Widzimy, jak francuski premier gna do Berlina, by spotkać się z kanclerz Niemiec. Tam mogą sobie usiąść i napisać list do Jose Manuela Barroso, prosząc przewodniczącego Komisji Europejskiej, by zbadał to lub zakazał tamtego. Tymczasem w Bazylei Mario Draghi, przewodniczący Rady Stabilności Finansowej, właśnie obiecał coś, co nazwał „regulacją systemową”.

Spekulanci są na cenzurowanym. Można odnieść wrażenie, że nie ma dnia, by jakiś polityk lub wysoki rangą urzędnik gdzieś w Europie nie wyrzucił z siebie z obrzydzeniem słowa „spekulanci” i następnie nie zażądał natychmiastowych działań, kary lub jednego i drugiego. W tych atakach nigdy nie ma zbyt wiele szczegółów. Nie ma zresztą takiej potrzeby. Spekulanci są źli, prawda? A jeżeli pojawiają się detale, takie jak w przypadku osławionych swapów kredytowych, jest to zazwyczaj pomieszanie z poplątaniem na temat tego, kto kupuje lub sprzedaje.

To nie ma znaczenia. Spekulacja jest zła, bo spekulanci nie produkują żadnej namacalnej wartości. Pasożytniczy Kapitał. Koniec, kropka. Populistyczna retoryka dobrze się sprzedaje. To zrozumiałe, że ludzie w Europie, zmuszeni do zaciskania pasa, chcą mieć kogoś, kogo będą mogli za to obwiniać. Mowa-trawa działa. Dobrzy politycy mają wziąć złych facetów pod obcas, choć poniewczasie.

Problem polega na tym, że spekulacja jest dla rynków finansowym tym, czym mowa-trawa dla polityki: elementem absolutnie kluczowym. Populistyczne fajerwerki, powodują, że polityk staje się znany i ostatecznie wybrany. Podobnie anonimowi spekulanci powodują, że rynki działają bardziej efektywnie, zapewniają płynność, która umożliwia zawieranie transakcji i w ostatecznym rozrachunku ustalają bardziej precyzyjne ceny. Jak to możliwe, że nasza polityczna elita tego nie wie? Czy europejscy przywódcy zapomnieli, że żyjemy w gospodarce rynkowej?

Wyraźnie istnieje potrzeba edukacyjnej powtórki w tej kwestii. Angela Merkel mogłaby na przykład zacząć od tomu Philipa Carreta z 1930 roku, „Sztuka spekulacji” (Reprint 1997). Tak, sama treść tych stron mogłaby wywołać zawał serca w Atenach, Berlinie czy Paryżu [„Spekulanci zwiększają zyski, pożyczając pieniądze (...). Krótka sprzedaż jest kluczowa dla prawidłowego funkcjonowania rynku (...). Sprzedający na krótko nie szkodzi obstawiającemu długie pozycje”], ale proza Carreta jest równie elegancka i pouczająca dzisiaj, jak była osiem dekad temu. Oto próbka:

„Ci, którzy krytykują spekulacje giełdowe, zazwyczaj mają na myśli hazard z użyciem akcji. Spekulanci to ci, którzy używają rozumu na równi z atramentem, którym wypisują zlecenia dla swoich brokerów. Wykonują usługę o znaczącej wartości dla społeczeństwa”. „Pod tym względem spekulanci są agentami postępu działającymi przed inwestorami. Zawsze starają się zrównać ceny rynkowe z wartością inwestycyjną”.

Carret uczy nas, że spekulanci i spekulacja dotykają wszystkich dziedzin naszego życia – od sieci handlowych wprowadzających nową linię odzieży po fundusze hedgingowe, które zaczynają mieć wątpliwości co do perspektyw europejskiej unii monetarnej. W istocie nawet najbardziej konserwatywny samozwańczy „inwestor” jest zawsze w części spekulantem.

A oto dalsza część jego instrukcji obsługi: „Inteligentny inwestor będzie szukał pewnych rozwiązań, by osiągnąć spekulacyjny zysk. Jeżeli ma czas, temperament i zdolności, inwestor może pójść krok dalej i zacząć przedkładać spekulacyjny zysk ponad dywidendę i odsetki od kapitału”. Carret, dodajmy, nie był żadnym kombinatorem. Wziął jednak na siebie ryzyko założenia jednego z pierwszych amerykańskich funduszy inwestycyjnych, Fidelity Investment Trust, znanego później lepiej jako Pioneer Trust. Zmarł 12 lat temu w wieku 101 lat. Jego nauczanie pasuje do dzisiejszych czasów. Grecja, Włochy, Wielka Brytania i inne kraje będące celem rzekomych ataków spekulacyjnych, znalazły się w takiej sytuacji, ponieważ uważa się, że „upadają pod ciężarem złych czasów”.

Carret wskazuje, że spekulanci mówią nam prawdę o tym, co się dzieje lub prawdopodobnie wkrótce się stanie. Dla licznych europejskich rządów ta prawda wydaje się, jak na razie, nie do uniesienia.