To od reform przyjętych po wyborach zależy kondycja złotego i rentowność polskich obligacji.

– Rynki finansowe preferują rząd pod przywództwem możliwie jak najsilniejszej PO. Nie oczekiwalibyśmy znacznych zmian w polityce gospodarczej, jeśli opozycyjne PiS byłoby w stanie utworzyć kolejny rząd – mówi Anders Svendsen, główny ekonomista grupy Nordea. Jego zdaniem potencjalnie sztywniejsza linia rządu kierowanego przez PiS w polityce zagranicznej, w szczególności wobec Rosji i Niemiec, mogłaby mieć negatywny wpływ na klimat inwestycyjny.

>>> Czytaj też: Nie będę zmieniał budżetu, bo polska gospodarka jest zaskakująco silna

PO ma wyższe notowania, bo inwestorzy i agencje ratingowe wiedzą, czego po jej rządach można się spodziewać. – Jej przewaga w wyborach mogłaby się odbić pozytywnie, jednak pozostałaby bez wpływu na złotego czy obligacje. Koalicja PO – PSL stworzyłaby nastrój wyczekiwania. Gdyby bezwzględnie wygrało PiS, wówczas w krótkim terminie złoty mógłby się osłabić, a rentowność obligacji wzrosnąć – mówi główny ekonomista jednego z dużych banków. Tłumaczy, że to PO, a nie PiS odpowiada za politykę gospodarczą podczas kryzysu i to rząd pod jej dowództwem podjął zobowiązania wobec Komisji Europejskiej. Większą niepewność budzi więc to, w jakim kierunku podąży PiS.

– Rynki udzieliły Polsce kredytu zaufania, o czym świadczy choćby to, że ulokowały w obligacjach naszego rządu 150 mld zł. Dlatego teraz oczekują, że Polska podąży ścieżką konsolidacji fiskalnej. Obecny rząd obiecał obniżenie w 2012 r. deficytu poniżej 3 proc. PKB – przypomina Marcin Mrowiec, główny ekonomista Pekao.

Ta deklaracja jednak została ogłoszona przy założeniu, że wzrost gospodarczy wyniesie 4 proc. W obliczu spowolnienia gospodarki być może konieczne będą nowe decyzje w sprawie redukcji deficytu.

>>> Czytaj też: Oto 5 największych zagrożeń dla światowej gospodarki

– Dla rynków najważniejsze jest, by nowy rząd jak najszybciej określił kierunki polityki fiskalnej i aby były one spójne z wcześniejszym deklaracjami systematycznego ograniczania deficytu budżetowego – mówi Mrowiec.

Tego samego oczekują od polskiego rządu agencje ratingowe i banki inwestycyjne. JP Morgan, obniżając w ubiegłym miesiącu prognozę wzrostu gospodarczego Polski, stwierdził, że pomimo słabej dynamiki PKB w 2012 r. rząd nie będzie miał pola do rozluźniania polityki fiskalnej. Powód? Zbyt duże ryzyko przekroczenia 55 proc. progu długu do PKB.

Jednak ekonomiści podkreślają, że i tak kurs złotego i ceny obligacji uzależnione będą od wiadomości, jakie będą napływać z gospodarek krajów Eurolandu lub USA.