Tadeusz Eckert, właściciel firmy Eckert AS sp. z o.o., producenta wycinarek do metalu, jednego z bohaterów ubiegłorocznej edycji cyklu „Nie ma wolności bez przedsiębiorczości”, narzeka, że w ciągu ostatnich sześciu lat stracił pięciu wysoko wykwalifikowanych pracowników działu badawczo-rozwojowego.

– Zaproponowano im wyższe płace, często dwukrotnie przewyższające to, co otrzymywali u mnie w firmie – twierdzi Eckert. Dla niego dział B+R stanowi kluczową część działalności, bo Eckert AS jako jedyna firma na świecie rozwija jednocześnie cztery technologie cięcia metali. Każdy inżynier jest tu na wagę złota.

Podobną historię ma do opowiedzenia przedsiębiorca ze Śląska. – Kilka lat temu spawacze w jednej z lokalnych firm dostali propozycję znacznie wyższego wynagrodzenia, jeśli przeniosą się do nowo otwieranego przez zachodnią firmę zakładu – mówi biznesmen. Z dnia na dzień większość z nich złożyła wypowiedzenia i poszła pracować dla zamożniejszej konkurencji. Niestety, biznesplan nowego przedsiębiorcy był zbyt optymistyczny i wkrótce pracownikom obcięto pobory mniej więcej do poziomu oferowanego przez poprzedniego pracodawcę. – Spawacze zaczęli wracać do macierzystej firmy – dodaje nasz rozmówca.

>>> Czytaj też: Polska jak Finlandia. Bezrobocie najniższe od 2009 roku [WYKRESY]

Konkurencja podkupuje zwłaszcza pracowników firm MSP

Reklama

Ale rzadko kiedy tego typu historie kończą się dobrze dla właścicieli firm. Szczególnie małe lub średnie rodzime przedsiębiorstwa są narażone na podkupienie ich pracowników przez konkurencję – często duże zachodnie koncerny. Jak wyjaśnia Agnieszka Durlik-Khouri, rzecznik prasowa Krajowej Izby Gospodarczej, wyłuskiwanie siły roboczej od konkurencji ułatwia w Polsce fakt, że zarówno pracodawcy, jak i pracownicy za główną motywację do pracy uważają pieniądze.

– To znaczy, że z jednej strony kuleją różne systemy motywowania pozafinansowego, a z drugiej niewielka jest świadomość, że nie wszędzie, gdzie więcej zapłacą, będzie lepiej – tłumaczy Durlik-Khouri. Jej zdaniem przewaga dużych firm polega przede wszystkim na tym, że wdrażają systemy zarządzania zasobami ludzkimi, a w ich ramach oferują ścieżkę rozwoju zawodowego, możliwości awansu, pakiety socjalne – czego brakuje w firmach z sektora MSP. Jak dodaje Eckert, często takim magnesem może być też znana marka – zdarzało mu się, iż odchodzili od niego technicy średniego szczebla, aby pracować za podobne pieniądze np. w Volkswagenie.

– Jak wynika z prowadzonych przez nas badań, zdecydowanie różni się stosunek do pracy osób młodych i tych 40+. Druga grupa oczekuje stabilności, gwarancji zatrudnienia i często w zamian za tę stabilność gotowa jest pracować za niższe wynagrodzenie – przekonuje Dagmara Chudzińska-Matysiak, menedżer regionalny agencji pracy Randstad. – Młodzi w wieku 20+ oczekują szybkiego wzrostu dochodów i awansu. A z tym kojarzy im się praca w międzynarodowych korporacjach. Dlatego polskim małym i średnim przedsiębiorstwom niezwykle trudno jest ich związać na dłużej – dodaje.

– Jeśli doświadczony programista z nieznanej polskiej firmy otrzyma propozycję pracy na przykład z IBM, nietrudno zgadnąć, jaką podejmie decyzję. Obecnie najwięcej takich ofert mogą się spodziewać informatycy, programiści, pracownicy o ściśle technicznym wykształceniu i umiejętnościach. Takich fachowców brakuje i będzie coraz bardziej brakować na rynku pracy, nie tylko w Polsce – wylicza Krzysztof Inglot, rzecznik agencji zatrudnienia Work Service. Uważa on, że wyzwaniem jest dziś znalezienie wysokiej klasy fachowców o wąskiej dziedzinie specjalizacji. I nie chodzi tu tylko o osoby z dyplomami. Problem jest także z doskonałymi ekspertami na tak zwanych stanowiskach podstawowych.

