Choć Polska awansuje w rankingach przedsiębiorczości, to nadal miejsca, które w nich zajmuje, są odległe.

W rankingu Banku Światowego Doing Businnes awansowaliśmy w 2011 roku o trzy pozycje, ale wciąż jesteśmy dopiero na 70. miejscu. Przed nami są takie kraje jak Rwanda czy Białoruś.

Taki stan rzeczy bierze się m.in. z mnogości absurdów i procedur, w których grzęzną przedsiębiorcy.

Do Związku Przedsiębiorców i Pracodawców zgłosiła się firma z Warszawy z uwagą, że nie można zaliczyć w koszty kart do parkomatów, ale same kwitki parkingowe już można. Tyle że trzeba je zliczyć na piechotę w firmie. To samo będzie potem musiał zrobić urząd skarbowy.

Inny przykład to kara dla restauratora nałożona przez sanepid za brak zeszytu warzyw. To wymysł z lat 50., gdy warzywa pojawiały się w sezonie i kupowano je od ogrodników. Dziś, gdy na wszystko są faktury, to przeżytek.

Absurdy i złe prawo to jedno, drugie to koszty pracy. – To, co decyduje o dobrobycie, czyli praca, jest opodatkowane jak wódka – mówi Cezary Kaźmierczak, prezes ZPP.

Fundacja FOF, „DGP” i Związek Przedsiębiorców i Pracodawców idą na wojnę z biurokracją. Dziś w ramach prowadzonej przez nas akcji Polska Przedsiębiorcza rusza strona www.ulepszprawo.pl , na której przedsiębiorcy mogą zgłosić złe przepisy. ZPP roześle także ankietę w tej sprawie do pół miliona właścicieli firm i 70 tysięcy pracodawców. A FOR przeprowadzi analizę i na początku 2012 roku pokaże rafy polskiej przedsiębiorczości i zaproponuje recepty na uwolnienia energii przedsiębiorców.

Zachęcamy czytelników „DGP” do zgłaszania własnych uwag.

Naszą akcję doceniło także Europejskie Stowarzyszenie Wydawców Gazet. Wybrało projekt „Przedsiębiorcza Polska” do zamieszczenia – obok innych 49 projektów z Europy – w publikacji 50 pomysłów na przyszłość prasy.

Liczy pan, że prowadzona z „DGP” i ZPP akcja stanie się tak nośna jak wywieszenie licznika długu, który stał się znakiem rozpoznawczym w dyskusji o długu i sytuacji finansów publicznych.

LESZEK BALCEROWICZ: Tu potrzebny jest dużo większy wysiłek organizacyjny i koncepcyjny. Nie ma takiego jasnego punktu odniesienia jak w przypadku długu, gdzie mamy barierę 55 czy 60 proc. PKB. Chodzi tu o tak ważną kwestię, że warto działać praktycznie. A działać praktycznie w ramach społeczeństwa obywatelskiego to tworzyć dobre koalicje. I mam nadzieję, że nasza koalicja będzie się rozszerzać.

Dlaczego FOR zdecydowało się na portal?

Dlatego że istnieje poważny problem ciągłego zalewu złych przepisów. One ograniczają wolność, wolność gospodarczą, a efektem tego jest wolniejsze tempo rozwoju kraju. To zresztą nie tylko nasze doświadczenie. Wszystkie partie polityczne deklarują, że są za usuwaniem złych przepisów, ale osiągnięte efekty są daleko mniejsze, niż wynika z zapowiedzi. I aby ta luka między deklaracjami a efektami była mniejsza, potrzebne są jak zwykle inicjatywy społeczeństwa obywatelskiego. A właśnie taką inicjatywę ze świata mediów i przedsiębiorczości chcemy uruchomić i bardzo się cieszymy, że możemy to zrobić z „DGP”.

W programach wyborczych deregulacja to nośny temat. To nie są propozycje gwarantujące, że życie stanie się prostsze dla przedsiębiorców?

Dobre rzeczy nie spadają jak manna z nieba, ale trzeba o nie zbiegać. Oczywiście trzeba egzekwować obietnice zwłaszcza od tych, którzy zabiegają o głosy wyborców. Ale by to egzekwować w praktyce, są potrzebne, mówiąc po angielsku, watchdogi czyli zorganizowane obserwatoria działalności w danej dziedzinie. Inicjatywa FOR i partnerów zmierza do tego, aby politycy nie mogli rzucać tak łatwo deklaracji w przekonaniu, że nikt ich nie rozliczy. Ale przede wszystkim chodzi o to, by otoczenie administracyjno-prawne dla przedsiębiorstw rzeczywiście się poprawiało. I chodzi tu zwłaszcza o mniejsze przedsiębiorstwa, bo duże korporacje są w stanie poradzić sobie nawet ze złym prawem.

Jakie pana zdaniem są największe bariery dla firm?

Znam najrozmaitsze badania, ale nie ma sensu ich przytaczać. Najważniejszy będzie głos przedsiębiorców, tych ludzi, którzy na co dzień mają do czynienia z barierami prawnoadministracyjnymi i na tych opiniach chcemy się oprzeć, szykując raport i wnioski.

A dlaczego do tej pory nie było przełomu?

Być może za mało było autentycznego priorytetu po stronie rządzących, a z drugiej strony zabrakło nacisku ze strony społeczeństwa obywatelskiego. Dodam, że nie lekceważę tego, co zostało osiągnięte. Bo parę istotnych rzeczy zrobiono w ostatnich czterech latach. Mam natomiast wrażenie, że uczciwe byłoby pokazanie bilansu: co zapowiadano, co udało się zrobić, a co zostało do zrobienia.