Dalej spadek nie był już pogłębiany, czego konsekwencją był nagły przypływ odwagi inwestorów w końcówce notowań, w której od dziennego dołka oddaliliśmy się o prawie 20 pkt (w przypadku WIG20). Warto zdawać sobie sprawę, że rano WIG20 oparł się na dolnej linii kanału wzrostowego, w którym przebywa od sierpnia 2009 roku. Przełamanie tego ważnego poziomu mogłoby skłonić wielu inwestorów do realizacji zleceń stop-loss, czego jednak udało się uniknąć, głównie za sprawą ustępującej podaży.

Co prawda poranne informacje nie mogłyby być gorsze (S&P zmienił perspektywę ratingu Japonii ze stabilnej na negatywną), ale w trakcie dnia przybywało "światełek w tunelu". Nie mam na myśli krajowych danych o wzroście sprzedaży detalicznej, bo te zostały tradycyjnie zignorowane, lecz raporty kwartalne, które ujrzały dziś światło dzienne, w szczególności Apple. Inwestorzy w Warszawie cierpliwie czekali na otwarcie notowań przy Wall Street i na dane ze stanów. W końcówce notowań u nas inwestorzy byli pod wrażeniem odczytu indeksu nastrojów konsumentów w USA mierzonego przez Conference Board. Indeks wzrósł do 55,9 pkt z 53,6 pkt przed miesiącem zaskakując analityków, co pomogło podbić Dow Jonesa i zapewniło spokojny finisz przy Książęcej.

Reakcja inwestorów w USA na dzisiejsze dane może mieć bardzo duże znaczenie. DJ czy S&P podobnie jak WIG20 znalazły się przy liniach trendu wzrostowego i ich przełamanie może mieć negatywne następstwa. Zwłaszcza w kontekście dzisiejszej publikacji, ponieważ dotąd wielu ekonomistów i analityków wierzyło, że poprawa nastrojów konsumentów jest ostatnim elementem niepewności nie pozwalającym na definitywne zakończenie recesji. Zatem poprawa nastrojów nie powinna spotkać się nieprzychylną reakcją inwestorów. Jeśli jednak tak się stanie, oznaczać to będzie przejście rynków w nową fazę - ignorowanie dobrych informacji jest jednym z klasycznych sygnałów wyczerpania potencjału wzrostowego na rynkach.
Dolar umocnił się dziś o 0,7 proc. do euro, za które po południu płacono 1,404 USD. Gdyby taki kurs (lub niższy) utrzymał się do końca dnia byłoby to najniższe zamknięcie euro od lipca 2009 r. U nas dolar podrożał do 2,912 PLN i jest najdroższy od miesiąca, euro wciąż mocuje się z barierą 4,10 PLN której również i dziś nie udało się przekroczyć, frank natomiast kosztował na koniec dnia 2,777 PLN.

Ropa nie dała rady utrzymać ceny powyżej 75 dolarów i dziś potaniała o 0,75 proc., ale nie pogłębiła dołka z piątku. Złoto także nie zanotowało przełomowych zmian, natomiast miedź potaniała dziś o 1,6 proc., co należy uznać za korektę wczorajszego wyskoku.