Warszawski Zarząd Oczyszczania Miasta, odpowiedzialny za utrzymanie jednej trzeciej ulic, wydał już w tym sezonie 60 mln zł na koszty odśnieżania. To około 60 proc. tegorocznego budżetu na ten cel. Jeśli śnieg zacznie znowu padać, władze miasta będą musiały poszukać dodatkowych pieniędzy. Tymczasem sektor finansowy dysponuje instrumentami, które dałyby dodatkowe środki.

>>> Polecamy: Raport: Atak zimy

– Można tu zastosować albo derywat pogodowy, albo identycznie działające ubezpieczenie – mówi Juliusz Preś, dyrektor działu zarządzania ryzykiem pogodowym w Consus. Wyjaśnia, że taki instrument władze miejskie mogłoby wykorzystać dla zapewniania sobie stabilności budżetu. Nie liczy jednak na to, że miasta zaczną zawierać takie kontrakty. – Składałem taką propozycję kilka lat temu w Szczecinie. Gdy okazało się, że miałbym przekonywać kilku czy kilkudziesięciu polityków i prezentować tak złożony oraz drogi – na pierwszy rzut oka – produkt, zrezygnowałem – mówi. Dodaje, że decydenci argumentowali, że zimy są coraz cieplejsze i pewnie takie zabezpieczenie nie jest potrzebne. Inne miasta, odrzucając taką ofertę, tłumaczyły, że przed nadmiernymi opadami zabezpieczają się przez odpowiednie konstrukcje umów z firmami, które mają odśnieżać ulice. – Stosują np. ryczałt pozwalający na częściowe przerzucenie ryzyka dużych opadów śniegu na kontrahentów – mówi Artur Zaron, ekspert ds. ubezpieczeń pogodowych w firmie brokerskiej Gras Savoye.

Podstawową barierą skorzystania z ubezpieczeń czy derywatów pogodowych wydają się jednak ich koszty. – Można domniemywać, że składki przy takiego typu instrumentach są monstrualne, co z racji faktu finansowania zadań ZOM z pieniędzy publicznych w tym momencie nie wchodzi w grę – mówi Iwona Fryczyńska, rzecznik prasowy ZOM. Rzeczywiście, z symulacji przygotowanej specjalnie dla DGP wynika, że szacunkowe koszty takiego programu dla Warszawy wyniosłyby od 6 do nieco ponad 14 proc. sumy ubezpieczenia, która powinna być równa budżetowi na odśnieżanie. – W przypadku tego typu instrumentów nie jest to wygórowana stawka – mówi Juliusz Preś. Ostateczna cena zależy od tego, jaki wariant umowy byłby wybrany i jakie byłyby rzeczywiste (a nie przybliżone, jakich użyto do symulacji) dane historyczne opadów dla Warszawy.

W jednym z wariantów polisa mogłaby zadziałać np. w przypadku, gdyby grubość warstwy śniegu stwierdzona przez Instytut Meteorologii i Gospodarki Wodnej przekroczyła określony poziom, a w innym – gdyby śnieg padał intensywnie przez określoną liczbę dni. W obu przypadkach cena byłaby około 14–14,5 proc. sumy ubezpieczenia. – Około 6–7 proc. kosztuje tańsza odmiana tego produktu, tzw. korytarz – mówi Juliusz Preś.

W tym wariancie wypłata jest realizowana po przekroczeniu określonego poziomu opadów (np. około 110 cm), ale jeśli opady będę małe (np. mniej niż 60 cm), wówczas miasto wpłaca na konto kontrahenta pewną składkę dodatkową. Z punktu widzenia miasta to też łatwiejsza konstrukcja do przełknięcia. Przy łagodnych zimach budżet na odśnieżanie byłby niewykorzystany, więc można byłoby sfinansować dodatkową składkę. Przy srogich – wyższe niż przewidziane wydatki nie spowodowałyby konieczności nowelizacji budżetu.

Szersza perspektywa

Rynek instrumentów finansowych zabezpieczających przed nadmiernymi opadami śniegu najczęściej wykorzystują miasta amerykańskie. Pod koniec listopada ubiegłego roku amerykańska giełda obracająca wszystkimi derywatami pogodowymi (www.cme.com) uruchomiła nawet obrót instrumentami związanymi ze śniegiem. Z takich programów korzystają też samorządy w krajach skandynawskich czy niektóre hrabstwa w Wielkiej Brytanii. Przykłady programów można znaleźć na stronie www.guaranteedweather.com