Strajk generalny sparaliżował Argentynę. Celem protestów libertariański prezydent

Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
9 maja 2024, 19:40
Javier Milei
Javier Milei/ShutterStock
Argentynę sparaliżował w czwartek drugi strajk generalny przeciwko polityce libertariańskiego prezydenta Javiera Mileia. Strajkują między innymi lekarze, nauczyciele, pracownicy administracji publicznej, transportu, sektora bankowego i przemysłu.

24-godzinny strajk ogłoszony przez Generalną Konfederację Pracy (CGT) rozpoczął się o północy ze środy na czwartek. To już drugi strajk generalny zorganizowany przez tę największą centralę związkową w kraju przeciwko polityce radykalnych cięć budżetowych prowadzonej przez rząd Mileia.

W czwartek nie kursuje metro w Buenos Aires, wstrzymano ruch pociągów i większości linii autobusowych. Odwołano 700 krajowych i międzynarodowych lotów, co dotknęło około 100 tys. pasażerów. Nie działają porty ani transport ciężarówkami.

Media opisują puste przystanki autobusowe, bardzo mały ruch samochodów i niewielką liczbę ludzi na stołecznych ulicach. Rząd szacuje, że 24-godzinny strajk oznacza stratę 520 mln dolarów dla gospodarki kraju – podał dziennik „La Nacion”.

W szpitalach i klinikach czynne są tylko oddziały ratunkowe, a zaplanowane operacje zostały przełożone. Zamkniętych jest wiele banków i szkół, niektóre sektory przemysłu zostały sparaliżowane. Pracują natomiast niektóre sklepy, supermarkety i firmy prywatne.

Sekretarz generalny CGT Hector Daer ogłosił, że strajk jest protestem przeciwko zaciskaniu pasa i zmniejszaniu realnych emerytur. „Nie można dokonywać korekty kosztem najbardziej wrażliwych grup. Chcemy rozwiązać kwestię wynagrodzeń. Nie może być tak, że państwo nas ignoruje” – powiedział.

Rząd kontra związki

Przedstawiciele rządu krytykowali strajk, określając go jako próbę wymuszenia ustępstw przez kierowników związków. Minister gospodarki Luis Caputo wyraził „solidarność z wszystkimi pracownikami, którzy nie mogą dziś iść do pracy”, i zarzucił związkowcom, że „coraz bardziej oddalają się od rzeczywistości”.

Poprzedni, 12-godzinny strajk generalny miał miejsce w styczniu. W międzyczasie odbywały się w Argentynie strajki poszczególnych grup zawodowych, w tym kierowców autobusów i wykładowców uniwersyteckich.

Milei bronił niedawno swojej polityki „cięcia piłą łańcuchową” wydatków publicznych, podkreślając, że w pierwszym kwartale kraj wypracował nadwyżkę budżetową. Krytycy zwracają jednak uwagę, że osiągnięto to między innymi poprzez masowe zwolnienia pracowników administracji oraz obniżenie realnych emerytur i wynagrodzeń.

Argentyna znajduje się w kryzysie gospodarczym i boryka się z ponad 200-procentową inflacją. Według niektórych szacunków ponad połowa mieszkańców żyje poniżej granicy ubóstwa, a reformy Mileia – w tym obniżenie kursu peso, uwolnienie niektórych cen i cięcia dopłat do transportu - dodatkowo pogorszyły sytuację finansową wielu rodzin.(PAP)

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło: PAP
Zapisz się na newsletter
Zapraszamy na newsletter Forsal.pl zawierający najważniejsze i najciekawsze informacje ze świata gospodarki, finansów i bezpieczeństwa.

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj