Jakiś czas temu Luigi Zingales, ekonomista z Uniwersytetu w Chicago na łamach ilsole24ore.com opisywał „przerażający” żart, który usłyszał o kolegów: „Jaka jest różnica między Japonią i Grecją? Odpowiedź brzmi: trzy lata.” Dziś, nawet taki okres czasu wydaje się zbyt długi.

W połowie lipca Międzynarodowy Fundusz Walutowy opublikował prognozę, z której wynika, że grecki dług w 2017 roku będzie sięgał niemal 200 proc. PKB. Jeszcze w kwietniu przewidywał, że wyniesie on w tym czasie 151,8 proc. PKB. Najnowsze szacunki MFW przebijają też prognozy z końca czerwca, które zakładały że greckie zadłużenie zwiększy się do 169,7 proc. PKB.

>>> Czytaj też: Nie bądźmy hipokrytami ws. Grecji. "Polska jest słabą gospodarką, uzależnioną od taniej pracy"

Tak niepokojąca wizja przyszłości coraz bardziej zbliża grecki dług to japońskich poziomów. Japonia może dziś poszczycić się niechlubnym mianem najbardziej zadłużonej gospodarki na świecie. Dług w relacji to PKB tego kraju przekracza już 240 proc. i wciąż powoli pnie się górę. Według szacunków Bloomberga, do 2017 roku może przekraczać 250 proc. PKB.

Sytuacja wygląda nieco lepiej, gdy pod uwagę weźmiemy wartość długu w przeliczeniu na mieszkańca. Pod koniec 2014 roku na jednego Greka przypadało ponad 35 tys. dol. długu – wynika z danych Eurostatu. W Japonii, która w tej kategorii również zajmuje pierwsze miejsce na świecie, dług per capita wynosi 79 tys. dol. Na drugim miejscu plasują się Stany Zjednoczone (56,6 tys. dol.), a na trzecim Irlandia (ok. 53 tys. dol). Pod tym względem, gorzej niż w Grecji jest jeszcze w Belgii, we Włoszech, w Austrii, Wielkiej Brytanii i Francji. Hellada zajmuje dopiero dziewiąte miejsce. Dla porównania, Polska – szóste od końca.

Według różnych źródeł całkowity dług Grecji wynosi dziś 240 - 320 mld euro. Zdecydowaną większość tych kredytów udzieliła Helladzie trojka.