Najłatwiej zmienić pracodawcę specjalistom IT i branży teleinformatycznej. I wcale nie muszą oni wyjeżdżać z Polski, by zarabiać jak na Zachodzie. – Jako firma międzynarodowa niemal stale otrzymujemy dla nich propozycje pracy nie tylko z Polski, ale z całej Europy. Często oferta finansowa pracy za granicą jest niższa niż w Polsce. Tacy eksperci naprawdę mają w czym wybierać – podkreśla Dagmara Chudzińska-Matysiak z Randstad. Jej zdaniem ogromna migracja i wzajemne podkupywanie sobie pracowników to standard w centrach usług wspólnych dla biznesu. Kraków, Wrocław, Szczecin, Warszawa – to ich zagłębia. W nich koncentrują się np. działania IT światowych korporacji ze wszystkich rynków, na których są obecne. W tych centrach muszą pracować ludzie znający nawet mało popularne i egzotyczne języki – by porozumiewać się z klientami swoich pracodawców z odległych krajów świata. A że jest ich na rynku niewielu, są stałym obiektem łowieckim konkurencyjnych firm.

>>> Czytaj też: Nasze pensje są sztucznie hamowane. Bez wzrostu płac grozi nam kolejny kryzys i rewolucja

Raport Doing Business 2015: w Polsce lepiej, czyli gorzej

Według najnowszego raportu Doing Business 2015, który przygotowuje Bank Światowy, Polska pod względem swobody prowadzenia działalności gospodarczej zajmuje 32. pozycję na 189 klasyfikowanych państw.

– W ciągu pięciu lat przesunęliśmy się w górę aż o 40 miejsc. To najlepsza pozycja, jaką do tej pory udało się osiągnąć – komentuje Maciej Reluga, główny ekonomista BZ WBK. Ale zaznacza, że awans wynikał częściowo ze zmian metodologicznych – podczas gdy wartość indeksu dla Polski nie uległa znaczącej zmianie.

Pozornie wszystko wygląda na ogromny sukces. W zeszłym roku Polska była 45. na liście krajów najbardziej przyjaznych przedsiębiorcom. Jednak w międzyczasie Bank Światowy zmienił metodologię przygotowywania raportu i gdyby przeliczyć ten ubiegłoroczny wynik według nowych standardów, znaleźlibyśmy się na 30., a nie 45. pozycji. Jednym słowem zgodnie z nowymi metodami nie poprawiliśmy miejsca w rankingu, a wręcz spadliśmy o dwa miejsca. Co nie zmienia faktu, że w regionie Europy Centralnej i Wschodniej jesteśmy liderem i udało nam się nawet wyprzedzić Hiszpanię.

BŚ docenił wysoki poziom informacji kredytowej w Polsce, co w uproszczeniu przekłada się na łatwość w pozyskaniu finansowania przez firmy. W tej kategorii jesteśmy na 17. pozycji. Poprawiliśmy też miejsce pod względem tempa obsługi wymiany handlowej – o 5 oczek na 41. (po korekcie ubiegłorocznych wyników) i pod względem efektywności sądów przy rozwiązywaniu sporów pomiędzy firmami – o 2 pozycje na 52.

Bariery w rozwoju przedsiębiorczości od lat są jednak te same. To uzyskanie pozwolenia na budowę – tu jesteśmy 137. krajem świata (w 2013 r. po przeliczeniu – 135.). Łatwiej dostać pozwolenie na postawienie budynku w Burundi, Birmie, Sierra Leone, Ghanie czy Zambii. W porównaniu z 2013 r. (po przeliczeniu) spadliśmy też np. o 6 oczek na 87. pozycję pod względem procedur podatkowych.

Robotnik na budowie stacji Rondo ONZ na centralnym odcinku II linii metra w Warszawie. 25.04.2014. / Bloomberg / Piotr Malecki