Według wstępnych danych Komisji Nadzoru Finansowego banki osiągnęły w 2014 roku 16,2 mld zł zysku, co było historycznym rekordem. Co do głębokiego spadku zysków banków w tym roku panuje już dość powszechna zgoda, ale bankowcy twierdzą, że również kolejny rok będzie bardzo trudny.

– Trudno będzie nam utrzymać poziom marży odsetkowej netto, spodziewamy się presji. Będzie stała walka o marżę odsetkową netto nie tylko w tym roku, ale i w najbliższych latach – mówił na konferencji prasowej po ogłoszeniu rekordowych rocznych wyników Joerg Hessenmueller, wiceprezes mBanku.

Pekao przewiduje, że w tym roku przychody sektora spadną o 5 proc. w porównaniu z poprzednim, a zysk przynajmniej o 10 proc., czyli do mniej więcej 14,5 mld zł.

– Przewidujemy spadek zysku (sektora) o ponad 10 proc. Naszym celem jest ograniczenie spadku do wartości jednocyfrowej. Myślę, że uda nam się to osiągnąć, dzięki wzrostowi wolumenów, kredytów i liczby klientów – mówił na konferencji prasowej po ogłoszeniu wyników za 2014 rok Luigi Lovaglio, prezes Pekao.

Ekstrapolując wyniki ostatnich dwóch miesięcy minionego roku, a więc okresu już po obniżce stóp, można założyć, że wynik ten będzie jeszcze niższy, nie ujmując w tym rachunku efektu kredytów we frankach.

Zysk netto sektora wyniósł w grudniu zaledwie 870 mln zł i był rekordowo niski. Stało się tak jednak na skutek bardzo wysokich odpisów, które wyniosły 992 mln zł. To o 300 mln zł więcej od ubiegłorocznej miesięcznej średniej. Grudzień zawsze przynosi najwyższe odpisy ze wszystkich miesięcy w roku. W 2014 roku mógł to być dodatkowo efekt „sprzątania” po przeglądzie jakości aktywów i tworzenia rezerw na te ekspozycje, co do których powstały w jego wyniku wątpliwości, a których nie udało się naprawić ani zamknąć.

Grudniowy wynik jest więc niereprezentatywny, jednak gdyby dodać 300 mln „dodatkowych” odpisów do osiągniętego zysku, to mamy prawdopodobny miesięczny potencjał zyskowności sektora w nadchodzącym okresie. Taki szacunek pokazuje, że roczny wynik powinien być raczej poniżej 14 mld zł niż je przekroczyć.

Co dodatkowo będzie działać na niekorzyść zysków? Kolejna obniżka opłaty interchange do 0,2 i 0,3 proc. transakcji, a więc o połowę, ponad miliard złotych wyższa opłata na BFG, nowe regulacje sprzedaży ubezpieczeń i prawdopodobne obniżki oficjalnych stóp. Banki przewidują zgodnie, że w tym roku nastąpią jeszcze dwie obniżki po 25 punktów bazowych, w tym stopy referencyjnej do 1,5 proc. Rada Polityki Pieniężnej podjęła w środę decyzję zgodną z tymi oczekiwaniami, ale w jednym kroku.

Na korzyść dobrych wyników będzie natomiast działać rozwijająca się wciąż gospodarka, choć dynamika wzrostu pozostanie zapewne na obecnym poziomie, poprawa na rynku pracy i wzrost optymizmu konsumentów oraz notowana w raportach NBP poprawa sytuacji przedsiębiorstw. Te tendencje wyraźnie dały o sobie znać już w zeszłym roku i banki bezbłędnie je wykorzystały, choć zahamowanie dynamiki wzrostu w II półroczu natychmiast obniżyło dynamikę ich zysków. Nowym, korzystnym czynnikiem może być większa łatwość w pozyskiwaniu finansowania na zagranicznych rynkach w wyniku rozpoczęcia w marcu przez Europejski Bank Centralny programu „łagodzenia ilościowego”.

