Paryski producent szamponów i szminek zdecydował się w tym miesiącu na zakup chińskiego producenta maseczek do twarzy Magic Holdings International za 843 mln USD. To przyspieszy ekspansję firmy w Chinach, gdzie L’Oreal zanotował w 2012 roku 6 proc. ze swojej łącznej sprzedaży.

Unia Europejska zakazuje firmom takim jak L’Oreal przeprowadzania testów na zwierzętach. W Chinach sytuacja wygląda skrajnie odmiennie. Rząd wymaga od producentów testowania każdego nowego kosmetyku na zwierzętach. Pośród największych rynków, Chiny są jedynym krajem, w którym istnieje taki wymóg.
Jak twierdzi przedstawiciel Cruelty Free International, grupy walczącej o prawa zwierząt, podczas eksperymentów wiele królików ginie, a do ich oczu zakrapla się składniki kosmetyków. 

Wymogi Chin w tej sprawie stwarzają poważny dylemat przed firmami takimi jak L’Oreal, czy Procter&Gamble. Koncerny te chcą zwiększyć sprzedaż, jednocześnie nie zrażając do siebie klientów w krajach, w których humanitarne podejście do zwierząt jest na porządku dziennym.

W zeszłym miesiącu w Indiach zakazano testowania kosmetyków na zwierzętach. Unia Europejska zabraniała dotychczas takich praktyk na terenie swoich krajów. W tym roku regulacje zaostrzono. W rezultacie na terenie UE nie wolno teraz sprzedawać również kosmetyków, które testowano na zwierzętach w krajach spoza Unii. To bardzo komplikuje sprawę dla producentów kosmetyków. Sprzedaż produktów, które testowano na zwierzętach w Chinach, będzie w UE niezgodna z prawem. Firmy muszą wyodrębnić szereg różnych produktów na oba te rynki.

>>> Czytaj też: Kolejny spór handlowy pomiędzy UE a Chinami. Tym razem o rury stalowe

300 tysięcy zwierząt

Marki należące do L’Oreal, takie jak The Body Shop czy Pangea Organics, odmawiają testowania swoich produktów na zwierzętach. W związku z tym nie mogą wejść na chiński rynek. „Przeciwko testom na zwierzętach” to fundamentalne hasło założycieli The Body Shop. „Bardzo chcemy otworzyć sklepy w Chinach. Dlatego bacznie obserwujemy wszelkie działania, które nam to umożliwią, bez łamania naszych podstawowych założeń” - oznajmiła rzeczniczka firmy Louise Terry. Jak twierdzi, kosmetyki The Body Shop są bardzo popularne wśród Chińczyków, którzy podróżują poza ojczyzną.

L’Oreal sprzedaje w Chinach produkty pod swoim szyldem. Procter & Gamble z kolei sprzedaje kosmetyki marki Olay i Head & Shoulders.

Firmy kosmetyczne muszą dostarczyć chińskim laboratoriom próbki swoich produktów. Organizacja PETA (People for the Ethical Treatment of Animals) szacuje, że do testowania jednego produktu wykorzystuje się przynajmniej 72 zwierzęta. Badająca rynek firma Mintel doliczyła się w Chinach przynajmniej 4249 nowych produktów kosmetycznych w przeciągu ostatnich 12 miesięcy. Polegając na danych PETA i Mintel, daje to liczbę ponad 300 tysięcy wykorzystanych do badań zwierząt.

„Cierpliwie rozmawiamy z władzami na ten temat i próbujemy im przekazać, że likwidacja testów na zwierzętach jest kierunkiem w którym podąża cały świat. Chcemy uzyskać pozwolenie na wykorzystanie alternatywnych metod” – powiedział na temat zasad panujących w Chinach Shinzo Maeda, dyrektor japońskiej firmy kosmetycznej Shiseido. „Zwierzęta, szczególnie te mniejsze, są aktualnie traktowane jak członkowie rodzin” – dodał.

Shisheido, które sprzedaje kosmetyki na całym świecie, informuje na swojej stronie, że testuje kosmetyki na zwierzętach tylko, gdy jest to wymogiem prawnym, bądź gdy nie ma żadnej alternatywy.

Procter & Gamble wypuściło w styczniu tego roku nową markę Oceana właśnie w Chinach. Ponadto na rynek trafiły nowe szampony z serii Pantene i Head & Shoulders. L’Oreal wypuści w tym roku na chiński rynek nowe produkty Arginine, Skindeep i Maybeline Baby Skin.

Sklonowana skóra

W oświadczeniu L’Oreal czytamy, że firma musi dostosowywać się do lokalnych wymogów, a chińskie regulacje nakazują testowania produktów na zwierzętach. L’Oreal twierdzi, że testy na zwierzętach stanowią mniej niż 1 proc. wszystkich badań bezpieczeństwa przeprowadzanych przez firmę. L’Oreal otworzyło w Chinach ośrodek, w którym przeprowadza badania na sklonowanej skórze i stara się uzyskać zgodę władz na wykorzystywanie takich alternatywnych metod.

Procter & Gamble, największy producent kosmetyków w Chinach, podobnie jak L’Oreal, twierdzi, że nie testuje swoich kosmetyków na zwierzętach dopóki nie wymaga tego prawo. Firma również zapewnia o tym, że przedstawia chińskim władzom korzyści płynące z przeprowadzania testów na innych niż zwierzęta obiektach.
Według danych Bloomberga, 18 proc. zysków ze sprzedaży produktów Procter & Gamble pochodzi z Azji. Podobnie wygląda sytuacja L’Oreal, który notuje w Azji 19 proc. swoich zysków ze sprzedaży. Dla obu firm odsetek ten rośnie.

>>> Polecamy również: Ekologia: ochrona środowiska polem walki ekoterrorystów i idiotów

Mięso ze szczura

Xu Jingquan, sekretarz generalny w All-China Federation of Industry and Commerce, Beautyculture and Cosmetics Chamber twierdzi, że Chiny nie są przeciwne idei testowania kosmetyków na innych niż zwierzęta obiektach. Uważa jednak, że potrzebują czasu na rozwinięcie innych metod. „Nasze prace badawczo-rozwojowe nie są wyszukane, a konsumenci nie myślą tak wiele o ideach. Interesuje ich cena, marka i produkt” – mówi Xu.

Brian Jones, dyrektor instytutu nauk In Vitro w laboratorium Maryland współpracuje z chińskimi władzami w celu wprowadzenia alternatywnych sposobów testowania. Jak twierdzi Chiny miały już w tym roku zaakceptować pierwsze testy na innych obiektach niż zwierzęta, ale były zmuszone odsunąć ten plan na kolejny rok. Powodem były skandale w branży spożywczej. Pewna grupa przestępcza sprzedawała mięso szczurów, lisów i norek jako baraninę. Premier Li Keqiang skupił się więc na zaostrzeniu regulacji bezpieczeństwa produktów spożywczych i lekarstw.

Ogolone króliki

Organizacje ochrony zwierząt często demonstrują swoje poglądy malując swoje ciała na kształt królika, czy demonstrując pół-nago w kostiumach kąpielowych z sałaty. W Chinach przyjęły inny sposób działania. Skupiają się na szkoleniu naukowców w laboratoriach, które mogą testować produkty na kulturach komórkowych, bądź na komputerach. Dzięki temu nie trzeba wykorzystywać w tym celu wygolonej skóry królika, którego potem się zabija. Nick Palmer z Cruelty Free wierzy, że w ostatecznym rozrachunku nauka wygra tą walkę, ponieważ dokładniej od zwierzęcego organizmu odczyta reakcje ludzkiego ciała na dany środek.