„Brak wydarzeń i informacji makroekonomicznych nie przeszkodził indeksowi we Frankfurcie pobić kolejnego rekordu. Nasz WIG20 podążył drogą wyznaczoną przez spadające wskaźniki w Grecji i Rumunii" – powiedział Roman Przasnyski z Open Finance. Poniedziałkową sesję główne indeksy warszawskiego parkietu zaczęły od symbolicznych spadków o zaledwie kilka setnych procent w porównaniu do piątkowego zamknięcia. Nastroje jednak szybko się pogorszyły i jeszcze przed upływem dwóch godzin handlu WIG20 notował zniżkę o ponad 1 proc. Po przełamaniu poziomu 2730 pkt zaczęło się powolne odrabianie strat.

„O powrocie nad kreskę można było jednak tylko pomarzyć. I to mimo, że na większości europejskich parkietów przeważały wzrosty, w Paryżu i Frankfurcie przekraczające wczesnym popołudniem 1 proc. Nasi inwestorzy patrzyli na to z poziomu około 0,5 proc. niższego, niż w piątek. Ponad połowa spółek wchodząca w skład indeksu naszych blue chipów traciła na wartości" – dodał analityk OF.

„Na największych parkietach europejskich rano nic nie wskazywało na możliwość większych ruchów. Handel zaczął się w okolicach piątkowego zamknięcia. Wkrótce jednak indeksy w Paryżu i Frankfurcie poszły mocniej w górę. DAX zdołał nawet poprawić niedawny rekord i trzymał się w jego okolicach przez większą część dnia. Niedźwiedzie nie próbowały zepchnąć go w dół. Na poprawę nastrojów na giełdach naszego kontynentu korzystnie wpłynęła dynamiczna zwyżka kontraktów na amerykańskie indeksy. Lokalnych powodów do optymizmu nie było widać" – zaznaczył Przasnyski.

Dodał, że na naszym rynku próby zredukowania skali przeceny zakończyły się wczesnym popołudniem. Indeks największych spółek zdołał dotrzeć do 2750 pkt, po czym znów podaż nieco mocniej przycisnęła. Niewielkie zwyżki w pierwszych minutach handlu na Wall Street nie były w stanie pomóc bykom w Warszawie.

Ostatecznie WIG20 stracił 0,66 proc. i wynosi 2741,30 pkt, WIG spadł o 0,6 proc. i wynosi 47363,90 pkt. Obroty były bardzo niskie i wyniosły zaledwie 1,34 mld zł.