Przewidywalne tendencje są więc różnokierunkowe, ale są także czynniki nieprzewidywalne, takie jak rozwój sytuacji na Ukrainie i w Rosji, który na razie polskiej gospodarce zaszkodził w niewielkim stopniu, oraz kwestia kredytów we frankach. Jedyna szansa dla banków na obronę rentowności to wykorzystanie do maksimum okazji, jakie daje rozwijająca się gospodarka. Po stagnacji akcji kredytowej w pierwszych trzech kwartałach 2013 roku w ubiegłym rozwijała się ona już w bardzo przyzwoitym tempie.

Klientomania na spadek zysków

Klientomania – to jedno z głównych haseł strategii Pekao. Banki zdają sobie sprawę, że zanim zaczną budować zyski, muszą stworzyć bazę klientów, odpowiadającą ich aspiracjom ilościowym i jakościowym oraz profilowi ryzyka. Dlatego 2014 rok był już drugim z rzędu, który przyniósł wyścig o ich akwizycję. Potencjalne zasoby są duże, zważywszy, że około 30 proc. dorosłej populacji, czyli 8-9 mln osób, nie ma nawet rachunku w banku.

Kilka największych banków zadowolonych jest z sukcesów na ścieżce wzrostu organicznego. I tak, w minionym roku BZ WBK pozyskał 270 tys. klientów netto. mBank w Polsce, Czechach i na Słowacji zdobył ich 300 tys., z czego 41 tys. przyniósł mu projekt bankowości mobilnej tworzony wspólnie z Orange.

– Chcemy utrzymać zdolności akwizycyjne banku do zdobywania nowych klientów. Cel w postaci 250 tys. klientów w 2015 roku wydaje się realistyczny – mówi Cezary Stypułkowski, prezes mBanku.

Pekao pozyskał w 2014 roku 370 tys. nowych klientów, a poszukuje ich też wśród rolników, korzystających na coraz większą skalę z funduszy unijnych. W 2014 roku udzielił im 2,8 mld zł kredytów. Nie trzeba było długo czekać, a ten segment obrał również za cel największy polski bank, PKO BP. Obu sprzyjają w tym przedsięwzięciu największe sieci oddziałów w kraju. ING BŚK zdobył w zeszłym roku 380 tys. klientów.

– Nowe relacje bardzo pozytywnie przełożyły się na część depozytową i powodują bardzo dobrą dynamikę wolumenów – mówiła po ogłoszeniu rekordowych zysków Małgorzata Kołakowska, prezes ING BŚK.

Marże depozytowe to wyzwanie

Właśnie wolumeny, zarówno w segmencie detalicznym, jak korporacyjnym, to drugie narzędzie walki ze spadająca rentownością. To jedyna szansa, żeby nadrobić zacieśnienie marż odsetkowych i spadek opłaty interchange na rynku kart kredytowych. Zobaczmy, jak w tym zakresie bankom udało się zbudować w poprzednich miesiącach pozycje do obrony wyników w tym roku.

Miniony rok przyniósł bardzo wyraźną poprawę i na rynku kredytowym, i depozytowym. Depozyty od sektora niefinansowego wzrosły o 78,7 mld zł, czyli o 10,2 proc. Był to przyrost o 53 proc. większy niż w poprzednim roku. Dokonał się on za sprawą depozytów gospodarstw domowych, mających większe oszczędności dzięki poprawie na rynku pracy. W przypadku przedsiębiorstw wzrost depozytów wyniósł zaledwie 1,2 mld zł, czyli 6,6 proc. więcej niż w 2013 roku. Gospodarstwa domowe przyniosły do banków aż o 26,1 mld zł (81 proc.) więcej środków niż w 2013 roku.

Pomimo niskich stóp i spadku kosztów pozyskania depozytów do ok. 1 proc. w skali sektora, napływ depozytów trwa, a banki licytują się coraz wyższymi krótkoterminowymi ofertami na ograniczone kwoty. Zarządzanie marżami depozytowymi będzie jednak dla nich wyzwaniem za każdym razem, gdy nastąpi spadek stóp. Banki nie rezygnują z okazyjnych ofert, co powoduje grę na skracanie terminów zapadalności i mniejszą stabilność, gdyż takie lokaty są bardziej podatne na odpływ do konkurencji. Równocześnie poprawa dochodów klientów sprzyja także trwale osadzającym się niskokosztowym środkom.

