Przewodniczący KE Jean-Claude Juncker zwołał na niedzielę nieformalne spotkanie szefów państw i rządów "zainteresowanych znalezieniem rozwiązań europejskich" dotyczących migracji.

Z informacji, które przekazała w piątek KE, wynika, że w niedzielnym nieformalnym szczycie unijnym mają wziąć udział przedstawiciele: Włoch, Malty, Hiszpanii, Niemiec, Francji, Austrii, Bułgarii, Grecji, Belgii, Holandii, Chorwacji, Słowenii, Danii, Finlandii, Szwecji i Luksemburga.

Na tej liście nie ma: Polski, Czech, Słowacji, Węgier, Estonii, Litwy, Łotwy, Cypru, Portugalii, Rumunii, Irlandii i Wielkiej Brytanii.

Rzecznik zaznaczył, że do państw UE nie wysyłano żadnych pisemnych zaproszeń na spotkanie. "Jak powiedział szef KE, szczyt jest otwarty dla wszystkich krajów" - zaznaczył Winterstein.

Dodał, że celem niedzielnego spotkania jest wspólna praca z grupą krajów, których rządy "są zainteresowane znalezieniem europejskich rozwiązań (ws. migracji - PAP) przed szczytem unijnym". Szczyt UE odbędzie się w dniach 28-29 czerwca.

Zaznaczył, że KE nie planuje konferencji prasowej po niedzielnym spotkaniu. Nie przewidziano też konferencji prasowych szefów rządów i państw członkowskich. Niedzielne spotkanie ma potrwać od godz. 15 do około godz. 19.

PAP poprosił też Komisję Europejską o komentarz do słów premiera Węgier Viktor Orbana, który po spotkaniu premierów Grupy Wyszehradzkiej zapowiedział, że nie będą oni uczestniczyć w niedzielnym spotkaniu, dlatego że nie byłoby to właściwe, gdyż w kontekście zasad obowiązujących w UE nie wiadomo, czym właściwie ono jest.

Rzeczniczka KE Natasha Bertaud odpowiedziała PAP, że niedzielny szczyt jest "nieformalnym spotkaniem roboczym". "Wszyscy są zaproszeni, nikt nie jest zmuszony do udziału" - dodała Bertaud.

Sceptycznie na temat inicjatywy Junckera wypowiadał się też premier Mateusz Morawiecki. "Właściwym forum do dyskusji jest pełne forum Rady Europejskiej, które się z resztą odbywa kilka dni później. Dlatego właśnie, mówiąc umownie, do tego klubu przyjaciół relokacji uchodźców my nie należymy i nie zamierzymy w tym procesie brać udziału" - zaznaczył szef polskiego rządu.

UE od dawna nie może się porozumieć w sprawie reformy prawa azylowego (tzw. rozporządzenia dublińskiego), m.in. z powodu sprzeciwu krajów Europy Środkowo-Wschodniej wobec mechanizmu relokacji uchodźców.

Migracja ma być jednym z głównych tematów zaplanowanego na 28-29 czerwca spotkania szefów państw i rządów krajów unijnych. Z projektu dokumentu na to spotkanie, który wyciekł we wtorek do mediów, wynika, że przywódcy unijni mają uzgodnić utworzenie regionalnych ośrodków m.in. w Afryce Północnej do wysadzania migrantów ze statków ratunkowych, aby nie docierali do UE.

Szef Rady Europejskiej Donald Tusk zapowiadał kilka miesięcy temu, że jeśli "28" nie porozumie się w sprawie reformy prawa azylowego, to on sam zaproponuje w połowie roku rozwiązanie tego problemu. Choć prezydencja bułgarska próbowała wypracować w ostatnich miesiącach kompromis, to jednak nie udało się go osiągnąć.

Temat migracji powrócił na agendę europejską również za sprawą niektórych polityków w Berlinie oraz nowego rządu we Włoszech. Rzym odmówił nieco ponad tydzień temu wpuszczenia statku organizacji pozarządowej "Aquarius" z ponad 600 migrantami na pokładzie; nowy rząd dał jasno do zrozumienia, że będzie znacznie bardziej surowo podchodził do migrantów niż poprzednie władze.

W Berlinie szef niemieckiego MSW i lider CSU Horst Seehofer postawił kanclerz Angeli Merkel (CDU) ultimatum, dając jej dwa tygodnie na znalezienie europejskiego rozwiązania w sprawie migracji. W przeciwnym razie grozi zamknięciem granic dla migrantów.

>>> Czytaj też: Grecja będzie musiała zaciskać pasa do 2060 r. Jest porozumienie eurogrupy