Rzecznik FBI Richard Kolko poinformował, że Stanforda który zniknął w ub. wtorek po oskarżeniu go przez SEC, zlokalizowano we Fredericksburgu, w stanie Wirginia. 58-letni Stanford nie został aresztowany ani zatrzymany. Ma jedynie oddać władzom swój paszport. Oficjalnie władze twierdzą, że nie ma podstaw aby uważać, że rozmyślnie ukrywał się. SEC nie był jednak w stanie ustalić miejsca jego pobytu bez pomocy FBI.

Konsekwencje afery dają się już odczuć w światowym systemie finansowym, zwłaszcza w Ameryce Łacińskiej i na Karaibach. Stanford miał tam udziały w bankach i prowadził rozległe interesy (także w USA, Szwajcarii i innych krajach). Rząd Wenezueli zmuszony został w czwartek do przejęcia banku, który był kontrolowany przez Stanforda. Klienci banku Stanforda oblegają od środy jego filię w Saint John's, stolicy maleńkiego karaibskiego państwa Antigua i Barbuda, oraz oddziały w wielu krajach Ameryki Łacińskiej.

Robert Allen Stanford – nowy czarny charakter amerykańskich finansów

Sędzia federalny w Dallas zamroził we wtorek aktywa jego firmy – Stanford Group. Istnieje podejrzenie, że kusząc inwestorów nieprawdopodobnymi zyskami dokonał oszustwa na 9,2 mld dolarów.

Nadzór zarzucał, że finansista sprzedał nierzetelnie produkty finansowe za 8 mld dolarów . Dodatkowo we wtorek wieczorem SEC poinformowała, że odkryto kolejne oszustwo na kwotę 1,2 mld dolarów. Okazało się, że od 2005 r. Stanford Group sprzedało za ponad 1 mld dolarów produkt określany jako Stanford Allocation Strategy, podając fałszywe dane w sprawie stóp zwrotu. W rezultacie z mniej niż 10 mln dolarów w 2004 r. fundusz ten zwiększył się do ponad 1,2 mld dolarów, zaś opłaty za zarządzanie przyniosły ponad 25 mln dolarów.

Oszustwo na Karaibach

Agenci federalni wkroczyli więc do siedziby Stanford Financial Group w Houston. Stanford miał wykorzystać bankową spółkę swojej grupy - Stanford International Bank (zarejestrowaną na karaibskiej wyspie Antigua)  i obiecywał inwestorom “stopę zwrotu nieprawdopodobną lub wręcz niemożliwą”. Inwestorom tłumaczono, że wyjątkowa strategia inwestycyjna pozwoli osiągać dwucyfrowe zyski w ciągu 15 lat. Jak podlicza AFP, grupa Stanforda ma klientów w 140 krajach, a aktywa w jej zarządzaniu wynoszą 50 mld dolarów.

Madoff zaszkodził Stanfordowi

Jak podaje Bloomberg, SEC zaczęła sprawdzać Stanford Group przynajmniej w połowie minionego roku. Po grudniowym zatrzymaniu Bernarda Madoffa, oskarżanego o kradzież inwestorom 50 mld dolarów, śledztwo w sprawie Stanford Group przyspieszyło. A firma działała, obiecując klientom zainwestowanie pieniędzy w łatwo zbywalne instrumenty finansowe, które jakoby miało monitorować 20 analityków, zaś nadzór miał być sprawowany przez regulatora Antiguy. Jednak zamiast tego rzeczywistym zarządzaniem zajął się Robert Allen Stanford i szef finansowy spółki Stanforda na Karaibach – James Davis, tak twierdzi SEC. „Znacząca” część portfela była inwestowana w spółki niepubliczne i nieruchomości. Aresztowanie Madoffa sprawiło jednak, że niektórym zadzwonił sygnał alarmowy. Dzień po aresztowaniu Roberta Madoffa firma rozliczająca przelewy Stanford Group na Karaiby, Pershing LLC z Jersey City, poinformowała Stanford Group, że przestaje przesyłać pieniądze na Antigua ze względu na podejrzenia co do potencjalnych zysków z inwestycji, obiecywanych przez grupę – tak informuje SEC.

Potem się zaczęło: SEC przesyłał wezwania na przesłuchanie do panów Stanforda i Davisa, ale skutecznie unikali oni rozmów z inspektorami SEC. Z kolei Laura Pendergest-Holt, członek komitetu inwestycyjnego Stanford International nie mogła rozliczyć się z funduszy, podobny problem miał jeden z byłych zarządzających, którego nazwiska SEC nie podaje. A teraz likwidator szuka pieniędzy inwestorów.

Stanford: tylko rutynowa kontrola

Na początku lutego, jak podaje SEC, Stanford poinformował inwestorów, że blokuje na dwa miesiące możliwość wcześniejszego wycofywania się z inwestycji. Kilka dni później, 11 lutego, Allen Stanford napisał list do inwestorów w sprawie dochodzenia SEC, twierdząc, że to tylko rutynowa kontrola. 12 lutego Stanford rozesłał maila do pracowników, w którym zapewnia, że „walczy o utrzymanie dobrego imienia” firmy w związku z dochodzeniem. A we wtorek, 17 lutego, prokurator w Houston wysłał piętnastoosobową grupę do biur Stanforda, by zabezpieczyć akta i komputery – wyliczył Bloomberg.

Nieszlachetny karaibski „sir”

W ramach grupy finansowej Stanforda są trzy firmy: Stanford Group, Stanford International Bank i Stanford Trust. Allen Stanford z majątkiem wycenianym na 2 mld dolarów, został w ubiegłym roku umieszczony na 605 miejscu listy najbogatszych ludzi na świecie, sporządzanej przez magazyn Forbes. Według oceny magazynu "Forbes", osobisty majątek Stanforda wynosi ok. 2,2 mld dol.

Robert Allen Stanford ma podwójne obywatelstwo: amerykańskie oraz wysp Antigua i Barbuda. Na tych karaibskich wyspach otrzymał tytuł szlachecki w 2006 r. i może używać tytułu „sir”.

Jak podaje PAP, Stanford był również wpływową postacią na amerykańskiej scenie politycznej wspierając finansowo zwłaszcza Partię Demokratyczną.