Jego konsekwencją jest coraz bardziej zmniejszająca się zmienność. Potwierdza ona fakt, że ustanowienie tegorocznego szczytu nie wywołało większych emocji. Inwestorzy wciąż mają dylemat. Z jednej strony, nasz rynek ma „zaległości” względem światowych indeksów, z drugiej, na zagranicznych parkietach sytuacja rozwija się coraz mniej korzystnie. Co prawda samo zachowanie indeksów nie uprawnia jeszcze do wniosków o nadchodzącym przesileniu, ale reakcje na dobre wiadomości związane z wynikami spółek do takich obaw skłaniają.

Dzisiejszą przecenę na światowych rynkach wiąże się z odczytem chińskiego PKB za III kwartał. Ma on jakoby zwiększać ryzyko wycofania środków pomocowych przez tamtejsze władze. Nie dalej jednak, jak kilka dni temu, zapewniały one, że ożywienie koniunktury nie skłoni do odejścia od programów stymulacyjnych. Gdyby taki był rzeczywisty powód osłabienia nastrojów na świecie, to dlaczego azjatyckie giełdy, a szczególnie chińska, tak mało dziś ucierpiały? Wydaje się więc, że większe znaczenie ma nieoczekiwane zakończenie wczorajszych notowań w Ameryce zniżką. Na wyobraźnię inwestorów w Europie może też działać fakt, że wzrost chińskiej gospodarki okazał się mniejszy niż się spodziewano.

Wczorajsza przecena w USA przybliżyła S&P 500 do wsparcia, jakim jest wrześniowy szczyt, położony nieco poniżej 1075 pkt. Jego przełamanie zwiększałoby ryzyko odwrócenia się koniunktury na dłużej. Byki jednak zapewne tak łatwo na to nie pozwolą. Ostatnio jednak, poza wynikami finansowymi spółek, nie mają aż tak wiele argumentów w rękach. Ilość danych gospodarczych, wypadających poniżej oczekiwań, jest dość spora. Tak było z informacjami o wnioskach o pozwolenia na budowę, liczbie rozpoczętych budów, nastrojach konsumentów. Uwagę też zwraca stopniowo odwracająca się koniunktura na rynku obligacji w USA. Rentowność 10-latek przebiła ostatnio dołki z lipca i września na poziomie 3,3 proc. Potem mieliśmy ruch powrotny w ich kierunku i wczoraj znów doszło do wyraźnego ruchu w górę. Silną barierę stanowi 3,5 proc. Wczoraj zakończyliśmy dzień na wysokości 3,41 proc.

Losy dzisiejszej sesji na GPW znów się zapewne rozstrzygną w samej końcówce. Negatywną wymowę miałoby zakończenia dnia poniżej 39,2 tys. pkt przez WIG. Prawdopodobne jest jednak, że z takim rozstrzygnięciem rynek wstrzyma się do chwili przełamania przez S&P 500 wsparcia w postaci wrześniowej górki.

WYKRES DNIA

Coraz ciekawiej wygląda sytuacja złotego. Kurs CHF/PLN nie zdołał przełamać wczoraj bariery 2,75, a dziś osiąga poziom powyżej 2,77 zł. Notowania tej pary walut przebiegają pomiędzy średnimi z 3 miesięcy (jesteśmy ponad nią) oraz z 12 miesięcy (jesteśmy poniżej niej). Do tego kurs pokonał linię trendu spadkowego, jaka biegnie po szczytach z lutego i czerwca. Mamy coraz więcej symptomów skłaniających do oczekiwania na mocniejszy ruch w górę franka.

Notowania amerykańskich akcji

Dzisiejsze zachowanie rynków na świecie jest kolejnym dowodem na to, jak duży wpływ na bieg zdarzeń ma kondycja amerykańskiego parkietu. W jego przypadku uwagę zwraca nie tylko brak reakcji kursów większości dużych spółek na publikowane przez nie lepsze od oczekiwanych wyniki finansowe, ale również spadająca w ostatnim czasie systematycznie szerokość rynku.

Ostatni szczyt został ustanowiony przy udziale wąskiej grupy przedsiębiorstw. Przy zwyżce S&P 500 o 2,3 proc. w tym miesiącu, o ponad 9 proc. w górę poszły spółki paliwowe. Mają 12,5 proc. udziału w kapitalizacji indeksu. Pod kreską są natomiast branże telekomunikacyjna oraz finansowa. Słabo prezentuje się też sektor ochrony zdrowia. Malejąca liczba spółek biorących udział w zwyżkach jest sygnałem ostrzegawczym, wskazującym na zmniejszającą się siłę trendu wzrostowego.