– W 2013 i 2014 roku nastąpił wzrost obrotów na rachunkach bieżących, co powoduje, że możemy obniżyć koszty depozytów w porównywalnej skali. To jest inny mix – mówi Artur Klimczak, wiceprezes Millennium.

Nawet mała firma dostanie kredyt

– Wzrost PKB i spadek stóp przełożyły się na zwiększenie akcji kredytowej – mówi Mateusz Morawiecki, prezes BZ WBK.

Kredyty dla sektora niefinansowego wzrosły w 2014 roku o 57,4 mld zł, czyli o 6,8 proc., gdy w poprzednim roku wzrost wyniósł zaledwie 3,4 proc. Banki w 2014 roku udzieliły ich ponad dwa razy tyle (o bez mała 30 mld zł więcej) niż rok wcześniej. Są to dane pokazujące wzrost wartości bilansowej kredytów brutto. Nie uwzględniają one sprzedaży przez banki przeterminowanych kredytów, ani też wartości kredytów, które dobiegły końca, a na ich miejsce udzielono nowych. Nie ukazują więc całej „produkcji” nowych kredytów, która była znacząco większa.

Tak więc trend wzrostowy był wyraźny i objął w zasadzie wszystkie kategorie kredytów we wszystkich segmentach rynku, choć nie w każdym z nich był równomierny. Kredyty dla przedsiębiorstw wzrosły w zeszłym roku o ponad 23 mld zł, czyli o 8,3 proc., po wzroście o 5,7 mld zł, czyli o 2,1 proc. w 2013 roku. To ponad cztery razy więcej. Dodatkowo jeszcze, o ile banki w 2013 roku w zasadzie udzielały wyłącznie kredytów dużym firmom (był to wzrost o 6,6 mld zł, czyli o 6,1 proc.), a wartość bilansowa kredytów dla małych i średnich nawet spadła, w minionym roku proporcje te zaczęły się wyrównywać.

Dużym firmom w 2014 roku banki udzieliły 11,3 mld zł kredytów, co stanowi kwotę o ponad 70 proc. większą niż rok wcześniej. Małym i średnim – prawie 11,8 mld zł, gdy w poprzednim roku nastąpił spadek wartości bilansowej o bez mała 0,9 mld zł. Kredyty dla dużych firm wzrosły w porównaniu z końcem 2013 roku o 9,9 proc., a dla małych i średnich o 7,2 proc.

Dane te – po raz pierwszy od wielu lat pokazują, że sektor małych i średnich przedsiębiorstw nie jest jedynie deklaratywnym celem banków, ale że i tu następuje faktyczny i przyzwoity postęp. Dane BGK informują, że wielkości nowych kredytów z gwarancjami de minimis wyniosła 17,6 mld zł, czyli znacznie więcej niż pokazuje to przyrost wartości bilansowej (11,3 mld zł). Nie wiadomo, ile kredytów udzielono bez gwarancji, ale faktem jest, że to właśnie one spowodowały, iż banki zaczęły sobie w końcu radzić z tym segmentem rynku.

– Pozyskaliśmy prawie 8 tys. klientów w segmencie małych i średnich firm – mówiła Małgorzata Kołakowska.

Konsumenci wciąż ostrożni

Wartość bilansowa kredytów hipotecznych wzrosła o 6 proc., w porównaniu do wzrostu o 4,3 proc. w poprzednim roku, ale złotowych aż o 14 proc., czyli o 23,3 mld zł. Jednak rok wcześniej wzrost samych złotowych kredytów hipotecznych był nieco wyższy, bo wyniósł 23,5 mld zł. Przy postępującym spadku zadłużenia w walutach świadczy to raczej o stagnacji na tym rynku.

Banki już od kilku lat nastawiają się na silny wzrost kredytów konsumpcyjnych i widzą tu jedną z podstawowych dźwigni biznesu. W zeszłym roku wartość bilansowa kredytów konsumpcyjnych wzrosła o 5,1 mld zł, czyli o 77 proc. w porównaniu z poprzednim rokiem. To na pewno nie jest jeszcze skala, której banki oczekują, ale w poprzednim roku wzrost ten wyniósł zaledwie 2,3 proc., czyli 2,9 mld zł.

