A to wszystko za ułamek kosztów polskiego systemu Otwartych Funduszy Emerytalnych. Można sobie zadać pytanie dlaczego właściwie tak kurczowo trzymamy się dotychczasowego modelu OFE.

W latach 70-tych XIX w. grupa maklerów zgromadziła się w porcie w mieście Newport w stanie Rhode Island, aby podziwiać olbrzymie jachty należące do maklerów i zarządzających funduszami inwestycyjnymi na Wall Street. W pewnej chwili jeden z brokerów, William R. Travers, zapytał kolegów: „A gdzie są jachty należące do ich klientów?”. I zapadła krępująca cisza.

Podobne pytanie, tylko dotyczące polskich klientów funduszy emerytalnych, zadał na początku 2010 r. Jan Krzysztof Bielecki, ówczesny prezes banku Pekao SA. W wywiadzie udzielonym „Dziennikowi. Gazecie Prawnej” oświadczył: „Pekao ma fundusz emerytalny i jego wyniki są dla nas bardzo korzystne. Pytanie tylko czy – patrząc na cały rynek OFE – są równie korzystne dla jego członków. Na pewno tutaj jakaś korekta, po 10 latach funkcjonowania reformy emerytalnej, jest wskazana. Myślę, że przydałby się przegląd tego, co można poprawić.”

Jak zatem zbudowane są najlepsze na świecie systemy emerytalne?

Szwedzki portfel na miarę

Pod koniec 2011 r. firma konsultingowa Mercer opublikowała ranking systemów emerytalnych (tzw. Melbourne Mercer Global Pension Index). Analitycy do czterech najlepszych na świecie zaliczyli system działający w Szwecji. Jest on o tyle ciekawy, że wprowadzano go w życie mniej więcej w tym samym czasie (2000 r.), kiedy w Polsce powołano do życia Otwarte Fundusze Emerytalne (1999 r.). Różnice między oboma systemami są jednak kolosalne.

Polacy zostali praktycznie pozbawieni możliwości wyboru polityki inwestycyjnej. Wszystkie OFE mają prawie identyczną strategię (ok. 40 proc. środków w polskie akcje i ok. 60 proc. w polskie obligacje).

Tymczasem Szwedzi postanowili dać obywatelom możliwość praktycznie nieograniczonego wyboru. Mogą na emeryturę odkładać w każdym z 650 funduszy inwestycyjnych (w Polsce jest tylko 14 OFE), które otrzymały pozwolenie na działanie w Szwecji. To pokazuje, że nie było konieczności tworzenia w Polsce specjalnych funduszy – OFE – przeznaczonych tylko na oszczędności emerytalne.

Większość funduszy w Szwecji to fundusze inwestujące tylko w akcje, a połowa działa głównie na rynku międzynarodowym. Dla porównania: polskie OFE za granicą mają tylko 0,5 proc. aktywów. Bardzo niewiele jest szwedzkich funduszy, które w założeniu prowadzą politykę inwestycyjną odpowiednią dla osób oszczędzających na emeryturę, czyli długoterminowo. Oczekuje się, że obywatele sami stworzą sobie portfel inwestycyjny, odpowiedni dla ich wieku, poziomu zarobków i skłonności do ryzyka.

Dlatego mogą podzielić swoją składkę między pięć różnych funduszy, a następnie, nawet codziennie, ten wybór zmieniać i to bez jakichkolwiek kosztów (w Polsce bez opłat można zmieniać fundusz tylko raz na dwa lata). To oznacza, że prawie każdy z blisko 4,5 mln Szwedów, którzy mają konta w nowym systemie emerytalnym, posiada portfel inwestycyjny „skrojony na miarę”. Nie mają go tylko ci (było ich 32 proc.), którzy nie chcieli, albo nie wiedzieli, jak wybierać. Dla nich powołano jeden państwowy fundusz tzw. Premiesparfonden, do którego można także w każdej chwili przenieść pieniądze z innych kont inwestycyjnych, jeżeli nie jest się zadowolonym z własnych wyborów.

Okazało się, że szwedzka reforma emerytalna jest naturalnym eksperymentem, która pozwala sprawdzić, jakie decyzje inwestycyjne podejmują obywatele. I okazało się, że są one zadziwiająco racjonalne. W przeciętnym portfelu Szweda akcje stanowiły 70 proc., co ma sens, biorąc pod uwagę, że horyzont inwestycyjny to kilkadziesiąt lat.

Do funduszy trafia zaledwie 13 proc. oszczędności emerytalnych, pozostałe 87 proc. przejmuje odpowiednik polskiego ZUS-u.

Im więcej obywatel zarabiał, tym bardziej ryzykowny był jego portfel inwestycyjny. Z jednym wyjątkiem. Najmniej zarabiający mieli bardziej ryzykowne portfele, niż średnio zarabiający. Wynika to z tego, że szwedzki rząd gwarantuje dość wysoką emeryturę minimalną (ok. 9 tys. dol. rocznie dla samotnej osoby i 16 tys. dol. dla małżeństwa). A jak ktoś zarabiał mało, to nawet jeśli za bardzo zaryzykował i stracił, i tak dostanie od państwa emeryturę minimalną.

Czytaj cały tekst na: