą Anglikom udziały w spółce PCC. Damian Grabowski zapowiada, że mimo kłopotów z samorządami Arriva planuje rozwijać siatkę połączeń. A co z DB? Według naszych informacji spółka planuje podebrać klientów PKP Intercity i na początek przejąć atrakcyjne połączenie na trasie Warszawa-Berlin-Warszawa. W zapełnieniu niemieckich pociągów może pomóc wspólna oferta z narodowym przewoźnikiem lotniczym naszych zachodnich sąsiadów Lufthansą, która będzie zainteresowana zdobyciem klientów dla nowego lotniska pod Berlinem.

Na PKP Intercity nie robi to większego wrażenia.

- Jesteśmy dobrze przygotowani do konkurowania z każdym przewoźnikiem - twierdzi Paweł Ney z PKP IC. - W składzie do Berlina jeżdżą nasze najlepsze wagony, a czas przejazdu jest optymalny. Już szybciej się po prostu nie da - mówi Paweł Ney.