Największy wpływ na rentowność tych kredytów miała październikowa obniżka stopy lombardowej głębsza od pozostałych, gdyż zgodnie z ustawą „antylichwiarską” jej czterokrotność wyznacza górny pułap oprocentowania kredytu w banku. Tymczasem ta właśnie obniżka może spowodować zwiększenie popytu na taki kredyt, a także poprawić obsługę już istniejącego zadłużenia.

„W kolejnych kwartałach można spodziewać się przyspieszenia tempa wzrostu kredytów konsumpcyjnych. Powinny temu sprzyjać: poprawiająca się sytuacja na rynku pracy i odbudowujący się optymizm konsumencki (…), jak również obniżenie stopy kredytu lombardowego. Niewykluczone, że banki będą kontynuować łagodzenie kryteriów udzielania kredytów, ponieważ dotychczasowe zmiany nie przyniosły wzrostu popytu w skali, jakiej oczekiwały” – napisał NBP w ostatnim „Raporcie o Stabilności Finansowej”.

Banki potwierdzają, przynajmniej w I kwartale tego roku, wzrost popytu na kredyty konsumpcyjne oraz łagodzenie polityki kredytowej, podobnie zresztą jak w przypadku przedsiębiorstw, zwłaszcza małych i średnich. Niskie oprocentowanie kredytu konsumpcyjnego może także zachęcać do powrotu do banków klientów, którzy „uciekli” z nich parę lat temu do firm pożyczkowych.

Nowa hybrydowa broń

W przeciwieństwie do spadku z 2013 roku, w ubiegłym o 0,6 mld zł wzrosło zadłużenie na kartach kredytowych. W tym segmencie rynku przynajmniej część banków bardzo zaciekle walczy o zwiększenie wolumenów w związku z obniżką opłaty interchange. Pekao podaje, że odnotował w ostatnim kwartale 2014 r. wzrost liczby transakcji kartami o 92 proc. w stosunku IV kwartału 2013.

– W ciągu dwóch lat odrobimy utracone prowizje związane z interchange – zapowiada Mirosław Boda, wiceprezes ING BŚK.

Kierunek biznesu kartowego, jak i jego rentowność, będą ulegać ewolucji, a tymczasem banki wykuwają nową broń, której prototyp stworzyły firmy pożyczkowe. To niskokwotowe i krótkoterminowe kredyty udzielane „na zakupy”. Tylko że banki, dzięki technologiom mobilnym, będą prawdopodobnie potrafiły zrobić bardziej spektakularne postępy w tym zakresie. Może powstać w ten sposób hybrydowy instrument kredytowy, który pod znakiem zapytania postawi sens działania wydawców kart kredytowych.

Marketingowcy przytaczają taki przykład (nieco mizoginiczny): Idziesz na zakupy i widzisz sukienkę, o której marzyłaś, a na dodatek jest przeceniona i kosztuje zaledwie… 400 zł. Mąż jest na konferencji, nie przeleje ci dodatkowych środków ze smartfona. Limit na karcie – wyczerpany. Bank jest w stanie udzielić takiego kredytu niezwłocznie. mBank twierdzi, że za pośrednictwem jego aplikacji mobilnej kredyt jest dostępny w 30 sekund.

Ryzyko dla banku porównywalne, jak w przypadku karty kredytowej (o ile ktoś oczywiście notorycznie nie przekracza limitu), a koszty prawdopodobnie niższe. Klient wprawdzie nie ma okresu bezodsetkowego, ale te w przypadku kart będą się skracać. W dodatku zakupowy impuls nie sprzyja wnikliwej analizie rzeczywistych kosztów kredytu.

Poprawa na rynku kredytowym dokonuje się przy silnym spadku kredytów konsumpcyjnych ze stwierdzoną utratą wartości o 1,7 mld zł, czyli o ponad 9 proc. Nieznacznie wzrosły złe kredyty dla dużych firm, (o 0,3 mld zł), ale już poważniej dla małych i średnich firm, bo o 1,1 mld zł, czyli o 5 proc., po lekkim spadku w poprzednim roku. Jest to uboczny efekt budowy wolumenów i związanego z tym większego ryzyka. Przy niskich marżach banki będą je podejmować coraz częściej i ponosić jego koszty.

>>> Źródło: Obserwator Finansowy