Każde sprawdzane jest według 17 grup kryteriów, najważniejsze z nich dotyczą dostępu do wody (reaktory wymagają chłodzenia), infrastruktury transportowej i wreszcie możliwości odprowadzania wyprodukowanej energii.

Bez prądu

Aż połowa zgłoszeń to miejsca w woj. zachodniopomorskim, pomorskim i kujawsko-pomorskim. Wszystko wskazuje na to, że elektrownia powstanie właśnie w północnej Polsce, bo tam elektrowni w ogóle brakuje. – Z punktu widzenia potrzeb całego systemu elektroenergetycznego wskazane byłoby, żeby elektrownia atomowa powstała na północ od linii Warszawa – Poznań, bo w tamtej części Polski po prostu brakuje źródeł wytwórczych – mówi Hanna Trojanowska, pełnomocnik rządu do spraw energetyki jądrowej, podsekretarz stanu w Ministerstwie Gospodarki.

Gdy na początku roku doszło do awarii elektrowni Dolna Odra, światło w Szczecinie nie zgasło tylko dzięki awaryjnym zakupom prądu ze Szwecji i Niemiec. – Wytypowane lokalizacje w powiatach gryfińskim, sławieńskim, stargardzkim i goleniowskim spełniają wymagania Międzynarodowej Agencji Energii Atomowej i nie ustępują atrakcyjnością większości lokalizacji światowych – przekonuje Wojciech Drożdż z Zarządu Województwa Zachodniopomorskiego.

Atrakcyjna inwestycja

Ostateczna decyzja o wyborze lokalizacji będzie należała do inwestora. Rząd wskazał Polską Grupę Energetyczną, która zapowiedziała budowę dwóch zakładów o mocy po 3 tys. MW każdy. Budowa pierwszej planowanej elektrowni miałaby kosztować w sumie około 9 mld euro (na początek 1600 MW za około 4,8 mld euro). PGE powołała spółkę EJ1, która ma się zająć inwestycją, i podpisała z Electricite de France memorandum o współpracy.

– Wkrótce podpiszemy podobne porozumienia z co najmniej dwoma kolejnymi firmami – zapowiada Sylwia Filimon z PGE. Ale PGE to niejedyny chętny. Do rankingu lokalizacji zgłosiła się należąca do Enei elektrownia Kozienice. To samo zrobiła elektrownia Pątnów z ZE PAK. Energetyką jądrową zaczyna się interesować Energa. Energetycy szukają sposobu, jak wytwarzać prąd i nie ponosić kosztów emisji gazów cieplarnianych.

Energia z elektrowni atomowych nie była i nie jest konkurencyjna cenowo wobec energii z elektrowni węglowych czy gazowych. Buduje się je zakładając, że kiedy powstaną, to elektrownie konwencjonalne będą musiały płacić za emisję CO2. Dopiero wysokie koszty zakupów CO2 spowodują, że elektrownie jądrowe staną się konkurencyjne wobec tradycyjnych – wyjaśnia prof. Krzysztof Żmijewski z Politechniki Warszawskiej.

Symulacje pokazują, że całkowite nakłady inwestycyjne (koszty budowy i funkcjonowania elektrowni jądrowej, np. zakup reaktorów i koszty składowania odpadów radioaktywnych) sięgają nawet 4,5 mln euro na 1 MW mocy. To znacznie więcej niż w przypadku konwencjonalnych elektrowni. Jednak koszty produkcji prądu w elektrowni atomowej są już dużo niższe. Oprócz kwestii CO2 dochodzą też koszty surowca. Planowana elektrownia o mocy 3 tys. MW potrzebuje rocznie około 75 ton paliwa jądrowego, a węglowa o takiej samej mocy aż 9 mln ton węgla.

Atom, ale z daleka

Badania opinii publicznej sprzed pięciu miesięcy pokazują, że połowa Polaków chce produkcji prądu z atomu, ale nie koło własnego domu. Nie można wykluczyć, że kiedy już lokalizacja zostanie wskazana, to mieszkańcy zaczną się buntować. Ministerstwo Gospodarki zapowiada kampanię informacyjną o energetyce jądrowej. Całkowity koszt przygotowania programu jądrowego szacowany jest na około 500 mln zł, w tym szkolenie kadr, kampania edukacyjna i informacyjna, analizy lokalizacyjne elektrowni jądrowych i składowisk odpadów.

Wiadomo, że tylko część środków na ten cel ma pochodzić z budżetu. Ile – nie wiadomo. Poza kwestiami ekonomicznymi najwięcej emocji mogą wzbudzić kwestie dotyczące postępowania z wypalonym paliwem. Rozważany jest m.in. recykling i ponowne stosowanie użytego paliwa, ale nawet taka opcja każe podjąć decyzję, co robić z odpadami radioaktywnymi. Resort gospodarki uważa, że na decyzję ma co najmniej 20 lat.

– Wypalone paliwo najpierw musi się studzić przez 3 do 5 lat. A dopiero po 10–15 latach będzie tyle wypalonego paliwa, żeby zdecydować, co z nim dalej zrobić – uważa Hanna Trojanowska. Trudno wymagać od niej szczegółowej wiedzy, skoro rządowy program rozwoju energetyki jądrowej nie jest jeszcze gotowy.