W Stanach Zjednoczonych trwa właśnie debata dotycząca Patriots Act. Ustawa zwiększająca uprawnienia służb do inwigilacji w przypadku walki z terroryzmem wygasła minionej nocy, a nowa wersja dokumentu nie został jeszcze przyjęta.

Ustawa uchwalona po wydarzeniach z 11 września od początku wywoływała liczne kontrowersje, ale Amerykanie wciąż boją się terroryzmu, a samo zwiększanie uprawnień służb to tendencja na skalę globalną - mówi Pisarska, wymieniając Anglię, Francję czy Australię. Jak dodaje - liberalne i demokratyczne społeczeństwa przyjmują ostatnio restrykcyjne prawa, które o bezpieczeństwo dbają kosztem wolności, z czym niemalże obojętnie godzą się obywatele.

Przepisy dotyczące inwigilacji obywateli są obecnie w Stanach Zjednoczonych przedmiotem rozgrywek na wewnętrznej scenie politycznej, ale zarówno Republikanie, jak i Demokraci stąpają po cienkim lodzie - uważa dyrektor Europejskiej Akademii Dyplomacji. W przypadku ataku terrorystycznego częścią winy obarczono by prawdopodobnie liberalizację przepisów, ale z drugiej strony pojawia się niebezpieczeństwo ograniczania wolności obywateli, w których życie prywatne zaczynają mieć wgląd urzędnicy.

Ten trend musi zostać zahamowany, ale musi też zostać zachowana równowaga między bezpieczeństwem a wolnością, a to, jak z tym problemem poradzą sobie Amerykanie, wpłynie na podobne rozwiązania w reszcie świata - dodaje Pisarska.

Przyspieszoną zmianę przepisów zablokował senator Rand Paul argumentując,że służby specjalne mają w sferze inwigilacji zbyt duże uprawnienia. W tej sytuacji zmiany w Patriot Act będą musiały zostać uchwalone w zwykłym trybie, co zabierze minimum 2-3 dni.

>>> Czytaj też: Polska "odporna na szoki zewnętrzne" i bogata w kapitał ludzki. OECD opublikował najnowszy raport